poniedziałek, 28 stycznia 2013

Fenomen hiszpańskiego sportu - poszukiwanie odpowiedzi...

Po niedzielnym triumfie hiszpańskich piłkarzy ręcznych w meczu o złoto mistrzostw świata od razu w mojej pamięci zostały przywołane inne złote momenty Hiszpanów w sportach zespołowych. Po pierwsze futboliści, niepokonani w mistrzostwach Europy (2008 i 2012 r.) i świata (2010 r.), najlepsi okazywali się także koszykarze (złoto na ME 2009 i 2011 r. i złoto na MŚ w 2006 r.) - ostatnio nastąpiła dominacja koszykarzy z USA, na którą Hiszpanie nie znaleźli sposobu), triumfy odnosili także siatkarze wygrywając turniej na Starym Kontynencie w 2007 roku. I wreszcie szczypiorniści, którzy po raz drugi w historii sięgnęli po tytuł mistrzów świata (wcześniej w 2005 r.). Hiszpanie prócz doskonałych drużyn doczekali się także innych wybitnych postaci na czele z Fernando Alonso, Rafaelem Nadalem czy Alberto Contadorem.

W mojej głowie narodziło się pytanie, na czym polega fenomen hiszpańskich sportów zespołowych, potrafiących wygrywać najważniejsze imprezy? Nie jestem wielkim znawcą Iberystyki, choć kilka faktów z pewnością trzeba wziąć pod uwagę i może spróbować zastosować ten system w naszym kraju. Bo przecież Hiszpania jest tylko trochę większa od Polski, i ma o 9 milionów więcej ludzi a mimo tego, kraj ten częściej cieszy się z sukcesów swoich sportowców niż my...

Najpierw przyjrzyjmy się organizacji sportu w Hiszpanii, który jest taki sam jak w Polsce. W obu krajach panuje model biurokratyczny (wysoki poziom zaangażowania państwa, kraje te posiadają ramy prawne regulujące obszar sportu), w Hiszpanii jest mały stopień konsolidacji sektora pozarządowego - najwięcej środków finansowych przekazywanych jest ze szczebla lokalnego (ok. 10%).  Nie ma wątpliwości, że w Hiszpanii są większe nakłady finansowe na sport niż w Polsce, choć co ciekawe za zdobywane medale na igrzyskach olimpijskich w Londynie otrzymywali mniej pieniędzy od biało-czerwonych.
Fot. sport.interia.pl
Oczywiście pieniądze to nie wszystko. Sport w Hiszpanii stał się wszechobecny, w dużej mierze za sprawą sukcesów, które zachęcają młodych ludzi do uprawiania sportu. A ten można uprawiać z łatwością, w każdym mieście istnieje wiele szkółek, akademii, które szkolą młodych adeptów różnych dyscyplin - o tym, że jest to słuszna droga niech świadczą akademia piłkarskie FC Barcelony (wychowankiem jest m.in Andres Iniesta) czy Realu Madryt, które potrafiły wyszkolić najlepszych zawodników, a systemy te są też wdrażane w Polsce. Tam sport jest elementem kultury, na mecze chodzi każdy, całe rodziny to po prostu święto, u nas tak nie jest...

Zwycięstwa w sportach drużynowych mogą też wynikać z kultury danego narodu, co powoduje różne postrzeganie świata i podejście do różnych spraw. Hiszpanie należą do grupy kultur kolektywistycznych,w których jednostka jest silnie związana z organizacją (rodzina, firmą czy właśnie z kolegami z drużyny), do której przynależy, jej życie osobiste jest uzależnione od dobra społecznego, a każdy przejaw indywidualizmu jest niedopuszczalny. Kultura kolektywistyczna sprawia, że dzięki uczestnictwu w grupie osoba zyskuje tożsamość, a swój własny interes przedkłada nad dobro grupy. Warto też zauważyć, że Hiszpanie z łatwością akceptują podział społeczny i dane reguły. Hiszpańscy sportowcy przestrzegają reguł i mają szacunek do trenera, który ich prowadzi. Są posłuszni wobec szkoleniowca i skupiają się na wykonaniu jego poleceń. Oddani trenerowi, ufają mu i tu może tkwić przyczyna zwycięstw.

Wydaje się, że sukces możliwy jest dzięki wyższości ideałom i wyznawanym wartościż niż bogactwo. Za sukcesami sportowymi prawdopodobnie stoją  „pozytywne i aktualne wartości”, takie jak dyscyplina, wysiłek czy jedność. Są one też najlepszą receptą na to, aby w czasach recesji i i brakiem jakiegoś wielkiego przedsięwzięcia, które mogłoby porwać cały naród. Hiszpanie są otwarci, serdeczni, bardzo towarzyscy, umiejący się bawić i cieszyć z życia, co z pewnością nie przeszkadza, a może pomóc.
Fot. PAP
Obecne wydarzenia związane z amerykańskim kolarzem Armstrongiem, nasuwają wątpliwości czy za triumfami  Hiszpanów nie stoi doping. Czy Hiszpanie opracowali najskuteczniejszy program dopingowy, który jest nie do wykrycia? Pod koniec ubiegłego roku pojawiły się poszlaki i oskarżenie o stosowanie dopingu Rafy Nadala. Na razie nic nie udowodniono. Jeśli mowa o dopingu to musi się pojawić postać doktora Eufemiano Fuentes. Hiszpański lekarz zwany doktor doping. Dopiero teraz, po siedmiu latach ruszył proces, gdzie na ławie oskarżonych jest właśnie Fuentes....

