poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku 2013!

Witajcie w ostatnim dniu 2012 roku! Postanowiłem w tym roku, wycofać się z podsumowań, bowiem moje koleżanki - blogerki wykonały świetną robotę, więc nie będę dokładał swoich. Odsyłam do listy blogów po prawej stronie.

Całkowicie jednak nie odejdę od tradycji, w głównej mierze dlatego, że jestem człowiekiem kulturalnym, więc wypada złożyć noworoczne życzenia.

31 grudnia, w dniu Sylwestra życzę wszystkim szampańskiej, acz rozważnej zabawy w miłym towarzystwie. W Nowym Roku  życzę wytrwałości w dążeniu do osiągania swoich celów (ta zawsze się przydaje), ponadto szczęścia, które także jest potrzebne w życiu, zdrowia, bo bez tego nic nie można było wykonać, spełnienia marzeń, bo wtedy trzeba szukać kolejnych marzeń, bo człowiek musi mieć marzenia. W 2013 roku kibicom pozostaje życzyć wielu, niezapomnianych, radosnych chwil przeżywanych za sprawą sukcesów polskich sportowców (tym samym, sportowcom życzę sukcesów sportowych!), abyśmy wierzyli, kibicowali i trwali przy nich w dobrych i jeszcze lepszych chwilach.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Fot. dobrezyczenia.com

czwartek, 27 grudnia 2012

Wykręcili Świderka z posady trenera siatkarek. Kto uratuje żeńską kadrę?

Myślałem, że ostatnie dni starego roku upłyną spokojnie i nie wydarzy się nic, co wybije mnie z rytmu i namiesza mi w głowie. Myliłem się. Dzisiejsza wiadomość najpierw ta podana przez Dziennik Łódzki, a potem potwierdzona przez PZPS o zwolnieniu trenera Alojzego Świderka wybałuszyła moje oczy i postawiła w stan gotowości - siatkówka żeńska znowu potrzebuje pomocy!

Takie o to oświadczenie umieszczono na stronie PZPS, kiedy wszystkie media zaczęły podawać wieści o dymisji Świderka.

Zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej informuje, że zgodnie z zapisami kontraktu umowa pomiędzy Alojzym Świderkiem a PZPS na pełnienie funkcji trenera reprezentacji Polski kobiet nie zostaje przedłużona na następne lata. 

Alojzy Świderek przestaje pełnić funkcję pierwszego trenera siatkarskiej reprezentacji Polski kobiet z dniem 1 stycznia 2013 roku.

Decyzja ta wynika z rozbieżnej wizji  prowadzenia reprezentacji seniorek w kolejnych latach pomiędzy obecnym trenerem a związkiem i została podjęta wspólnie przez trenera Alojzego Świderka i Zarząd PZPS. 

Jednocześnie Polski Związek Piłki Siatkowej dziękuje trenerowi Alojzemu Świderkowi za pracę oraz zaangażowanie włożone w prowadzenie reprezentacji Polski siatkarek oraz  zbudowanie podwalin dla dalszych sukcesów zespołu.

Nie mają lekko nasze siatkarki, ciągle coś, ani chwili spokoju. Oliwy do ognia dodaje sam prezio Przedpełski, który:

1. Na łamach sport.pl stwierdził: Cenię Alka jako trenera, ale w Polsce, zwłaszcza w pracy z kobietami, potrzebne jest coś więcej.

Czym jest owe coś więcej i dlaczego dopiero teraz to coś więcej zaczęło przeszkadzać?

2. Dalsza wypowiedź szefa PZPS: Ja chciałbym oczywiście, by selekcjonerem był Polak, ale nie wiem, czy mamy takiego trenera, który spełniłby wszystkie oczekiwania.

Czy znowu chce nam dać polskich fachowców z najwyższej półki. Mieliśmy już dwóch najlepszych: Matlaka i Świderka. Teraz znalazł się jeszcze lepszy od nich?. Wcześniej go nie było. I mam nadzieję, że nie będzie. Przykre, ale nie ma w polskiego trenera, który mógł prowadzić kadrę narodową.

Fot. PAP
Nie będę tu toczył długich wywodów, dlaczego tak późno ta decyzja i dlaczego Przedpełski wciąż upiera się nad  zatrudnieniem polskiego trenera. Mnie zastanawia jeszcze jedna wypowiedź naszego góru: Jeśli trenerzy na całym świecie usłyszą, że mamy miejsce, sami będą się zgłaszać. Mamy naprawdę wielką markę, mogą przyjść do nas najwięksi fachowcy. 

