poniedziałek, 22 października 2012

Recenzja: "Shaq bez cenzury" Shaquille O'Neal

Któż z nas nie chciałby, aby to właśnie jemu ziścił się American dream. Amerykański sen, który przejawia się doznaniem szczęścia, zarobieniem pieniędzy, założeniem rodziny, stworzeniem domu. Ja na spełnienie swojego amerykańskiego marzenia muszę jeszcze poczekać. Jest jednak człowiek, który zrealizował swoje marzenia z dzieciństwa. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem komu jak komu, ale Amerykaninowi musi spełnić się American dream.

Mowa o Shaquillu O'Nealu, żyjącej legendzie NBA, który niedawno zakończył swoją bogata karierę koszykarską (w 2011 roku). O'Neal czterokrotnie sięgnął po tytuł mistrza ligi NBA, zdobył mistrzostwo olimpijskie i mistrzostwo świata. W sporcie wykonał swoje zadanie, pozasportowo także nie mógł narzekać. Posiadał własny program telewizyjny, wydał albumy muzyczne, został policjantem, a na dodatek w 2012 roku obronił doktorat! Czy jednak człowiek jest zdolny do tego wszystkiego? Przykład Shaqa pokazuje, że tak!

Kulisy tych wszystkich wydarzeń można znaleźć w autobiografii koszykarza: ,,Shaq bez cenzury”. Shaquille O'Neal przy pomocy Jackie MacMullan uchylił rąbka tajemnicy ze swojego bogatego życia. Śmiało można nazwać amerykańskiego koszykarza człowiekiem renesansu. Pokazuje, że warto marzyć i dążyć do ich spełnienia. W autobiografii pisze: ,,Zawsze lubiłem marzyć. I miałem wielkie marzenia. Owszem, zdarzały się dni, kiedy myślałem. że się nigdy nie spełnią’’.

W autobiografii znajdziemy podstawowe fakty z życia Shaquille O'Neala. Ze szczerością opowiada on o trudnym dzieciństwie, dorastaniu w narkotykowej dzielnicy, czy  życiu w biedzie. W książce ONeal opowiada o kontaktach z rodziną, wielkim wpływie na jego życie babci, mamy i Sierżanta (ojciec, który uważał, że kary cielesne najlepiej wpłyną na wychowanie czarnoskórego chłopca).

W publikacji znajdziemy wiele ciekawych wydarzeń z życia O'Neala. I nie jest to żaden banał, bo życie Shaqa takie właśnie było, ciągle coś się działo i wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Shaq prowadzi czytelnika przez najważniejsze, sportowe wydarzenia z parkietów NBA. Zanim jednak dotarł na szczyt, musiał pogodzić się faktem usunięcia ze szkolnej drużyny, to jednak tylko wzmocniło O'Neala. Tym samym nie mogło zabraknąć wspomnień z 1992 roku, kiedy to został wybrany w drafcie z numerem pierwszym przez Orlando Magic. Oczywiście są szczęśliwie wspomnienia z czterech wygranych finałów. Sportowe pasmo sukcesów nie było jednak wieczne, są porażki, są kontuzje i są kłótnie z gwiazdami NBA. W autobiografii Shaq wiele miejsca poświęca swoim relacjom z Kobe Bryantem. Moim zdaniem zdecydowanie za dużo, czasem łapałem się za głowę myśląc: To biografia Shaqa czy Kobe? Innym koszykarzom, Shaq także przeznacza parę stron, robi swoisty przegląd następców wymieniając Blake Grifinna, Kevina Love, czy Kevina Duranta.

Shaq tak bardzo skoncentrował się koszykarskich osobowościach z parkietów NBA, że zapomniał wspomnieć o swoim życiu osobistym. Brak wieści o życiu prywatnym, jest o tyle kłopotliwy, bowiem są w książce takie fragmenty, w których wspomina o swoich córkach czy drugiej żonie. Nie ma natomiast żadnego tła, retrospekcji tych wydarzeń, dlatego żałuję, że Shaq nie wrócił pamięcią, do pierwszego spotkania z żoną, czy momentów związanych z przyjściem na świat ukochanych pociech. Szkoda, że nie ma nic o występach w reprezentacji narodowej. Jest to zastanawiające, bowiem Shaq święcił triumfy z kadrą USA, a przecież dla każdego Amerykanina występ w barwach narodowych jest czymś niewyobrażalnym, czymś wyjątkowym. Tyle o minusach. Plusem jest cześć graficzna. Przykuwające uwagę i intrygująca okładka, ponadto znajduję się dwie wkładki ze zdjęciami, które stanowią świetne uzupełnienie, tego wszystkiego, o czym mogliśmy przeczytać.