Wierzę jednak, że to po prostu zdolności Hiszpanów, ich osobowość, środowisko i dobre warunki do uprawiania sportu powodują, że święcą triumfy, że możemy mówić o złotym wieku hiszpańskich sportowców.
Fot. CEV

czwartek, 24 stycznia 2013

Siatkarki chcą trenera z zagranicy. 100% poparcia!

Witajcie! Dzisiejszy wpis trochę luźniejszy, aczkolwiek bardzo ważny. Nie będzie jednak o występach naszych klubowych drużyn w Lidze Mistrzów, nie będę rozwodził się nad Skrą i Resovią. Na długie wywody i ocenę tych drużyn przyjdzie jeszcze czas. Co prawda miałem coś o tym skrobnąć, ale wywiad z Katarzyną Skowrońską-Dolatą opublikowany w Przeglądzie Sportowym skusił mnie, abym ponownie (póki nie jest - mam nadzieję- za późno) pochylił się nad wyborem przyszłego trenera reprezentacji Polski siatkarek.

Może i niektórzy stwierdzą, że jestem monotematyczny, może i znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że się nie znam, ale uważam, że to mój obowiązek, by zadbać o naszą reprezentację siatkarek, bo jej dobro w porównaniu do niektórych działaczy leży mi na sercu.

Uporządkujmy fakty. Przegląd Sportowy twierdzi również, że Piotr Makowski będzie trenerem Polek i trenerem Delecty....Aż krew mnie zalewa i mam nadzieję, że to nie będzie prawda, bo w innym razie to będzie kpina. To trener ile będzie miał czasu na doglądanie zawodniczek, może być tak, że nie będzie to nawet jeden mecz w tygodniu, oprócz tego trzeba też doglądać co robią rywalki, bo wiadomo te nie śpią. Przy łączeniu tych dwóch, odmiennych funkcji zawsze coś musi się odbyć kosztem czegoś. Może i wcześnie biję pianę, bo może Makowski jednak trenerem nie będzie ,w co głęboko wierzę, bozły pomysł jest.

Przejdę teraz do wywiadu z Kasią Skowrońską, który tylko potwierdził moje zdanie i opinię na temat wyboru nowego szkoleniowca. Nasze siatkarki potrzebuję trenera z autorytetem. - To są sprawy, na które nie mamy wpływu, ale nie chciałabym, żeby żeńska reprezentacja stanowiła tylko jakiś dodatek do męskiego zespołu. Naszej drużynie potrzeba trenera, który coś już w życiu wygrał i będzie miał autorytet, a zawodniczki pójdą za nim w ciemno. Taki, z którym jesteśmy w stanie pojechać na kolejne igrzyska – powiedziała w rozmowie z Przeglądem Sportowym Skowrońska-Dolata.

Nie wiem czy potrzeba lepszej rekomendacji niż zdanie najlepszej polskiej siatkarki, pracującej z najlepszymi trenerami na świecie. Dlaczego PZPS uparcie realizuję nie wiadomo jaką politykę (najpierw nie wyrzucając Matlaka od razu po nieudanych MŚ w 2010 r., potem angażu Świderka jako strażaka i ostatecznie po jego niespodziewanym zwolnieniu w 2012 r.).

Na szczęście - tak uważam - oprócz Skowrońskiej-Dolaty również inne siatkarki zabrały głos w tej sprawie. Oczywiście nie rzucają nazwisk i konkretów, ale sygnalizują czego i kogo im brakowało i kogo w tej chwili potrzebują, bo co jak, co ale one to wiedzą najlepiej. I warto, by PZPS ich posłuchał. Katarzyna Skorupa czy Izabela Bełcik pragną trenera z górnej półki, mającym wnieść świeżości. Wtóruje im także Paulina Maj.
Fot. volleywoodd.net
Chciałoby się napisać nic dodać nic ująć. Warto jednak zauważyć, że w przypadku angażu Polaka nic się nie zmieni. Zadziała tu prosty mechanizm psychologiczny. Siatkarki nie wierzą już, w to że z Polakiem osiągną sukces i mogą coś zmienić i nie ważne, kto to będzie. Trener zagraniczny sprawi, że zmieni się psychika, uwierzą, że robią postępy, że będzie dobrze, bo jest trener z zagranicy, który może to zmienić.A słowa atakującej jakby to potwierdzają: Mówię za siebie i pewnie część moich koleżanek – reprezentacja to dla mnie coś wyjątkowego. Zawsze chciałam i będę chciała w niej grać. Lecz jadąc na zgrupowanie pragnę mieć pewność, że będziemy dobrze pracowały, a nasze starania przyniosą wyniki i zadowolenie. Nie chcę jeździć na obozy, by marnować swój czas, zdrowie i psychikę. Takie poczucie jest najgorsze. W klubach to co innego, w jednym ci nie płacą, w innym są porażki. Reprezentacja to ma być coś, co pozwoli nam zapomnieć o ligowej codzienności. Potrzebujemy kogoś, kto pociągnie ten młody zespół za sobą - stwierdziła w wywiadzie Przeglądu Sportowego Skowrońska-Dolata.

Naprawdę zastanawiam się co jednak stoi na przeszkodzie, dlaczego nie możemy zatrudnić obcokrajowca. Jeszcze kolejne słowa naszej atakującej z tegoż wywiadu: Potrzebny jest ktoś obdarzony autorytetem już na starcie. Gwarantujący międzynarodowym doświadczeniem i sukcesami w CV, że będziemy ślepo wierzyły w jego pomysły. Że czeka nas z nim dobry trening, że wreszcie będzie lepiej. Zapanuje dyscyplina, a od działaczy dostanie wszystko, co powinien mieć. 

Polecam ten wywiad, bo Kasia bardzo mądrze prawi i warto, aby jej słowa dotarły do działaczy.

Na koniec jeszcze raz się pochwalę, że coś tam o tej siatkówce wiem (przynajmniej więcej od siatkarskich działaczy, chociaż czy to jednak duża sztuka? :) ). Sprawa dotyczy MarcoBonitty (temat ten poruszałem dwie notki wcześniej). Polska atakująca wypowiedziała się w tym samym tonie co ja, twierdząc, że Włochowi nie może niczego zarzucić. Tak tę sprawę przedstawia Kasia: pozostała po nim opinia, że sobie nie poradził, że to była katastrofa, że przeszkadzała bariera językowa. Wiem lepiej niż działacze, czy trener był dobry, czy nie. Może Marco miał złych doradców i tłumacza, który tak naprawdę nie pozwolił mu nas lepiej zrozumieć? Chodzi mi o to, że niektórym może się wydać dziwne, ale ja jestem zadowolona z pracy z nim. Za jego czasów byłam w formie. Na treningach panowała dyscyplina. To był jeden z lepszych szkoleniowców jakich mieliśmy. Można mu wiele zarzucić, bo prywatnie był specyficzną osobą. Lecz jako o trenerze nie powiem złego słowa. A teraz wypowiadają się o nim ci, którzy obserwowali wszystko tylko z boku. A czy ktoś zapytał się nas, które to przeżywałyśmy, jak było naprawdę?

Drodzy działacze. Wielcy znafcy :) Nie gadać głupot! Dziękuję dobranoc!

niedziela, 20 stycznia 2013

Lance Armstrong - sportowy oszust wszech czasów

Nie ma co się silić na twórcze tytuły, trzeba rzecz nazwać po imieniu. Kilka dni temu Armstrong w programie Oprah Winfrey przyznał się do winy. Pierwsze pytania, jakie Oprah Winfrey zadała Lance'owi Armstrongowi:

- Czy kiedykolwiek przyjmowałeś zabronione substancje, by poprawić kolarskie osiągnięcia?
- Tak.

- Czy jedną z tych substancji było EPO?
- Tak.

- Czy stosowałeś doping krwi lub transfuzje krwi, by poprawić kolarskie osiągnięcia?
- Tak.

- Czy zażywałeś inne zakazane środki, takie jak testosteron, kortyzon albo ludzki hormon wzrostu?
- Tak.

- Czy podczas wszystkich siedmiu zwycięskich wyścigów Tour de France stosowałeś doping?
- Tak.

Tym samym runął pomnik legendy, masowego idola i wzorca do naśladowania. Amerykanin sięgnął bruku, został największym oszustem w historii sportu. Bo jak bezczelnie i z premedytacją można kłamać i w żywe oczy wciskać kit, że inni chcą mu zaszkodzić.

Ci, którzy mieli okazję przeczytać autobiografie tego kolarza bądź chociaż moje recenzje pewnie byli pełni szacunku, pełni podziwu. Armstrong oszukał wszystkim razem i każdego z osobna.

Podczas wyznania nie uronił łzy, opowiadał o tym bez cienia emocji, a we mnie złość mieszała się z gniewem. Zadawałem sobie pytanie: byłem taki głupi, czy taki naiwny? Uwierzyłem, myślałem, że jest to możliwe, że można ciężką pracą zrealizować swoje marzenie, a Armstrong brutalnie sprowadził mnie na ziemię. To tylko bajka, piękna, ale nieprawdziwa historia. Szkoda, że przez tyle lat uparcie twierdził, że nie ma nic wspólnego z dopingiem.
Fot. Fakt.pl
Czuje się oszukany, pewnie jak miliony ludzi na tym świecie. Tak długo szedł w zaparte, że brzydzi się dopingiem, że jest niewinny. Nic z tych rzeczy. To wyrachowany, zimny człowiek, który i tego się obawiam teraz będzie próbował zarobić na tej aferze miliony dolarów. To gierka, na której wyznanie prawdy może przynieść Armstrongowi korzyści. Bo Amerykanin był tylko wierzchołkiem góry lodowej. To była doskonale zorganizowana grupa koksiarzy, prawdopodobnie także dotyczy tych, którzy mieli stać na straży antydopingowej, bo jak przez tyle lat osoby z wielu, wielu instytucji nie potrafiły wykryć nic w ciele kolarza. Dlaczego nikt, nic nie widział? To pytania i wątpliwości, na które Armstrong na razie nie odpowiedział.

Żal i smutek jest tym większy, bo Armstrong był idolem, ikoną ludzi chorych na raka.... Przyznam się szczerze, że mam wątpliwości czy Amerykanin był chory. Może w tym momencie brak mi empatii, ale jeśli ktoś przez tyle lat kłamał, to może czynić to nadal i mógł czynić to w różnych sytuacjach. Może nie był tak ciężko chory, może wyniki zostały sfałszowane? Może to był doskonały chwyt, by przyciągnąć do siebie ludzi i sponsorów. Nie wiem, może tak, może nie.