Może i będą  się zgłaszać, może nie. W każdym razie my znowu wybierzemy marną opcję. Zastanawia mnie jednak, że PZPS powinien mieć kogoś na oku, więcej powinien już prowadzić zaawansowane rozmowy z przyszłym trenerem, aby nie tracić czasu. I jeśli zwolnili Świderka to należy mieć kogoś, kto go zastąpi a nie znowu brać kogoś z łapanki i czekać nie wiadomo ile.

Lista nazwisk zainteresowanych polską kadrą jest długa i robi wrażenia, a to za sprawą wycieku informacji z Dziennika Łódzkiego, który napisał o włoskim szkoleniowcu o wielkim nazwisku.

Moja pierwsza myśl, po przeczytaniu tych słów to Massimo Barbolini. Niedawno pożegnał się z kadrą Włoch, więc... dlaczego nie? A no właśnie nie! Dlaczego mamy zbierać resztki po Włoszkach, najpierw Bonitta teraz miałby być Barbolini. Nie tylko nazwiska zaczynają się na "B" podobne było rozstanie obu szkoleniowców z włoską kadrą. Na przeszkodzie stoi również fakt, że Barbolini prowadzi Galatasaray Stambuł. A wiadomo, że PZPS nie godzi się na takie rozwiązanie (vive sprawa z Jackiem Nawrockim).

Dlatego lista nazwisk może się skurczyć, bo wielu Włochów o wielkim nazwisku prowadzi kluby. Zawsze jednak po sezonie mogą odejść z klubu i problemu nie będzie, dlatego niemal od razu wywoływany do tablicy jest Alessandro Chiappini. Dobry fachowiec, zna polskie realia, nie prowadzi żadnej reprezentacji. Niektórzy przed świętami widzieli Chiappiniego w Łódzi... Czyżby to zbieg okoliczności, że to właśnie łódzka gazeta podała tę wiadomość. Osobiście nie będę miał obiekcji, jeśli będzie to były szkoleniowiec Atomu.

Z kolei moje źródła informacji poważnie rozpatrują kandydaturę Marcello Abbondanzy. Włocha nie wymienia się w gronie faworytów, bowiem Abbondaza wstępnie porozumiał się z bułgarską federacją, która planowała przedłużyć kontrakt z włoskim szkoleniowcem. Natomiast wizja przyszłej reprezentacji tworzonej przez Abbondazę jest bardzo tożsama z wizją niektórych działaczy w PZPS-ie. Nie ma natomiast żadnych informacji jakoby występy w Rabicie Baku Katarzyny Skorupy, której Abbodanza jest trenerem przekonały włoskiego szkoleniowca do objęcia biało-czerwonych.

Fot. volleyball.it
Kto jeszcze? Giovanni Caprara jest wolny, problemów by nie było. Tylko czy Caprara nadal chce trenować reprezentacje. Tego nie wiadomo, w sumie nawet nie wiem co się dzieje z włoskim trenerem.

To byli trenerzy o wielkich nazwiskach. Tak sądzę. Bowiem spore zainteresowanie polską reprezentacją przejawia(ł) Giuseppe Cuccarini, obecnie prowadzący Lokomotiv Baku.Cuccarini robił już podchody do objęcia sterów, ale prawdę mówiąc od 2007 roku nie zrobił wiele, aby jego nazwisko zaistniało w siatkarskim świecie, więc chyba odpada.

To tyle jeśli chodzi o włoskich szkoleniowców. 100% nie ma czy będzie to Włoch, bo prezes PZPS liczy, że oferty napłyną z całego świata - oby się nie przeliczył... bo Hugh McCutcheon, Jenny Lang Ping to nie ta liga i oni dzwonić raczej nie będą, a i oboje mają co robić. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.

Co innego Marco Motta, był już trener Turczynek, który jest napalony do prowadzenia nowej kadry narodowej. Trzeba przyznać, że Brazylijczyk nie byłby złą opcją. To właśnie ekipa pod jego przewodnictwem zamknęła Polkom drogę wyjazdu do Londynu, a i trzeba przyznać, że zespół turecki zrobił postępy pod wodzą Motty. Brazylijczyk wysłał CV do rosyjskiej federacji, tam go raczej nie przyjmą, więc może zdesperowany wyśle swoją ofertę na Grażyny 13.

Kto ostatecznie zostanie nowym trenerem? Nie wiadomo. Oby tym razem była to decyzja mądra i rozważna. Bo za ostatnią musieliśmy słono płacić i cierpieć. Wydaje się, że gorzej już być nie będzie, a każdy z wymienionych trenerów na pewno posiada lepszy warsztat od polskich trenerów. Postawmy na obcokrajowca i zetrzyjmy złe wspomnienie o Bonitcie, bo nie wszyscy są tacy jak trener z Rawenny.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!



Z okazji świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć wszystkim czytelnikom mojego bloga najserdeczniejsze życzenia. Niech ten szczególny okres dla Was będzie okresem zadumy, wyciszenia, wypoczynku i prawdziwej radości. Aby ciepła, rodzinna atmosfera wigilijnej nocy stała się bodźcem do realizacji ciekawych wyzwań osobistych w nadchodzącym 2013 roku.

Fot. kartki.pl

sobota, 22 grudnia 2012

Przeżyłem... i egzaminy i koniec świata!

Dobry dzień! Piszę do Was już z domu, a więc to oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze rozpoczęła się właśnie przerwa świąteczna i mam już za sobą jeden z trudnych tygodni za mną. Wasze trzymanie kciuków przyniosło rezultat, bowiem egzaminy udało się przebrnąć pomyślnie :) Druga to ta, że udało nam się przeżyć koniec świata, ten zapowiadany przez Majów. Miał on nastąpić wczoraj, ale jak widać nic takiego nie miało miejsce. Nie rozpaczam z tego powodu wręcz przeciwnie bardzo się cieszę, że nadal będę mógł żyć na naszej planecie :)
Fot. FIVB
Słów kilka o siatkówce. Oczywiście w ostatnim czasie nudą nie wiało, a najważniejszym wydarzeniem było spotkanie PGE Skry Bełchatów z reprezentacją Polski. Spotkanie to miała charakter charytatywny, co było główną ideą tego meczu. Ja jednak chciałbym napisać, choć jedno zdanko na temat formuły zawodów. Podczas tego spotkania wprowadzono innowacyjne pomysły naszego prezesa PZPS. Ekipy miały grać do 5 wygranych setów, każdy grany do 15 punktów. I hmm. Napiszę krótko, bo pomysł jest beznadziejny, więc szkoda czasu na dłuższe wywody, a i pewnie każdy z Was przeczytał już krytyczne opinie na ten temat, więc ja nie dodałbym nic nowego.Nie lubię tego i nie chcę zmian w siatkówce!

Jeszcze o wydarzeniach piątkowych, dzisiejszych i jutrzejszych. Też zwięźle i na temat. Wczoraj ZAKSA wygrała ze Skrą 3:1, a to co miało miejsce w trzecim secie to... było nieziemskie! Kapitalne, dlatego kocham siatkówkę (swoją drogą i to chce nam zabrać Przedpełski i spółka?). ZAKSA nadal liderem, pokazując jednocześnie, że mimo wielu problemów potrafi utrzymać się na pierwszej pozycji w tabeli. Dziś dwa mecze. Najpierw OrlenLiga potem PlusLiga. Takie soboty uwielbiam, nic tylko siatkówka! I jutro ostatni mecz ligowy. Effector Kielce kontra Indykpol Olsztyn. Fajnie, że będę mógł zobaczyć moich AZS-iaków.


Życzeń świątecznych jeszcze nie składam :D Odezwę się właśnie, aby złożyć je w osobnym wpisie.

niedziela, 16 grudnia 2012

Tak to właśnie jest!

Witajcie! Będzie krótko i treściwie. Jeszcze nie zdarzyło mi się jakoś szczególnie narzekać, ale teraz jestem zmuszony...

Przepraszam, że aktywność na blogu jest mizerna i od 11 grudnia nie pojawił się nowy wpis, ale po prostu nie mam czasu.

Studiowanie dwóch kierunków wreszcie odbiło się na moim czasie wolnym. Do świąt tuż, tuż, ale dla mnie to będzie wyczerpujący tydzień. Dlatego też nie pisałem, czekają mnie dwa egzaminy o dużej dawce informacji do opanowania, więc czas wziąć się do roboty :)

Po raz pierwszy dzieje się tak, że brakuje mi czasu na naukę. Nie ma jednak co narzekać, taki los.

Obiecuję poprawę i myślę, że w następny weekend się odezwę.

PS. Oczywiście, dziś mecz będę oglądał. Jestem bardzo zainteresowany jak to wszystko wyjdzie...

wtorek, 11 grudnia 2012

Przyszła pora na zwierzenia - cz.IV

Aby nie krążyć wokół tych samych tematów i ciągle wytykać jakieś usterki przyjdzie mi się z Wami podzielić kolejnymi wspomnieniami ze sportowymi akcentami w tle.

Czas na czwartą już część moich zwierzeń. W poprzednim wpisie udało się dotrzeć do siatkarskich, niezwykle szczęśliwych momentów z 2003 roku. Jednak w sporcie jak w przyrodzie musi zostać zachowana równowaga, tym samym pojawiły się smutne incydenty. Pierwszy z nich był nawet dramatyczny. Adam Małysz doznał bardzo groźnego wypadku. Nasz mistrz stracił przytomność, ze skoczni zabierała go karetka a chyba każdy w telewizji śledził doniesienia dotyczące zdrowia nasze skoczka. To był również chyba taki moment, w którym uświadomiłem sobie, że sport potrafi być brutalny, a skoczkowie tudzież inni sportowcy ryzykują swoje życie dla osiągnięcia swoich celów, ale też sprawienia przyjemności kibicom.

Mniej brutalny, ale jednak niespodziewany był brak awansu polskich piłkarzy na Euro 2004. Po występie na mundialu dwa lata wcześniej, mistrzostwa Europy miały przynieść potwierdzenie poziomu polskiego futbolu. Niestety zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Szczególnie dwa mecze utkwiły mi w pamięci. Pierwszy z nich to potyczka z Łotwą u siebie na początku eliminacji. Porażka 0:1 i już nasza sytuacja wyglądała nie najlepiej. Ten mecz okazał się być kluczowym, bowiem nie potrafiliśmy wygrać ze Szwedami (to właśnie lanie 0:3, nie chce wylecieć z mojej pamięci). Wydawało się, że trafiliśmy do dość łatwej grupy, a mimo to nie udało nam się jednak zająć drugiego miejsca (pierwsze zdecydowanie przypadało Szwedom). Trzeba przyznać, że wpływ na to miała niespodziewana porażka pewnych awansu Szwedów w ostatnim meczu z Łotwą. Gdyby Łotysze nie wygrali, to my zagralibyśmy w barażach. Ostatecznie to oni cieszyli się z wyjazdu do Portugalii.

Tak jak czternaście innych ekip, które zmierzyły się o końcowy triumf w mistrzostw Europy, którymi gospodarzami byli Portugalczycy. Wydawać by się mogło, że turniej ten nie powinien wzbudzić zainteresowania, było jednak zgoła odmiennie. Wszystko to za sprawą wspólnej pasji mojej i kilku moich kolegów z gimnazjum (pozdro dla Was!). Czas ten spędzaliśmy na klasowej wycieczce. Tak więc, zamiast zwiedzenia, przelewał się sok i toczyliśmy długie dyskusje do białego rana. Wszystko to za sprawą wyczekiwania na wyniki w napięciu. Były to czasy, kiedy internet nie był w każdej komórce, telewizora w pokoju nie mieliśmy, więc albo chodziło się do świetlicy albo słuchało się radia bądź też czekało się na smsy od brata, taty czy kolegi.

Jakie były moje preferencje, komu kibicowałem? Mocno ściskałem kciuki za Portugalczyków i prawie się udało... Grecy okazali się fantastyczną ekipą, która zaskoczyła cały futbolowy świat. Te mistrzostwa, chyba wszyscy zapamiętają, bowiem mecz otwarcia i finał był taki sam (Portugalia kontra Grecja). A przede wszystkim wygrała drużyna, która miała nie wyjść z grupy. Futbol okazał się piękny i nieprzewidywalny. Dlaczego Portugalia? Grał tam Luis Figo, jeden z moich ulubionych piłkarzy. Wiedziałem, że po ME zawiesi buty na kołku, więc chciałem aby zakończył je ze złotem i odszedł w glorii chwały (historia pokazała, że Figo na chwilę wrócił i grał w eliminacjach do MŚ i samych MŚ w 2006 roku). A i to właśnie na stadionach Portugalii pojawił się Cristiano Ronaldo, ale kto się wtedy nim interesował - w każdym razie nie ja.

Fot. londyn2012.wp.pl
Nie był to tylko rok futbolu, bowiem w tym samym roku co mistrzostwa Europy odbywają się również letnie igrzyska olimpijskie. Te w 2004 roku rozgrywane były w Atenach. Choć nie było znaczącej różnicy czasu ( jedna godzina do przodu), to nie śledziłem wszystkiego od pierwszej do ostatniej relacji. Nadal były to najważniejsze wydarzenia. I tym samym (o zgrozo, jak to się mogło stać) nie oglądałem wszystkich meczów polskich siatkarzy na IO. Na pewno nie oglądałem pierwszego meczu - wygranego z Serbią i Czarnogórą (mistrzami olimpijskimi z Syndey!), dopiero po latach mogłem delektować się tym spotkaniem. Spotkanie z Francją pamiętam jak przez mgłę, bardzo dobrze natomiast przypominam sobie mecze z Tunezją i Argentyną i ten cholerny przegrany mecz z Grekami. Ćwierćfinał z Brazylią też. Pamiętam go, pamiętam Gibę jak nas bił, pamiętam jak Kanarki tańczyły sambę, a my nic nie mogliśmy zrobić, walczyliśmy, ale to było za mało... Pamiętam też, że było dość późno, oglądałem to spotkanie w ciszy i spokoju, od czasu to czasu dewastując poduszkę.

Jeśli jednak ktoś zapytałby mnie z czym kojarzą mi się igrzyska w Atenach odpowiedziałbym z całą stanowczością, że z Otylią Jędrzejczak. To była jej impreza, jej czas... Złoto i dwa srebrne medale. Polska zakochała się w motylku, Polska zakochała się w pływaniu. Muszę przyznać, że gdy oglądam filmiki z wyścigów Otylii w Atenach, to nadal się wzruszam i ściska mnie w gardle.

Prawdziwe emocje przeżywałem także podczas walk Sylwii Gruchały na planszach szermierczych. Nie oszczędzała nas także Anna Rogowska i Agata Wróbel. Wiele natomiast mówiło się o Robercie Korzeniowskim. I ponownie wyrażę swoją radość! Jestem szczęśliwy, że mogłem oglądać jak popularny Korzeń przechodzi do historii polskiego sportu zdobywając czwarty złoty medal w chodzie.

Lato było długie, dostarczając mi wielu sportowych emocji. Najgorsze w igrzyskach jest to, że nadchodzi moment, kiedy gaśnie znicz i trzeba poczekać kolejne cztery lata, by móc dopingować wszystkich polskich sportowców jednocześnie. Uspokajam Was jednak, że Wy - drodzy Czytelnicy na kolejny wpis nie będziecie musieli czekać tak długo!

Wszystkiego dobrego!

piątek, 7 grudnia 2012

Komu przeszkadza siatkarska Europa?

Cześć! Poniższy wpis zainicjowany pytaniem Asi odnośnie rozgrywania Klubowych Mistrzostw Świata w 2013 roku. Tym samym poszukałem na stronie FIVB kalendarza na przyszły rok i różowo nie jest.

Jeśli wywołany już został do tablicy temat KMŚ i przeniesienia tych rozgrywek na maj, a dokładniej na 1 do 15 maja. To warto podkreślić, że PlusLiga kończy rozgrywki 27 lub 30 kwietnia, w lidze włoskiej ostatnie piąte spotkanie zaplanowano na 12 maja (przy założeniu, że wygrana nastąpi w trzech meczach jest to 5 maja). Czyli bez włoskiego zespołu odbędą się KMŚ? Jak widać ten turniej jak zwykle wszystkim jest po drodze. I przynosi chyba więcej szkody niż pożytku. Jeśli już ma być rozegrany to może po sezonie, a nie jeszcze w trakcie.

Idziemy dalej. Przechodzimy na poziom reprezentacji. Obowiązkowo reprezentanci swoich krajów muszą stawić się na zgrupowaniu 14 dni przed rozpoczęciem rozgrywek międzynarodowych. Te startują 31 maja. Niby od zakończenia KMŚ, a startem LŚ jest jeden dzień! Jeden dzień wakacji dla siatkarzy! To sobie chłopacy wypoczną nie ma co....

Śmiało mogę napisać, że im dalej tym gorzej. Kolejne daty. Finał Ligi Światowej przewidziany jest na 21 lipca, a do mistrzostw Europy nasi siatkarze będą mieć 2 (słownie: dwa miesiące) na przygotowania. Pierwszy mecz rozegrany zostanie 20 września. Nie chcę myśleć, co będzie w przypadku braku awansu do Final Eight (ostatni mecz grupowy 13 lipca). Prawdopodobnie tu będzie moment na chwilę wytchnienia dla naszych siatkarzy.

Zgoła odmiennie, a zarazem tragicznie sytuacja ma się z naszą żeńską reprezentacją. Nie, nie uparłem się na nikogo! World Grand Prix startuje dopiero 2 sierpnia. Co robić do tego czasu - kiedy ostatni, piąty mecz finałowy zaplanowano na 4 maja? Oj tu nasze dziewczyny wypoczną, ach wypoczną. Niestety przyjdzie im poźniej za takie długie wakacje zapłacić. Faza eliminacyjna kończy się 18 sierpnia. Finały i tu kolejna dziwna decyzja dopiero 28 i potrwają do 1 września. Przypomnę, że finały mają odbyć się w Japonii. Start mistrzostw Europy siatkarek i tym samym pierwszy mecz Polek 6 września. Tak, tak zaledwie 5 dni. W tym czas na przelot i bardzo długie zgrupowanie.

Fot. cev.lu
Dziwię się i jestem w szoku, kto podejmuje tak niezrozumiałe decyzje. Kompletnie destabilizując przygotowania europejskich zespołów do najważniejszych imprez. Oczywiście, mam pewne przeczucia, kto w tym mógł siedzieć i maczać palce, aby tak właśnie ustalić terminarz - przynajmniej dla żeńskich reprezentacji. Nie będę pisał wprost przedstawię terminarz mistrzostw Azji, które rozpoczną się 7 września a zakończą 15 września. Dla azjatyckich drużyn taki układ jest wyśmienity, tak jak ustalony pod ekipy z tego kontynentu Puchar Wielkich Mistrzyń (12-17 listopada).

Zdecydowanie kalendarz nie jest na rękę europejskim drużynom zarówno męskim jak i żeńskim. Brak logiki rekompensoswany jest chyba dużymi wpływami do kasy FIVB. Szkoda, że kosztem siatkarzy i siatkarek. Ruben Acosta był zły, Jizhong Wei też, a Ary Graca? Pierwsze decyzja za kadencji nowego prezesa także wołają o pomstę do nieba...

Aby nie być gołosłownym sprawdziłem jeszcze, kiedy odbywają się mistrzostwa Ameryki Południowej. Szczegółów na rok 2013 nie znalazłem, ale dwie poprzednie edycje kończyły się na początku października, więc reprezentacje Brazylii będą miały prawie miesiąc na przygotowanie się do mistrzostw kontynentu. 

Europejska siatkówka nie idzie w parze ze światową. Prawdopodobnie dlatego, że i jedni i drudzy chcą rządzić. Wszyscy chcą, by to ich było na wierzchu. Historia pokazała, że takie autorytarne rządy prędzej czy później zostają obalone.   

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zmiany w Lidze Światowej, zmiany w World Grand Prix...

Ahoj! Dziś wreszcie coś innego. Na początku troszkę prywaty, która okaże się jednak wstępem do mojego wpisu. Coś ze studiów, święta się zbliżają, więc roboty sporo, ale nie o tym :) Na zajęcia ze stosunków międzynarodowych mam przygotować prezentację m.in o organizacjach międzynarodowych. Nie mogło być inaczej i będą robił o FIVB.

Tak zbieram materiały, siedzę myślę i tworzę wnioski, które większości są znane. W dużym skrócie. Organizacja, która pragnie propagować siatkówkę, czyni to tak, że ją osłabia, zamiast uatrakcyjniać rozgrywki je zabija itd. Konkluduję, dużo tych rzeczy niedobrych. Więc, szukam pozytywów, szukam, szukam i... znalazłem. A właściwie nie trwało to zbyt długo, bo władze FIVB same mi je podsunęły. Reorganizacja rozgrywek Ligi Światowej. Ogromny plus. Mocno się cieszę, ale nie długo trwała radość, bo zmiany nie ominięły też World Grand Prix, a te są już do dupy. Tak na prezentacji nie napiszę, ale tu mogę wylać trochę swoich żali :)

Po kolei. Zacznijmy od plusów i zmian w Lidze Światowej. Już sama zmiana jest korzystna, trzeba bowiem przyznać, że dawny już system był skostniały i jego formuła się wyczerpała. Trzeba było ją odświeżyć. Na szczęście zmiany nie były zmianami dla zmiany, a pomysłem, który ma te rozgrywki uatrakcyjnić. W moim przekonaniu tak właśnie będzie! Kilka słów wstępu, co się stało. W rundzie eliminacyjnej LŚ 2013 weźmie udział 18 zespołów, a nie, jak poprzednio, 16. Zostały podzielone na trzy sześciozespołowe grupy. W dwóch z nich znajdą się wszystkie teoretycznie najsilniejsze zespoły, z każdej tej grupy awans wywalczą trzy ekipy, natomiast w grupie trzeciej wystąpią zespoły słabsze i z niej awans wywalczy tylko jedna drużyna. Tym samym znana jest formuła turnieju finałowego będzie to tzw. Final Eight, czyli finał z ośmioma drużynami.

Jeszcze w gwoli formalności. Podział na grupy.
grupa A: Brazylia (1. miejsce w rankingu FIVB), Polska (4.), USA (5.), Bułgaria (8.), Argentyna (9.), Francja (16.)

grupa B: Rosja (2.), Włochy (3.), Kuba (6.), Serbia (7.), Niemcy (10.), Iran (14.)

grupa C: Kanada (18.), Korea (22.), Finlandia (31.), Holandia (41.) + dwa zespoły wybrane 15 grudnia przez FIVB.

System rozgrywek bardzo mi się podoba! W końcu będą tylko i wyłącznie atrakcyjne spotkanie, przynajmniej takie się zapowiadają. Nie będzie jednostronnych spotkań, w których przyjemności nie czerpie żadna z drużyn: ta wygrywająca 3:0 w setach do 10 i ta przegrywająca. To także mniej spotkań, tylko pięć meczów w fazie grupowej (zamiast 12!). Co by obładowanych kalendarzu będzie dobrym rozwiązaniem dla samych siatkarzy. Na razie nie dostrzegam minusów i mam nadzieję, że tak zostanie!
Fot. Internet
Przejdę do mniej przyjemnej sprawy, a mianowicie zmian w żeńskim odpowiedniku Ligi Światowej - World Grand Prix. Po pierwsze w turnieju weźmie udział 20 zespołów. Dużo, moim zdaniem za dużo. Ja bym zmniejszył ilość ekip, bowiem poziom kobiecych zespołów światowych jest bardziej zróżnicowany (czyt. mniej zespołów będących na podobnym poziomie) niż męski. Ale to nic. Dobrze, że Europa dostała 9 miejsc - przynajmniej wszystkie najlepsze drużyny z naszego kontynentu wystąpią w tych rozgrywkach.

Liczyłem na zmianę formuły rozgrywania turnieju, ale także się nie doczekałem. Pozostała niezmieniona. Dzięki temu obejrzymy fantastyczne i zacięte spotkania ekipy z Afryki z Brazylijkami czy Amerykankami. Dwadzieścia drużyn, pięć turniejów w tygodniu nie będzie sprzyjać oglądaniu meczów, wyłapywaniu ważnych informacji. Przy takiej formule olbrzymią pracę będą mieć dziennikarze, telewizje ,osoby związane z mediami. Ponadto znowu niektóre ekipy grać będą ze sobą dwa razy. Nie mówiąc już o jakimkolwiek sprawiedliwości w wybieraniu grup i względach logistycznych (vide Polki, które grać będą w Brazylii, w Polsce, w Chinach i może w Japonii).

Tego bardzo żałuję, bo mam już dość traktowania siatkówki żeńskiej po macoszemu. Ciągle tego doświadczam: w naszym kraju, w naszej lidze, to jeszcze podobnie zachowują się władze FIVB, które pragną promować tę dyscyplinę w sobie tylko znany sposób. Tylko, on nie podoba on się kibicom, myślę, że telewizji, nie wspominając już o samych zawodniczkach. Łudzę się, że przyjdzie i pora na pozytywne zmiany i w WGP. W końcu w Lidze Światowej nastały dopiero po 22 latach...