czwartek, 18 października 2012

Przyszła pora na zwierzenia - cz.III

Twierdzę, że temat tych postów jest bardzo, ale to bardzo dobry. Nie ma to jak skromność. Dawno jednak się nie zwierzałem, więc ponownie odsłaniam kulisy moje życia. Hmm? Jakoś dziwnie zabrzmiało, bo ja ani stary ani utytułowany. Chciałbym jednak, abyście wiedzieli kogo czytacie i jak to się stało, że się tu znalazłem i piszę swoje przemyślenia o sporcie, o siatkówce przede wszystkim. A więc do dzieła.

Druga część zwierzeń zakończyła się w 2002 roku i piłkarskiego mundialu w Korei i Japonii. Szybko jednak nastąpiło ochłodzenie klimatu i większość czasu spędzało się przed telewizorem. Były jednak ku temu powodu. Był chłopak z Wisły, który sprawił, że cała polska zasiadała przed szklanym ekranem i dmuchała. Chyba nie było Polaka, który tego nie czynił. Co więcej, Małysz sprawił, że całe życie rodzinne podporządkowane było właśnie jemu (moja mama, która nie jest wielką fanką sportu, Adasia oglądała, więc u nas było to bardzo, ale to bardzo widoczne czyt. obiady bywały kolacją, lub wcześniej drugim śniadaniem). Małyszomania trwała, bo skoczek z Wisły dokonywał cudów, a w sezonie 2002/2003 po raz trzeci z rzędu zdobył Kryształowa Kulę. Potem była jeszcze jedna, zdobyta dopiero trzy lata później. Przez te wszystkie lata, aż do zakończenia kariery na skoczni śledziłem poczynania naszego mistrza. Ciesze się, że w swoim dorobku mogłem przeżyć erę Wielkiego Sportowca, byłem w epoce małyszomani i to było cudowne!

Fot. Internet
I zbliża się mój kochany 2003 rok. I nie dlatego, że przybyłem do nowej szkoły, że zacząłem się uczyć w gimnazjum. Choć muszę przyznać, że tam zaczęła się moja przygoda z siatkówka (dzięki mojemu koledze z klasy, który namówił mnie na zajęcia). Okres do rozpoczęcia naszego związku był dobry, bo w naszym kraju o volleyu zaczęto mówić dość głośno. Mistrzostwa Europy siatkarek, polskie siatkarki pod wodzą Andrzeja Niemczyka zdobyły złoty medal. Bez bicia przyznam się, że niewiele wtedy widziałem, pierwszych spotkań nie oglądałem. Zmagania śledziłem dopiero od meczu półfinałowego.Wiadomo, że telewizja kocha sukcesy i o tym, media mówiły i pisały. Dlatego też włączyłem telewizor i oglądałem (dokładnej otoczki nie pamiętam i to z różnych przyczyn:, że to już 9 lat, że były spore emocje, oraz to, że był to mój początek z tą dyscypliną). Trzeba przyznać, że jak oglądać coś po raz pierwszy to tylko w takim wydaniu..Wielkie emocje, wielkie nerwy, zadowolenie i dramat, szczęścia i rozpacz i olbrzymia radość. Wtedy bardzo szybko zapamiętałem jedno nazwisko - Glinka. Gosia zdobywa 40 punktów w meczu przeciwko Niemkom, niesamowity wyczyn. Finał z Turczynkami, gospodyniami. I chyba tyle. Cóż, finał bez historii, ale i tak przeszedł do historii, bowiem po raz pierwszy złoto zdobyła reprezentacja Polski. Nasze Złotka. Gosia Glinka gwiazda tych ME, Magda Śliwa rozgrywające wspaniały turniej, Iza Bełcik, która przy Magdzie wiele się nauczyła, nie było wtedy jeszcze Mariolki Zenik, na libero grała Dominika Leśniewicz. Nasze środkowe młode i nieopierzone Kasia Skowrońska, Śp. Agata Mróż czy nasza, polska Masza Liktoras. Pechowa Joanna Mirek, Aleksandra Przybysz, teraz Jagieło - ostoja tej kadry do dziś. Była też młoda Ania Podolec. I dwie ikony polskiej siatkówki Małgorzata NIemczyk-Wolska i Dorota Świeniewicz. To była drużyna! Śmiało mogę powiedzieć, moja kariera splotła się z karierą naszych Złotek.. I na bazie sukcesu biało-czerwonych, ja również coraz bardziej zacząłem interesować się siatkówką. Dlatego taki sentyment, mam to siatkówki żeńskiej do naszych pań. Zainteresowanie siatkówką przejawiało się na różnych szczeblach. Prowadzenia bloga, zbieranie gadżetów czy gra w szkole i na podwórku z kolegami. (ech wspólne robienie boiska i granie całymi godzinami do wieczora. Szkoda, że te czasy już nie wrócą...). Do pierwszego meczu na żywo, prosto z hali droga była jeszcze daleka, ale znalazłem w życiu to co pochłonęło mnie do reszty (prawdopodobnie, wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy).

Wyjątkowo, krócej niż pozostałe wcześniejsze części, ale nareszcie dotarłem do meritum, do którego z pewnością czekaliście moi czytelnicy. Choć ten początek pamiętam, jak przez mgłę. Mógłbym to nawet nazwać czymś w rodzaju preprologiem. Siatkówka w końcu w moim życiu była obecna, ale nie była najważniejsza, jeszcze nie...

3 komentarze:

  1. Ale fajnie się to czytało.
    Myślę, że każdy znajdzie jakiś element który jest taki sam jak u niego...
    A odbijanie piłki ze znajomymi jest najlepsze!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Małysz... Wspaniały człowiek. Jestem od ciebie 4 lata młodsza, ale też doskonale pamiętam te lata jegp świetności, mimo że miałam niewiele lat. Człowiek elektryzowal nas wszystkich. I słynne: "Zawołaj mnie jak Adaś będzie skakał!". I to nie był pan Adam czy choćby Adam, zawsze Adaś. Ja równiez się cieszę że miałam ten zaszczyt widzieć większą część kariery tego pana. Co prawda oglądałam najczęściej tylko jego skoki, ale starałm się oglądać każdy i trzymać kciuki i dmuchać :D Wspaniały czlowiek, drugiego takiego już nie będzie.

    A początki z siatkówką każdy ma inne :)) Tylko szkoda że już nasze panie nie grają tak jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak..Nasz panie.. kiedyś grały cudownie !
      Obecnie zastój. Ciągle jednak wierzę w to, że pewnego dnia nadejdzie swoista rewolucja i jeszcze przyjdzie Nam się cieszyć z jakiegoś złota zdobytego przez nasze .. "złotka" ;-)

      Co do samego wpisu, czytając go, człowiek uświadamia sobie, jak piękny jest moment, w którym zdobywamy jakąś pasję ;-)

      Pozdrawiam ;-)

      Usuń