Gówno mnie to jednak obchodzi. Bo wierutnym kłamcą mówię stanowcze: NIE! Został już wymazany z tablic TdF, z listy medalistów olimpijskich również, tym samym nie pozostaje mi nic innego jak również wymazać go z pamięci. Bye, bye!

czwartek, 17 stycznia 2013

Tylko i wyłącznie Hugh McCutcheon!

Krew mnie zalewa i wychodzę siebie jak czytam tak twórcze wypowiedzi jak ta poniżej:
- Próbowaliśmy już zagranicznego szkoleniowca za czasów Marco Bonitty i chyba niczego dobrego to nie przyniosło. Ja dałbym szansę Piotrkowi Makowskiemu, bo mam wrażenie, że potrafiłby dogadać się z zawodniczkami. A to klucz do sukcesu, bo przecież nasz zespół ma kłopoty nie z tego powodu, że źle trenował czy drużynie brakowało np. sprzętu. Piotr powinien dokończyć sezon z Delectą, a potem stworzyć mieszankę młodości z rutyną - twierdzi w rozmowie z Przeglądem Sportowym były trener reprezentacji siatkarek, Ireneusz Kłos.

Po pierwsze, z całym szacunkiem ale pan Kłos to Bonitcie może buty czyścić, więc dla własnego dobrego mógłby przemilczeć tę sprawę. Ale to nic, jeszcze to przeboleję.

Najgorsze jest to, że niemal każdy z tych fachowców jak mantrę powtarza przykład Marco Bonitty jako złego szkoleniowca wysuwając uogólniony wniosek, że wszyscy trenerzy z zagranicy są źli.

Będę skłonny przytoczyć tu najważniejsze osiągnięcia włoskiego szkoleniowca, bo jak widać niektórzy pozapamiętywali i chcieliby wybielić polskich szkoleniowców, jakoby oni byli najlepsi. Niestety nic z tych rzeczy. Pan Andrzej Niemczyk, który dwukrotnie doprowadził biało-czerwone na najwyższy stopień podium mistrzostw Europy nie awansował na igrzyska, Świderek do spółki z Matlakiem też tego nie dokonał, a Bonitta tak i to dzięki niemu nasze siatkarki po 40 latach (sic!) pojechały na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Bonitta zrobił, to co do niego należało -  taki miał podstawowy cel i go spełnił. Oczywiście może czwarte miejsce na ME w 2007 roku, marzeniem nie było, ale to wciąż było miejsce w ścisłej czołówce. A kto jako pierwszy awansował z Polkami do finałowego turnieju WGP? Oczywiście Włoch, potem jeszcze ten wynik powtórzył Matlak (w 2010 r.). Warto może też przypomnieć, że to za czasów włoskiego szkoleniowca Polki przełamały kompleks Chinek i zaczęły prowadzić z nimi regularne, zacięte boje, niejednokrotnie wychodząc z nich w glorii chwały.
Bonitta dobrym psychologiem nie był, ale trenerem był bardzo dobrym. Warto może pokusić się o opiekuna polskich siatkarek, który będzie doskonałym psychologiem i jeszcze lepszym fachowcem?

Czy tacy są! Owszem są! Co więcej, chcą prowadzić naszą kadrę. Hugh McCutcheon. Czy jest lepszy szkoleniowiec od Nowozelandczyka? Śmiem wątpić. Dlatego wybałuszam oczy, gdy gdzieś tam ktoś rzuca nazwiska trenera Makowskiego czy nie daj Boże, Wiesława Popika. Na Boga! Bierzmy McCutcheona. Mistrzostwo i wicemistrzostwo olimpijskie zdobyte na dwóch olimpiadach z rzędu. Jakiej lepszej rekomendacji potrzeba, w przypadku gdy nasze siatkarki w ogóle nie mogą się zakwalifikować na igrzyska?

Fot. FIVB
Nie wiem czego się boją ludzie rządzący polską siatkówką nie chcąc trenera z zagranicy. Nie będzie porozumienia? Z tego co wiem, nasze siatkarki głupie nie są i język angielski znają, więc jak można mówić o barierze komunikacyjnej. Obłęd. Obalmy trenerski beton! Potrzeba kogoś, kto do żeńskiej siatkówki wprowadzi świeżość. Ileż można kisić się we własnym sosie i trafiać naprzemiennie pod skrzydła Popika, Kawki czy Serwińskiego. Toć oni wszyscy z jednej gliny ulepieni.

Nie wspominam tu o aspekcie finansowym. Bo kłamstwem byłoby pisanie, że związku nie stać na tego trenera. Prezes Przedpełski tłumaczy, że oprócz McCutcheona są jeszcze inne propozycje? Jeśli swoje CV wysłała jeszcze Jenny Lang Ping to dylemat prezesa byłby zasadny, w innym przypadku to czysta kpina.

A, że McCutcheon stawia warunek. Jeden warunek, który wydaje się być zasadny. Chce z kadrą pracować przez cztery lata. Może warto skorzystać z tego amerykańskiego systemu, dla którego liczą się medale zdobywane na igrzyskach. Nowozelandczyk pokazał, że potrafi zbudować zespół i poprowadzić go do triumfów. To najlepsza opcja. Musimy z niej skorzystać dla dobrego polskiej siatkówki. W innym przypadku można powiedzieć, że próbowaliśmy już wszystkiego i winny nie jest trener a materiał genetyczny naszych siatkarek....

niedziela, 13 stycznia 2013

Telewizja Publiczna zaczyna stawiać na sport?

Bardzo, ale to bardzo się zdziwiłem, kiedy najpierw przeczytałem, a potem na własne oczy zobaczyłem Agnieszkę Radwańską na kanale Telewizji Publicznej. Nie spodziewałem się tej decyzji, przynajmniej nie tak szybko. Miłe zaskoczenie! trzeba przyznać, że TVP sprawiła miłą niespodziankę na początku tego roku.

Tenis w publicznej? Dawno tego nie grali. Oczywiście poza igrzyskami, ale wtedy pokazywane są różne dyscypliny nawet siatkówka - wizytówka Polsatu.

Lepiej późno niż wcale nie ma co narzekać. Pierwsze mecze Iśki mogliśmy zobaczyć na żywo w przekazie publicznym, ile jeszcze zobaczymy występów Polki w TVP? Możliwe, że wszystkie należy bowiem przypomnieć, że od tego roku Eurosport stracił prawa do pokazywania turniejów WTA, ponieważ  zmieniła się polityka sprzedaży praw przez WTA Tour. Teraz każda stacja może wykupić prawa do pojedynczego turnieju. Z tego faktu skorzystała TVP, która wykupiła już prawa do spotkań z udziałem Radwańskiej, nie wiadomo jednak, czy będą pokazywane spotkania wielkoszlemowe, do tych prawa ma Eurosport (Australian, French i US Open) i Polsat (Wimbledon). 

Fot. sport.pl
Osobiście bardzo się cieszę, że w naszym kraju doceniono wreszcie tenis, nie mam też żadnych wątpliwości, że transmisje w publicznej spowodują wzrost zainteresowania tą dyscypliną, choć to musi być też poparte sukcesami sportowymi, ale o te chyba martwić się nie musimy.

Narzekania i lamęty na TVP były są i będą, ale pokazywanie tenisa jest małym kroczkiem, by poprawić ten wizerunek, by realizacji misji publicznej stała się faktem, aby płacąc abonament, oglądać najważniejsze wydarzenia. Przekonanie o słuszności płacenia abonamentu nabiera słuszności, bowiem TVP bardzo mocno inwestuje w sport.

Oprócz wspomnianego tenisa, w TVP co tydzień oglądamy skoki narciarskie oraz biegi narciarskie, będą także emitowane mecze polskich szczypiornistów na MŚ, są mecze naszych piłkarzy, jest także piłkarska Liga Mistrzów, choć ta wzbudza wielkie emocje wśród kibiców Borussi, Realu i Manchesteru, ale to zupełnie inny temat, corocznie pokazywane są imprezy lekkoatletyczne (co prawda, z różną ilością godzin, czy trafnością wyboru pokazywanych dyscyplin). Wbrew pozorom sporo zrobiło się sportu w publicznej telewizji.

Mam nadzieję, że niedługo na publicznej zagoszczą jeszcze inne sporty, bo sport jest piękny i nieprzewidywalny. Po co, wydawać kasę na śmieciowe produkcje pokroju serialu "Paradoks" z Bogusiem Lindą, jak można je zainwestować w zakup praw transmisyjnych. Sport stał się już kulturą, a wyjście na mecz jest tak samo ważne jak pójście do teatru czy kina.

Czy TVP zaczyna stawiać na sport? Głęboko w to wierzę i chciałbym, aby tak się stało!

wtorek, 8 stycznia 2013

Recenzja: "Autobiografia" Michael Phelps

To koniec. Przynajmniej na razie. Wielkiego sportowego fenomenu. Pływaka z innej planety nie zobaczymy już na starcie. Możemy jednak wyobrazić i uczestniczyć, w tym jak olimpijczyk wszech czasów dokonywał cudów. Mamy jednak możliwość dokładniejszego poznania multimedalisty olimpijskiego, bowiem Michael Phelps napisał autobiografię.

To już nie pierwszy raz, kiedy Amerykanin przelewa swoje myśli na papier. Wcześniej opublikował książkę,  w Polsce ukazała się o tytule: „Bez granic” (w 2010 roku), w której mogliśmy poznać sukces zdobycia ośmiu medali olimpijskich na IO w Pekinie. Najświeższa publikacja o Phelpsie nosi prosty i banalny tytuł: Autobografia. Micheal  Phelps. W niej Amerykanin opowiada o całym swoim życiu, czyniąc to z dużą precyzją i wielkim zaangażowaniem emocjonalnym. Książka opowiada niezwykłą historię chłopca, który bał się wody, poprzez 39-krotne bicie rekordów świata aż do 22 medali olimpijskich. 

Wielkich ludzi charakteryzuje to, że od dziecka wiedzą, co dokładnie chcą w życiu osiągnąć i w przeciwieństwie do milionów innych, im akurat się udaje. Założenie Michaela Phelpsa było jasne: „Nie chcę być Markiem Spitz`em drugim. Chcę być Michaelem Phelps`em pierwszym”.

Co ważne książka nie jest tylko o sporcie, o ciężkich wyczerpujących treningach (Phelps miał zaledwie jeden wolny dzień w czteroletnim cyklu olimpijskim). Autobiografia to przegląd wydarzeń, opisów różnych sytuacji widzianych okiem zawodnika. Za sprawą Michaela widzimy świat, który nie byłby dostępny zwykłym śmiertelnikom. Może brzmi to patetycznie, ale jest to prawdziwe. Bo prawdziwa jest historia Phelpsa. Człowieka nie bez skazy, ale bardzo autentycznego. Dzięki niemu łatwiej dostajemy się do tego świata. Czytając książkę można odnieść wrażenie, że Phelps to twój dobry znajomy, który zabrał cię w podróż. Z wielką łatwością wyobrażałem sobie to wszystko, tak jakbym stał u jego boku i razem z nim dokonywał tych wielkich rzeczy. Wszystko to za sprawą prostego, niemęczącego stylu, w jakim została napisana autobiografia. W tym przypadku stwierdzenie, że czyta się lekko i przyjemnie to żaden banał. 

Bliskości z Phelpsem zaznaje się także, dzięki jego normalnemu zachowaniu. Mimo olbrzymiego sukcesu pozostał sobą.  Jest zwykłym śmiertelnikiem. Może pozwolić sobie na jedzenie w McDonaldzie, jest maniakiem gier komputerowych, uwielbia grać w koszykówkę, lacrosse i w futbol amerykański.  Lubi słuchać hip-hopu. Zwykły Amerykanin. 

Z książki dowiemy się również o krytycznym momentach w karierze, o chwilach załamania i zwątpienia. Rok 2004 był z pewnością doskonałą nauczką dla Phelpsa, że nie warto siadać do auta pod wpływem alkoholu. Z tego wydarzenia potrafił jednak wyciągnąć wnioski. Udzielał się społecznie, zwiedzał szkoły, gdzie informował uczniów jakie konsekwencje niesie za sobą takie nierozważne zachowanie. Błądzenie jest rzeczą ludzką, o czym mogliśmy przekonać się, kiedy w 2009 roku Amerykanin został zawieszony na trzy miesiące przez Amerykańską Federację za palenie marihuany. Zwykły Amerykanin.

W autobiografii znajdziemy to, co powinno znaleźć się w tego typu publikacji, czyli poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące kibiców pytania. Nie będę odbierał przyszłym czytelnikom tej przyjemności i zdradzę tylko jedną ciekawostkę , która bardzo mnie nurtowała. Otóż, czego słuchał Micheal Phelps, kiedy w skupieniu zmierzał na słupek startowy? W słuchawkach pobrzmiewał utwór Eminema, "Till I collapse". Zwykły Amerykanin. 

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Pływak musi golić twarz dużo wyżej niż do bokobrodów. Trzeba też ogolić wszystko, czego nie przykrywa kostium. A nikt nie jest w stanie dokonać wszelkich samookaleczeń niż nowicjusz w goleniu. (…). Pod koniec tej pierwszej sesji golenia miałem na nogach całkiem wyraźny atlas drogowy z licznymi skrzyżowaniami na kolanach”.

„Pewnego dnia jakaś dziewczyna poprosiła mnie, żebym podpisał się jej na bluzce. Był tylko mały problem: tę bluzkę miała na sobie. Powiedziałem, żeby się odwróciła i podpisałem się jej na plecach. Od tamtego czasu miałem jeszcze parę innych tego typu próśb. Dziwnie na przykład składa się podpis na ludzkim ciele. Nie wiem, do którego miejsca może sięgać mój autograf: dokąd jest to taktowne, a odkąd niestosowne”.

„Peter pokazał mi też inną metodę na zaoszczędzenie czasu(…). Na przykład pisać wyraźnie sam inicjał, a dalej ciągnąć kreskę długości liter imienia – i tak samo z nazwiskiem. Próbowałem tak robić, ale pisałem jak kura pazurem. 

- Chcesz coś takiego dawać dzieciakom? – spytałem Petera. (…) Jak dzieciak pokaże to kolegom, to nikt nie powie: „Ekstra! Podpis Michaela Phelpsa”. Powiedzą: „Taa, jasne. Jakieś Mi-ci Pi-ci. Na pewno ci uwierzę!”.

„Więc o medale się nie martwię: znajdą sobie jakieś miejsce. Ale nie miałbym medali, gdybym wcześniej nie miał marzeń. W końcu najlepsze po przebudzeniu jest przecież wspomnienie tego, jak miło było marzyć we śnie”.

Nie będę trudził się na długie, wyczerpujące podsumowanie. O Phelpsie najlepiej świadczą jego czyny, a nie słowa o nim pisane czy wypowiadane. W tym miejscu przytoczę też wypowiedź innej legendy pływania Marka Spitza, który zapytany przez reporterów, co by było, gdyby Phelps powtórzył jego osiągnięcie, zdobywając siedem złotych medali. - To by było, jak drugi człowiek na Księżycu.

Gdy spytali, co by było, gdyby zdobył osiem, odpowiedział:
- Pierwszy człowiek na Marsie.

Zwykły Amerykanin, nieziemski człowiek. 

Moja ocena: 4/5

,,Autobiografia”, Michael Phelps, Brian Cazeneuve, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012
Fot. Wyd. Znak

piątek, 4 stycznia 2013

Taki będzie 2013 rok!

W Nowym Roku życzyliśmy sobie wielu niezapomnianych emocji sportowych i sukcesów samym zawodnikom. Okazuje się, że rok 2013 mimo, że jest rokiem poolimpijskim i nie ma mistrzostw Europy w piłce nożnej to polscy kibice nie będą mieć prawa do narzekania, co więcej będą mieć powody do radości.

Na potrzeby tego wpisu wcieliłem się w postać wróżbity. Wróżenie z fusów, z kart, ze sznurka, z kości, ponadto czytanie horoskopów, a także własne doświadczenie i góra optymizmu sprawiły, że... zapraszam do prześledzenia, tego co się wydarzy!

W styczniu będzie bardzo, ale to bardzo gorąco. Wszystko to za sprawą naszych piłkarzy ręcznych. Pod wodzą Michaela Bieglera polscy szczypiorniści powrócą do ścisłej czołówki. Fazę grupową przejda w ekspresowym tempie, gwiazdą będzie Michał Jurecki, a w finale swoją wielkość pokaże Sławek Szmal broniąc niesamowite karne. W wielkim finale utrzemy nosa gospodarzom i Polacy zostaną mistrzami świata!

Bardzo dobre wieści także ze skoczni. Kamil Stoch zostanie wicemistrzem świata zarówno na wielkiej jak i normalnej skoczni. Niepokonany będzie Gregor Schlierenzauer. Polak musiał odpierać ataki znakomitych skoczków, uczyni to jednak w wielkim stylu pokonując m.in Jacobsena i Morgensterna.

Ozłocona Kowalczyk, klęska Bjoergen, Norwegia załamana, Polska w euforii. Tak będą wyglądały tytuły po MŚ w w Val di Fiemme. Justyna Kowalczyk zdobędzie trzy złote medale! Fantastycznie spisze w finale sprintu, gdzie minimalnie wygra z Randall, Bjoergen nie awansowała nawet do finału. Polka nie miała sobie równych w biegu na 15 km techniką łączoną oraz na 30 km, podczas którego Bjoergen zeszła z trasy nie wytrzymując tempa Kowalczyk. Norweżka złoto zdobyła tylko na 10 km techniką dowolną, gdzie na ostatnim zakręcie zajechała Polce drogę...Na nic zdadzą się protesty, Polka wyląduje z brązem.

Wreszcie dobre wieści w futbolu. W marcu biało-czerwoni zdobędą sześć punktów w starciach z Ukrainą i San Marino. Gwiazdą meczów Robert Lewandowski, strzelec trzech bramek. Napastnik Borussi w wielkiej formie, który błyszczy zarówno w reprezentacji jak i w klubie. Dortmund się cieszy jak i cała Polska! Borussia awansowała do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Trzech Polaków w finale, niestety triumf powędruje do angielskiej drużyny.

To będzie rok polskiego tenisa. Australian Open ma być rozgrzewką przed prawdziwymi emocjami, które będą na nas czekać w późniejszym terminie. Agnieszka Radwańska zostanie finalistkę French Open, prawdziwy sukces jednak stanie się miesiąc później. W Wimbledonie Isia zrewanżuje się Serenie Williams za porażkę w 2012 i po męczącej i dramatycznej walce wygrywa na trawiastych kortach.

Prawdziwą furorę zrobi Jerzy Janowicz. Choć początek będzie nierówny, we Francji odpadnięcie w 2. rundzie, w Wimbledonie będzie ćwierćfinał. Prawdziwy sukces jednak podczas US Open. Polak wygrywa finał z Rogerem Federerem, pokonując po drodze numer jeden światowego rankingu Novaka Djokovicia i awansuje do czołowej dziesiątki rankingu ATP.

Wrzesień będzie udany dla sportów zespołowych. Zacznijmy od koszykówki! Nasi panowie, za sprawą nie tylko Marcina Gortata, ale także Macieja Lampe, Dardana Berishy oraz Mateusza Ponitki, który zostanie największym odkryciem ME. Dobra forma polskich koszykarzy znajdzie odzwierciedlenie w wyniku. W meczu o złoto biało-czerwoni będą bez szans w starciu z Hiszpanią, ale dramatyczny i szczęśliwy półfinał z Rosją, sprawił, że wicemistrzostwo wywoła wiele powodów do radości.
Radość wywołają także nasi siatkarze. Zresztą nie może być inaczej. Choć niestety, początek nie będzie łatwy. Na szczęście do kadry wróci Mariusz Wlazły, który będzie ciągnął grę w trudnych momentach. Los nie jest dla nas łaskawy i tradycyjnie w walce o czołowe lokaty spotkamy się z Rosją, stawką będzie awans do finału. Zaskakujący i nieprzewidywalny półfinał wygrywają biało-czerwoni, którzy za sprawą Michała Winiarskiego i Oliega Achrema (tak, tak Olieg w kadrze!), jeden genialne zagrywał w tie-breaku a drugi z zimną krwią będzie blokował raz po raz Michajłowa. Nie mniej emocji w finale, starcie z Włochami. Kontrowersje dyskusje. Ostatecznie Polska górą.

Mniej nerwowości będzie w starciu naszych siatkarek. Te pod wodzą nowego szkoleniowca przejdą prawdziwą metamorfozę. Choć faza grupowa nie będzie wyglądała najlepiej. Odmłodzony polski zespół z drugiego miejsca z grupy awansował dalej (porażka z Serbią), ale z każdym meczem nasze panie grały coraz lepiej. Grejman, Polak czy Łyszkiewicz doskonale uzupełniać się będą na skrzydle i w starciach z Niemkami i Włoszkami pokażą swój wielki talent. Finał to już koncert gry Skowrońskiej-Dolaty i Skorupy, biało-czerwone nie mają problemów z pokonaniem rewelacji turnieju, Czeszek. Znowu Złotka!

