czwartek, 24 stycznia 2013

Siatkarki chcą trenera z zagranicy. 100% poparcia!

Witajcie! Dzisiejszy wpis trochę luźniejszy, aczkolwiek bardzo ważny. Nie będzie jednak o występach naszych klubowych drużyn w Lidze Mistrzów, nie będę rozwodził się nad Skrą i Resovią. Na długie wywody i ocenę tych drużyn przyjdzie jeszcze czas. Co prawda miałem coś o tym skrobnąć, ale wywiad z Katarzyną Skowrońską-Dolatą opublikowany w Przeglądzie Sportowym skusił mnie, abym ponownie (póki nie jest - mam nadzieję- za późno) pochylił się nad wyborem przyszłego trenera reprezentacji Polski siatkarek.

Może i niektórzy stwierdzą, że jestem monotematyczny, może i znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że się nie znam, ale uważam, że to mój obowiązek, by zadbać o naszą reprezentację siatkarek, bo jej dobro w porównaniu do niektórych działaczy leży mi na sercu.

Uporządkujmy fakty. Przegląd Sportowy twierdzi również, że Piotr Makowski będzie trenerem Polek i trenerem Delecty....Aż krew mnie zalewa i mam nadzieję, że to nie będzie prawda, bo w innym razie to będzie kpina. To trener ile będzie miał czasu na doglądanie zawodniczek, może być tak, że nie będzie to nawet jeden mecz w tygodniu, oprócz tego trzeba też doglądać co robią rywalki, bo wiadomo te nie śpią. Przy łączeniu tych dwóch, odmiennych funkcji zawsze coś musi się odbyć kosztem czegoś. Może i wcześnie biję pianę, bo może Makowski jednak trenerem nie będzie ,w co głęboko wierzę, bozły pomysł jest.

Przejdę teraz do wywiadu z Kasią Skowrońską, który tylko potwierdził moje zdanie i opinię na temat wyboru nowego szkoleniowca. Nasze siatkarki potrzebuję trenera z autorytetem. - To są sprawy, na które nie mamy wpływu, ale nie chciałabym, żeby żeńska reprezentacja stanowiła tylko jakiś dodatek do męskiego zespołu. Naszej drużynie potrzeba trenera, który coś już w życiu wygrał i będzie miał autorytet, a zawodniczki pójdą za nim w ciemno. Taki, z którym jesteśmy w stanie pojechać na kolejne igrzyska – powiedziała w rozmowie z Przeglądem Sportowym Skowrońska-Dolata.

Nie wiem czy potrzeba lepszej rekomendacji niż zdanie najlepszej polskiej siatkarki, pracującej z najlepszymi trenerami na świecie. Dlaczego PZPS uparcie realizuję nie wiadomo jaką politykę (najpierw nie wyrzucając Matlaka od razu po nieudanych MŚ w 2010 r., potem angażu Świderka jako strażaka i ostatecznie po jego niespodziewanym zwolnieniu w 2012 r.).

Na szczęście - tak uważam - oprócz Skowrońskiej-Dolaty również inne siatkarki zabrały głos w tej sprawie. Oczywiście nie rzucają nazwisk i konkretów, ale sygnalizują czego i kogo im brakowało i kogo w tej chwili potrzebują, bo co jak, co ale one to wiedzą najlepiej. I warto, by PZPS ich posłuchał. Katarzyna Skorupa czy Izabela Bełcik pragną trenera z górnej półki, mającym wnieść świeżości. Wtóruje im także Paulina Maj.
Fot. volleywoodd.net
Chciałoby się napisać nic dodać nic ująć. Warto jednak zauważyć, że w przypadku angażu Polaka nic się nie zmieni. Zadziała tu prosty mechanizm psychologiczny. Siatkarki nie wierzą już, w to że z Polakiem osiągną sukces i mogą coś zmienić i nie ważne, kto to będzie. Trener zagraniczny sprawi, że zmieni się psychika, uwierzą, że robią postępy, że będzie dobrze, bo jest trener z zagranicy, który może to zmienić.A słowa atakującej jakby to potwierdzają: Mówię za siebie i pewnie część moich koleżanek – reprezentacja to dla mnie coś wyjątkowego. Zawsze chciałam i będę chciała w niej grać. Lecz jadąc na zgrupowanie pragnę mieć pewność, że będziemy dobrze pracowały, a nasze starania przyniosą wyniki i zadowolenie. Nie chcę jeździć na obozy, by marnować swój czas, zdrowie i psychikę. Takie poczucie jest najgorsze. W klubach to co innego, w jednym ci nie płacą, w innym są porażki. Reprezentacja to ma być coś, co pozwoli nam zapomnieć o ligowej codzienności. Potrzebujemy kogoś, kto pociągnie ten młody zespół za sobą - stwierdziła w wywiadzie Przeglądu Sportowego Skowrońska-Dolata.

Naprawdę zastanawiam się co jednak stoi na przeszkodzie, dlaczego nie możemy zatrudnić obcokrajowca. Jeszcze kolejne słowa naszej atakującej z tegoż wywiadu: Potrzebny jest ktoś obdarzony autorytetem już na starcie. Gwarantujący międzynarodowym doświadczeniem i sukcesami w CV, że będziemy ślepo wierzyły w jego pomysły. Że czeka nas z nim dobry trening, że wreszcie będzie lepiej. Zapanuje dyscyplina, a od działaczy dostanie wszystko, co powinien mieć. 

Polecam ten wywiad, bo Kasia bardzo mądrze prawi i warto, aby jej słowa dotarły do działaczy.

Na koniec jeszcze raz się pochwalę, że coś tam o tej siatkówce wiem (przynajmniej więcej od siatkarskich działaczy, chociaż czy to jednak duża sztuka? :) ). Sprawa dotyczy MarcoBonitty (temat ten poruszałem dwie notki wcześniej). Polska atakująca wypowiedziała się w tym samym tonie co ja, twierdząc, że Włochowi nie może niczego zarzucić. Tak tę sprawę przedstawia Kasia: pozostała po nim opinia, że sobie nie poradził, że to była katastrofa, że przeszkadzała bariera językowa. Wiem lepiej niż działacze, czy trener był dobry, czy nie. Może Marco miał złych doradców i tłumacza, który tak naprawdę nie pozwolił mu nas lepiej zrozumieć? Chodzi mi o to, że niektórym może się wydać dziwne, ale ja jestem zadowolona z pracy z nim. Za jego czasów byłam w formie. Na treningach panowała dyscyplina. To był jeden z lepszych szkoleniowców jakich mieliśmy. Można mu wiele zarzucić, bo prywatnie był specyficzną osobą. Lecz jako o trenerze nie powiem złego słowa. A teraz wypowiadają się o nim ci, którzy obserwowali wszystko tylko z boku. A czy ktoś zapytał się nas, które to przeżywałyśmy, jak było naprawdę?

Drodzy działacze. Wielcy znafcy :) Nie gadać głupot! Dziękuję dobranoc!

9 komentarzy:

  1. tu mozna znaleźc odpowiedź
    http://www.sportsboard.pl/showthread.php/38291-transparentno%C5%9Bc-pzps-i-przedpe%C5%82skiego

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóżż.. ja też sądzę, że przydałby się zagraniczny trener, posiadający ten autorytet, no ale działacze tak jak piszesz, chyba wiedzą lepiej niż same zawodniczki... To właśnie Polska... w tym wypadku niestety.. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam wywiad. Ostry, ale był potrzebny. Chylę czoło przed Kasią, bo mimo wszystko trzeba mieć trochę odwagi, zeby powiedzieć o swoich bolączkach. I to z klasą. Ja też w 100% się zgadzam, że przyda się ktoś z zagranicy. Bo, jak ktoś kiedyś powiedział, zawodników to my mamy, gorzej z trenerami.
    Z całym szacunkiem dla Makowskiego, z niego trener zły nie jest, ale prowadzenie reprezentacji to będzie dla Niego zbyt duże wyzwanie. A łączenie funkcji trenera w klubie i reprezentacji... Nigdy nie byłam zwolenniczką takich rozwiązań.
    W sumie z tą siłą psychiki możesz mieć rację. Nie pomyślałam o tym, ale jak się dłużej nad tym zastanowić, to możesz mieć rację. Ale wiesz co stoi na przeszkodzie? Kasa. PZPS nie inwestuje zbyt ochoczo w nasze Panie (sama Kasia stwierdziła w wywiadzie, że nawet po sukcesach niewiele się zmieniło, nic nie wywalczyły). Szkoda im wydać pieniędzy na lepszego trenera, bo w ich założeniu, to i tak nic nie da.
    Wiesz, też się czasem zastanawiam, czy sztuką jest lepiej znać się na siatkówce od działaczy :P

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się wydaje, że nasze dziewczyny trochę rozpuściły te dwa złote medale ME. Kręcą nosem, wprost mówią - a przynajmniej takie można odnieść wrażenie - że jak nie będzie trenera z zagranicy, nie będą go szanować. Nie bedzie dyscypliny na treningach. Będą fochy, bo przecież polski trener nic nie wie, nic nie umie, trzeba było wziąć zagranicznego... A tak naprawdę nawet najdroższy, najlepszy, najbardziej utytułowany i najsurowszy trener nic nie zdziała, jeśli nie bedzie woli współpracy, woli walki, odpowiedniego psychicznego nastawienia, a przede wszystkim ciężkiego treningu. Chłopaki nie płaczą, zapierniczają, to i wyniki mają. A też się przecież ostatnio mocno potknęli.

    Z jednej strony - ok, warto, by trener reprezentacji narodowej miał porządne CV. Ale z drugiej - dlaczego nie dać szansy młodemu, zdolnemu, polskiemu trenerowi? A moim zdaniem Makowski jest taki (mam nadzieję, że w niedzielę to jego chłopaki sięgną po Puchar Polski). Choć na miejscu Makowskiego po takich wypowiedziach, już nie mówię kibiców czy dziennikarzy, ale samych zawodniczek, chyba dałabym sobie spokój...

    A poza tym trochę bawi mnie to oburzenie na łączenie funkcji trenera klubu i kadry... no, heloł, gdyby kandydował taki Władek Alekno, ciekawe, czy ktokolwiek by pisnął, że ma rzucić już, teraz, zaraz, przed końcem sezonu Zenit. Wątpię. A Makowski, o ile trenerem siatkarek zostanie, ma doprowadzić Delektę tylko do końca sezonu.
    No i jeszcze jedna kwestia, wydaje mi się, ważna. Polskie siatkarki nie są mu przecież aż tak bardzo obce, jak zagranicznym trenerom. Ile o polskiej lidze wie wujek Hugh? Zza oceanu śledziłby polską ligę zapewne jak nasz stary znajomy Raulo Lozano.

    Słowem: moim zdaniem, zmienić się musi najpierw nastawienie dziewczyn, potem zainteresowanie działaczy żeńską siatkówką. A dopóki dziewczyny chcą dyktować swoje warunki, niestety, nie zmieni się nic. I nie zmieni tego żaden trener - ani polski, ani zagraniczny.

    Ot, rozpisałam się, a się przecież nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo w PZPS-ie panuje taka polityka, że mają być same sukcesy od razu w pierwszym roku współpracy (a najlepiej już na pierwszej imprezie). Po jakimś niepowodzeniu - do widzenia.
    W przypadku reprezentacji siatkarek to żaden z kolejnych trenerów po Bonicie (jak i on sam) nie mieli okazji budować dłużej zespołu. A przecież wszystko wymaga czasu - nie można mieć wszystkiego od razu! Gdyby jakiś trener dostał szansę, a przede wszystkim czas na budowę 'nowego' zespołu, to kto wie czy po okresie niepowodzeń nie przyszedłby czas sukcesów?
    Ważną sprawą jest relacja trener-zawodniczki. Jeżeli one same mówią, że chciały by trenera zza granicy co da im jakieś poczucie, że mogą coś osiągnąć - to ja nie wiem dlaczego nie bierze się pod uwagę ich zdania? Skoro ostatnimi czasy trener-Polak się nie sprawdzał może czas na zagraniczną opcję?
    No ale przecież Panowie zza biurka wiedzą wszystko najlepiej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem trzeba posłuchać siatkarek, które wiedzą najlepiej czego (a raczej kogo) im potrzeba. Wiadomo, że niektórym kibicom mogą się nie podobać wypowiedzi w takim stanowczym tonie, że zaczną się od razu stwierdzenia typu : siatkarki gwiazdorzą. Ja się z tym nie zgodzę. Pracowały z polskimi trenerami i co? I nic. Więc może zamiast ślepo wierzyć, że mamy polskiego trenera, który potrafi poprowadzić Reprezentację do sukcesów, może warto uderzyć się w pierś i powiedzieć otwarcie, że takowego trenera nie ma. Czas na zmiany. Bo żal patrzeć jak marnowany jest potencjał.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdy Hubert Wagner obejmował reprezentację, będąc bardzo młodym trenerem i nie będąc nawet wybitnym zawodnikiem, kto liczył na to, że doprowadzi polskich siatkarzy do największego sukcesu, jaki do tej pory odnieśli? Wiem, czasy się nieco zmieniły, ale podejście jest takie samo, jak za czasów Wagnera: sam "Kat" przecież mówił, że tylko w Polsce jest tak, że jesteś dobry i masz rację tylko wtedy, gdy masz w kieszeni mistrzostwo świata i złoto olimpijskie. Uniwersalne, prawda?

      A Polki pracowały już też z zagranicznymi trenerami (no dobra, o ile się nie mylę, aż dwóch ich było na przestrzeni ponad 60 lat, ale byli) i... co? :) Zapominamy, że największe sukcesy nasze siatkarki odnosiły z polskimi trenerami, a zagraniczny, który sprawdził się w USA czy Włoszech nie musi wcale odnaleźć się na polskim podwórku. Więc może od razu ich nie skreślajmy - Matlak, Popik, Świderek i Kłos to jeszcze nie cała polska szkoła trenerska.

      Usuń
  7. Ana. Ale jaki był sens zwalniania Świderka skoro chcą dać Makowskiego? Ja nie widzę żadnego. Dalej to będzie polska szkołą myślenia. Żaden z polskich trenerów nie ma międzynarodowego doświadczenia. Sukcesy nasze siatkarki odnosił z jednym polskim trenerem - Niemczykiem, ale to zupełnie inna półka. A skąd mamy wiedzieć czy się sprawdzi czy nie? Musimy to wypróbować i wtedy będziemy wiedzieć, czy to jest dobre czy nie. Jakoś u naszych siatkarzy nikt nie robi z tego problemów, a już od tylu sezonów mamy trenera z zagranicy. Boli, to że nasze siatkarki traktuje się po macoszemu, byle jak, jako pole eksperymentalne dla niedoświadczonych trenerów.

    I uważam, zresztą podkreśliłem to w poście - chodzi o aspekt psychologiczny. Nasze siatkarki uwierzyły, że z Polakiem nie są w stanie przeskoczyć pewnego poziomu, żaden też nie ma autorytetu. Obcokrajowiec zadziała w tym miejscu jak magnez i czarodziejska różdżka. Już samo nazwisko będzie powodowało chęć współpracy. Po tylu wypowiedziach naszych siatkarek, nie ma opcji musi to być nie-Polak, bo sukcesów już nie będzie. To coś na zasadzie samospełniającego się proroctwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki był sens - o to mnie nie pytaj, bo tego nie wiem i rozumieć nie próbuję. W sumie i w ogóle nie na to też zwracam tu uwagę, bardziej na to, co się mówi w kontekście przyszłego trenera. Bo nie, nie będzie to polska szkoła myślenia. Może to być co najwyżej polska szkoła trenerska, ale i ta się zmieniła - inaczej na trenerkę patrzy szkoleniowiec z pokolenia Matlaka, inaczej z pokolenia Makowskiego - tych panów tylko wiekiem dzieli ok. 25 lat, więc jak można mówić o jednakowym systemie szkolenia czy metodach szkoleniowych w ich przypadku? Może wygląda to, że optuję za polskim trenerem, ale nie do końca tak jest - naprawdę chciałabym, żeby nasze dziewczyny dostały dobrego szkoleniowca, który wróci je na właściwe tory. A tu narodowość jest przecież najmniej ważna. Tymczasem mam wrażenie, że wszyscy, włącznie z siatkarkami, uważają, że wystarczy, że trener będzie obcokrajowcem, a znikną problemy i stanie się cud... Fajnie by było, gdyby było tak łatwo.
      I zwyczajnie w tym wszystkim nie podoba mi się to, jak Polacy nie doceniają samych siebie i nie podoba mi się to wszędobylskie w sporcie "byle nie Polak", bardzo często z jedynym argumentem: "bo w Polsce nie ma dobrych trenerów". Niestety, nie z samym Niemczykiem polskie siatkarki odnosiły sukcesy - może nie złoto, może dawno, ale medale olimpijskie zdobywały. I ciekawe, ilu dzisiejszych ekspertów i "ekspertów" pamięta, że te złote lata to było już drugie podejście Niemczyka do reprezentacji polskich siatkarek. Pierwsze nie było tak udane.

      Natomiast jeśli chodzi o aspekt psychologiczny - tu się zgadzam w 100%, dziewczyny zablokowały się na polskich szkoleniowców i to może być bariera nie do przeskoczenia na długie lata. Pisałam już zresztą, że na miejscu Makowskiego sama powiedziałabym "nie" polskim siatkarkom. Natomiast jeśli wbrew chęciom siatkarek wybrany zostanie polski szkoleniowiec, raz, że z ich nastawieniem nie będzie ani pracy, ani wyniku, dwa, na pewno będą w jakiś sposób manifestowały niezadowolenie. Siatkarze to robili, dlaczego nie one. Gorzej, jeśli będzie obcokrajowiec i też nie będzie wyniku. I jakie wtedy będzie tłumaczenie?

      Usuń