niedziela, 14 października 2012

Klubowe Mistrzostwa Świata bardziej mistrzowskie?

Do dzisiejszego wpisu sprokurowali mnie Jerzy Mielewski i Wojciech Drzyzga, który komentując mecz Skry z egipskim Zamalkiem odnieśli się również do przyszłych ewentualnych rywalki wicemistrzów Polski, dyskutując na temat dwóch katarskich klubów, którzy w trakcie rywalizacji w KMŚ ściągają uznane, siatkarskie gwiazdy do grania w trakcie tylko tych zawodów. Panowie z Polsatu raczej nie byli tym faktem zadowoleni, ale to pieniądz rządzi światem.

Klubowe Mistrzostwa Świata od początku ich wznowienia (od 2009 roku) ciągle znajdują się malkontenci, którym ten turniej nie pasuje. Owszem złota formuła była do kitu, termin rozgrywania turnieju, czy tak jak teraz sposób jego trwania (czyli połączone rozgrywki kobiet i mężczyzn powodują jego wydłużenie o kilka dni) te aspekty, również mogą nie posiadać gorących orędowników.

Teraz ponownie zawrzało, bowiem katarskie zespoły uczestniczące w tych rozgrywkach ściągają bardzo dobrych zawodników znanych na arenie międzynarodowej. I na przykład w ekipie Al-Rayyan możemy oglądać Mikko Oivannena, Davida Lee, Rodrigao czy braci Bratojew, z kolei w drugim zespole z Kataru
Al-Arabi Doha występują Christian Pampel, Richard Lambourne, Dante Bonifante czy Matti Oivanenn. 

Prawdziwa śmietanka wybitnych siatkarzy. Cel włodarzy katarskich klubów jest jasny, chcą wreszcie zobaczyć drużynę ze swojego kraju na podium! Czy to się uda, nie wiadomo. Wybitne nazwiska nie są przecież gwarantem zdobycia tytułu, ale to temat na zupełnie inny moment. 

Wrócę do meritum. Komentatorzy z Polsatu nie byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Trochę się dziwię, bowiem Al-Rayyan w takim zestawieniu gwarantuje większe zainteresowanie ze strony kibiców, a co za tym idzie sponsorów (a więc są pieniądze), poziom rozgrywek na pewno jest większy, niż gdy występowaliby tam zawodnicy typy Al- coś tam, czy Szachum- coś tam. Dzięki temu nie musimy oglądać jednostronnych widowisk i zamiast 3:0 oglądaliśmy pięciosetowy pojedynek Trentino właśnie z zespołem Al-Rayyan. Dzięki temu, rozgrywki są na wyższym poziomie, bardziej mistrzowskie, należne randze tych rozgrywek.

Przyznam się, że kto wie czy skusiłbym się na oglądanie tego pojedynku, gdyby nie było w składzie ściągniętych na tę chwilę tych zawodników. Nie dlatego, że nie byłoby co oglądać, ale po prostu z czystej ciekawości. Jak zlepek fantastycznych zawodników, trenujących wspólnie jakiś czas da sobie radę z najlepszą drużyną świata. To było interesujące doświadczenie. 


Oczywiście, istnieje aspekty etyczno - moralny, ale kto bogatemu zabroni? Nikt.
Fot. lentopalloliitto.fi

6 komentarzy:

  1. Zgodzę się z Tobą w 100%, bo z jednej strony napewno znani zawodnicy ściągną ludzi którzy aż tak bardzo siatkówką się nie interesują oraz wielu potencjalnych sponsorów, ale z drugiej strony to troszeczkę nie sprawiedliwe wobec innych klubów, gdzie długo pracowano nad tym aby przede wszystkim dobrze się zgrać, tam ewentualna wygrana jest zasługą DRUŻYNY, a w takich przypadkach to raczej tylko zlepkowi umiejętności kilku dobrych zawodników...

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, chociaż trzeba przyznać, że ewentualna wygrana takiego zespołu potwierdza klasę zawodników i ich umiejętności. Oglądając wczorajszy mecz i widząc doskonałe wystawy Bratojewa do Rodrigao byłem pod wrażeniem. To u nas są takie pary, które grają ze sobą od kilku sezonów i takiego tempa nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też fakt...Tak to jest, że wszystko ma swoje wady i zalety...

      Usuń
  3. Podpisuję się obiema rękoma pod ostatnim zdaniem. I w sumie pod całym postem. o tylko uatrakcyjni rozgrywki. I jeśli chodzi o wypowiedź koleżanki, to może i to jest troszke niesprawiedliwe, ale z drugiej strony, tak jak napisałeś, to podkreśla klasę zawodników tam występujących. Cóż, nie wszystko na świcie musi być do końca sprawiedliwe. Są i plus i minusy wszystkiego.
    Nie wiem czy dobrze kojarzę, ale chyba w zeszłym roku podczas Ligi Mistrzyń komentatorzy mówili że (chyba) RC Cannes robi identycznie. Są zawodniczki które występują w Lidze Mistrzyń, a w czasie ligi prawie ich na parkiecie nie widujemy. Ot, taka polityka.

    Ale właśnie, kto bogatemu zabroni?

    OdpowiedzUsuń
  4. ot odwieczne prawo natury - kto bogatemu zabroni?
    do końca okej to to nie jest, ale poziom wyższy i zainteresowanie większe... no cóż, jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził ;).

    OdpowiedzUsuń