Nie zawiodą w ostatnich meczach eliminacyjnych polscy piłkarze. Zwycięstwo nad Anglią za sprawą bramki Milika da Polsce wyjazd na MŚ w Brazylii. Medale także na pływalni w Barcelonie i na stadionie lekkoatletycznym w Madrycie. Czerniak, Kawęcki, Urbańczyk oraz Majewski, Włodarczyk i Fajdek wrócą ze złotem.

Zaczęły się wróżby od szczypiorniaka to i na tym się skończą. W wielkim stylu do elity światowej piłki ręcznej wrócą polskie zawodniczki. Przez mistrzostwa świata przeszły jak burza i niespodziewanie awansowały do półfinału, tam lepsze Norweżki. Szczęście natomiast uśmiechnęło się w starciu w meczu o brąz, gdzie rywalem będą gospodynie turnieju, Serbki. Biało-czerwone za sprawą świetnych rzutów Karoliny Kudłacz i nieziemskim interwencjom w bramce Izabeli Czarnej zostają trzecią ekipą świata.

Będzie pięknie i poleją się łzy ze szczęścia. Rok 2013 polskim rokiem w sporcie!

Wróżba na zlecenie własne, bezpłatna. Polecam się na przyszłość :)

środa, 2 stycznia 2013

Plebiscyt Przeglądu Sportowego na 10 najlepszych sportowców 2012 – moje głosy

Witajcie w Nowym Roku! Nie będzie dzisiaj długo, ale będzie o rzeczy konkretnej i myślę dla nas ważnej. Jak co roku organizowany jest Plebiscyt Przeglądu Sportowego na 10 najlepszych sportowców minionego roku. Kto jeszcze nie oddał głosów, niech to czyni póki czas! Dziś ostatni dzień głosowania!
 Link, gdzie można zagłosować -> klik

Moje typy:

Krótkie uzasadnienie, dlaczego tak, a nie inaczej :)

1. Tomasz Majewski
To już postać wybitna nie tylko w polskim sporcie, ale w światowym. Nie każdemu jest dane zdobyć złoty medal olimpijski, ale zrobić do drwa razy z rzędu to już rzadkość. Za wyjątkowe chwile i za Mazurka Dąbrowskiego w Londynie.  

2. Bartosz Kurek
Ponownie nominację dla Bartka Kurka, traktuję, jako nominację dla całej reprezentacji Polski. Nasi siatkarze osiągnęli w tym roku coś niebywałego. Wygrać Ligę Światową nie było łatwo. Wygrali Światówkę w niesamowitym stylu, a to co wyprawiał Bartek w roku 2012 to był kosmos!

3. Agnieszka Radwańska
Mamy tu wspominać przyjemne chwile, więc tylko takie będę wspominać te z udziałem najlepszej polskiej tenisistki. Historyczny finał Wimbledonu. Wcześniej fantastyczny triumf w Miami, potem wygrany turniej w Brukseli. A najlepsze jak zwykle na koniec. Mecze w Stambule na Mistrzostwach WTA pokazały, jak piękny jest tenis w wykonaniu Iśki.

4. Robert Lewandowski
Nie często doceniam piłkarzy, ale w tym roku wyjątkowa docenię naszego napastnika. Skoro jeśli biją się o niego najlepsze europejskie kluby, skoro w superlatywach wypowiadają się o nim wybitni znawcy futbolu. To trzeba wynagrodzić trudy ciężkiej pracy Roberta w dostaniu się na piłkarskie szczyty. Dawno nie mieliśmy piłkarza takiego kalibru.

5.  Radosław Kawęcki
Czwarte miejsce na IO w Londynie to olbrzymi sukces Kawęckiego. Jednak za to co zrobił W Debreczynie i Stambule zdobywając złote medale muszą znaleźć odzwierciedlenie w moim rankingu. Polski grzbiecista pokazuje jednak, że polskie pływanie jeszcze nie zatonęło. 

6. Adrian Zieliński
W roku olimpijskim zawsze jest trudne o sprawiedliwe i mądra wytypowanie, kto na jakim miejscu. W Londynie był bezkonkurencyjny to w moim zestawieniu musiał poradzić sobie z moją subiektywną oceną. 

7. Anita Włodarczyk
Z pewnością gdyby było złoto byłaby zdecydowanie wyżej. Oczywiście srebro to wielki sukces dla wszystkich. A myślę, że dla samej Anity w obliczu tak trudnych przygotowaniach do sezonu olimpijskiego to srebro ma wartość złota.

8. Magdalena Fularczyk/Julia Michalska
Ostatnim tchnieniem, siłą woli, ale wyszarpały ten brązowy medal. W moim zestawieniu obecność obowiązkowa. Oby więcej takich wojowniczek i tak zadziornych i do końca walczących sportsmenek.

9. Justyna Kowalczyk
Niestety w przypadku Justyny pokutuje przekonanie, że to co nie zrobi to wciąż będzie za mało. Rok 2012 był bardzo dobry w jej wykonaniu. Wygrana w Tour de Ski, drugie miejsce w Pucharze Świata…

10. Sylwia Bogacka
Prawdziwą furorę i wielkie zainteresowanie mediów za sprawą srebrnego medalu sprawiło, że każdy z nas zna Sylwię Bogacką. Oby zapisała się także w pamięci Przeglądu Sportowego będąc w ścisłej dziesiątce.