Książka nie daje odpocząć, na każdej ze stron coś się dzieje. Z rozrzewnieniem i ciekawością przerzucałem kolejne kartki. Czytając ,,Shaqa bez cenzury nie zazna się nudy”. Nawet nie spostrzeżesz, jak pochłoniesz to dzieło w całości, dowiadując się przy okazji, jak być ciepłym i wesołym człowiekiem, a z drugiej przerażającym i śmiertelnie skutecznym koszykarzem.

Kilka cytatów z książki:

,,W domu często byłem karany. Zamykali mnie wtedy w pokoju, a ja żeby nie zwariować, wyobrażałem sobie różne rzeczy. Marzyłem, że jestem Hulkiem, przemykałem oczy i warczałem: ,,Aaaaahhhhh”. (...) Ale czasem, kiedy zamykałem oczy wyobrażałem sobie, że jestem jednym z handlarzy narkotyków zza rogu. Oni zawsze mieli kasę. (...) Myślałem sobie, że fajnie by było zostać kimś takim jaki oni, ale ponieważ miałem szlaban, nie mogłem wyjść i zobaczyć, jak to jest zrobić coś głupiego”.

,,Rozejrzałem się po chłopakach, byli spięci. Naprawdę spięci. Co pięć minut ktoś gnał do kibla. W końcu padło na mnie, zachciało mi się kupę. Ale jak się podcierałem, to wpadłem na świetny pomysł. Dosyć obrzydliwy, ale uznałem, że zadziała. Wyszedłem z kibla z papierem toaletowym wysmarowanym gównem. I zacząłem ganiać kolegów po szatni. Wrzeszczeli, piszczeli, śmiali się i w końcu się wyluzowali. Zadziałało”.


,,Miałem pieniądze, ale chciałem pozostać sobą. (...) Nie zamierzałem się alienować tylko dlatego, że nagle stałem się sławny. (...) Przyjeżdżałem obok parku Turkey Lake, kilku kolesi grało tam w kosza. Zwolniłem i patrzyłem, jak grają, byli nieźli. Zatrzymałem się, wysiadłem z auta razem ze swoimi rottweilerami i pograłem sobie z nimi przez jakąś godzinkę. Lubiłem robić takie rzeczy. Lubiłem gadać z ludźmi”.


,,Kiedyś w szatni Lakers przeczytałem list od kobiety inwalidki. Krzyknąłem do chłopaków: ,,Hej, ta kobieta potrzebuje pomocy, jeździ na wózku i trzeba jej kupić vana. To kosztuje sześćdziesiąt tysięcy. Ktoś chce się zrzucić?”. Cisza. Nikt się nie odezwał. Sam kupiłem jej tego vana”.

W niniejszej autobiografii poznajmy Shaqa jako człowieka, którego życie jest wielowymiarowe, jako osobę, która nie jest obojętna na ludzkie cierpienie. Altruistyczna postawa zasługuje na szacunek. Wydaje się, że czynione dobro płynie z potrzeby serca.

We wstępie koszykarz zapraszał nas, abyśmy zobaczyli, jakim jest koszykarzem, ale przede wszystkim jakim jest człowiekiem. Zaproszenie przyjąłem, zobaczyłem, i co ważniejsze wiem, już jakim jest człowiekiem, aczkolwiek nie będę Wam odbierał tej przyjemności. Mogę jednak z całą stanowczością stwierdzić, że bez niego o wiele uboższa byłaby nie tylko NBA, ale i amerykańska popkultura. A dla mnie, od dziś symbolem American dream nie jest Statua Wolności, a Shaquille ONeal.

Moja ocena: 4,5/5

,,Shaq bez cenzury”, Shaquille O'Neal z Jackie MacMullan, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz