sobota, 27 października 2012

Idzie nowe! Boniek prezesem PZPN

Witajcie! Przerwa była dłuższa niż zwykle, ale do kolejnego wpisu czekałem właśnie do momentu wyboru nowego prezesa w PZPN-ie. Chwila ta nadeszła, jest nowy prezes. Zbigniew Boniek pokieruje najtrudniejszym związkiem sportowym w Polsce i będzie próbował zmienić jego wizerunek.

Swoje zadowolenie wyraziłem już parę tygodni temu, gdy Grzegorz Lato ogłosił decyzję, że nie będzie się starał o reelekcję. Bowiem każdy będzie lepszym prezesem od pana Laty.

Zbigniew Boniek był moim faworytem, był faworytem wielu kibiców i mediów. Czy to zagwarantuję powiew zmian, na razie za wcześnie by o tym wspominać, ale najważniejsze jest to, że tzw. beton w końcu udało się rozwalić w PZPN-ie zobaczymy nowe twarze. Nie doszukuję się również analogii podobnej do tej z wyborem Franciszka Smudy na trenera reprezentacji, tam też wszyscy go pragnęli, a ostatecznie wiemy jak to się skończyło...

Istnieje jednak szansa na zdecydowane ocieplenie relacji z mediami i kibicami, czy politykami. Zbigniew Boniek potrafi dogadać się z ludźmi, potrafi zachowywać się w odpowiednim towarzystwie.

Niebagatelne znaczenie, w którym większość upatruje szczególnych pozytywów jest przyjaźń nowego prezesa z Michelem Platinim, szefem UEFA. Dzięki temu, pozycja Polski w strukturach międzynarodowych może ulec zmianie, możemy dostać nowe imprezy np. mistrzostwa Europy kobiet, a może nawet mistrzostwa świata, na finał Ligi Europejskiej czy turniej finałowy młodzieżowych mistrzostw Europy.

Zadowoleni wydają się być wszyscy, bez wyjątku. Nawet największy do tej pory krytyk PZPN Jan Tomaszewski  pozytywnie wypowiada się nowym prezesie. - Gratuluje Zbyszkowi zwycięstwa, ale przede wszystkim gratuluje mu doboru członków zarządu. Wydaje mi się, że to są właśnie ci ludzie, którzy poprawią wizerunek polskiej piłki. A właściwie należałoby powiedzieć, że ten wizerunek zdobędą, bo takiego wizerunku nie ma - powiedział na antenie tvn24.

I na tym zakończę, bo jeśli Jankowi pasuje, to dlaczego mi ma nie pasować? :)

Fot.pzpn.pl

poniedziałek, 22 października 2012

Recenzja: "Shaq bez cenzury" Shaquille O'Neal

Któż z nas nie chciałby, aby to właśnie jemu ziścił się American dream. Amerykański sen, który przejawia się doznaniem szczęścia, zarobieniem pieniędzy, założeniem rodziny, stworzeniem domu. Ja na spełnienie swojego amerykańskiego marzenia muszę jeszcze poczekać. Jest jednak człowiek, który zrealizował swoje marzenia z dzieciństwa. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem komu jak komu, ale Amerykaninowi musi spełnić się American dream.

Mowa o Shaquillu O'Nealu, żyjącej legendzie NBA, który niedawno zakończył swoją bogata karierę koszykarską (w 2011 roku). O'Neal czterokrotnie sięgnął po tytuł mistrza ligi NBA, zdobył mistrzostwo olimpijskie i mistrzostwo świata. W sporcie wykonał swoje zadanie, pozasportowo także nie mógł narzekać. Posiadał własny program telewizyjny, wydał albumy muzyczne, został policjantem, a na dodatek w 2012 roku obronił doktorat! Czy jednak człowiek jest zdolny do tego wszystkiego? Przykład Shaqa pokazuje, że tak!

Kulisy tych wszystkich wydarzeń można znaleźć w autobiografii koszykarza: ,,Shaq bez cenzury”. Shaquille O'Neal przy pomocy Jackie MacMullan uchylił rąbka tajemnicy ze swojego bogatego życia. Śmiało można nazwać amerykańskiego koszykarza człowiekiem renesansu. Pokazuje, że warto marzyć i dążyć do ich spełnienia. W autobiografii pisze: ,,Zawsze lubiłem marzyć. I miałem wielkie marzenia. Owszem, zdarzały się dni, kiedy myślałem. że się nigdy nie spełnią’’.

W autobiografii znajdziemy podstawowe fakty z życia Shaquille O'Neala. Ze szczerością opowiada on o trudnym dzieciństwie, dorastaniu w narkotykowej dzielnicy, czy  życiu w biedzie. W książce ONeal opowiada o kontaktach z rodziną, wielkim wpływie na jego życie babci, mamy i Sierżanta (ojciec, który uważał, że kary cielesne najlepiej wpłyną na wychowanie czarnoskórego chłopca).

W publikacji znajdziemy wiele ciekawych wydarzeń z życia O'Neala. I nie jest to żaden banał, bo życie Shaqa takie właśnie było, ciągle coś się działo i wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Shaq prowadzi czytelnika przez najważniejsze, sportowe wydarzenia z parkietów NBA. Zanim jednak dotarł na szczyt, musiał pogodzić się faktem usunięcia ze szkolnej drużyny, to jednak tylko wzmocniło O'Neala. Tym samym nie mogło zabraknąć wspomnień z 1992 roku, kiedy to został wybrany w drafcie z numerem pierwszym przez Orlando Magic. Oczywiście są szczęśliwie wspomnienia z czterech wygranych finałów. Sportowe pasmo sukcesów nie było jednak wieczne, są porażki, są kontuzje i są kłótnie z gwiazdami NBA. W autobiografii Shaq wiele miejsca poświęca swoim relacjom z Kobe Bryantem. Moim zdaniem zdecydowanie za dużo, czasem łapałem się za głowę myśląc: To biografia Shaqa czy Kobe? Innym koszykarzom, Shaq także przeznacza parę stron, robi swoisty przegląd następców wymieniając Blake Grifinna, Kevina Love, czy Kevina Duranta.

Shaq tak bardzo skoncentrował się koszykarskich osobowościach z parkietów NBA, że zapomniał wspomnieć o swoim życiu osobistym. Brak wieści o życiu prywatnym, jest o tyle kłopotliwy, bowiem są w książce takie fragmenty, w których wspomina o swoich córkach czy drugiej żonie. Nie ma natomiast żadnego tła, retrospekcji tych wydarzeń, dlatego żałuję, że Shaq nie wrócił pamięcią, do pierwszego spotkania z żoną, czy momentów związanych z przyjściem na świat ukochanych pociech. Szkoda, że nie ma nic o występach w reprezentacji narodowej. Jest to zastanawiające, bowiem Shaq święcił triumfy z kadrą USA, a przecież dla każdego Amerykanina występ w barwach narodowych jest czymś niewyobrażalnym, czymś wyjątkowym. Tyle o minusach. Plusem jest cześć graficzna. Przykuwające uwagę i intrygująca okładka, ponadto znajduję się dwie wkładki ze zdjęciami, które stanowią świetne uzupełnienie, tego wszystkiego, o czym mogliśmy przeczytać.

Książka nie daje odpocząć, na każdej ze stron coś się dzieje. Z rozrzewnieniem i ciekawością przerzucałem kolejne kartki. Czytając ,,Shaqa bez cenzury nie zazna się nudy”. Nawet nie spostrzeżesz, jak pochłoniesz to dzieło w całości, dowiadując się przy okazji, jak być ciepłym i wesołym człowiekiem, a z drugiej przerażającym i śmiertelnie skutecznym koszykarzem.

Kilka cytatów z książki:

,,W domu często byłem karany. Zamykali mnie wtedy w pokoju, a ja żeby nie zwariować, wyobrażałem sobie różne rzeczy. Marzyłem, że jestem Hulkiem, przemykałem oczy i warczałem: ,,Aaaaahhhhh”. (...) Ale czasem, kiedy zamykałem oczy wyobrażałem sobie, że jestem jednym z handlarzy narkotyków zza rogu. Oni zawsze mieli kasę. (...) Myślałem sobie, że fajnie by było zostać kimś takim jaki oni, ale ponieważ miałem szlaban, nie mogłem wyjść i zobaczyć, jak to jest zrobić coś głupiego”.

,,Rozejrzałem się po chłopakach, byli spięci. Naprawdę spięci. Co pięć minut ktoś gnał do kibla. W końcu padło na mnie, zachciało mi się kupę. Ale jak się podcierałem, to wpadłem na świetny pomysł. Dosyć obrzydliwy, ale uznałem, że zadziała. Wyszedłem z kibla z papierem toaletowym wysmarowanym gównem. I zacząłem ganiać kolegów po szatni. Wrzeszczeli, piszczeli, śmiali się i w końcu się wyluzowali. Zadziałało”.


,,Miałem pieniądze, ale chciałem pozostać sobą. (...) Nie zamierzałem się alienować tylko dlatego, że nagle stałem się sławny. (...) Przyjeżdżałem obok parku Turkey Lake, kilku kolesi grało tam w kosza. Zwolniłem i patrzyłem, jak grają, byli nieźli. Zatrzymałem się, wysiadłem z auta razem ze swoimi rottweilerami i pograłem sobie z nimi przez jakąś godzinkę. Lubiłem robić takie rzeczy. Lubiłem gadać z ludźmi”.


,,Kiedyś w szatni Lakers przeczytałem list od kobiety inwalidki. Krzyknąłem do chłopaków: ,,Hej, ta kobieta potrzebuje pomocy, jeździ na wózku i trzeba jej kupić vana. To kosztuje sześćdziesiąt tysięcy. Ktoś chce się zrzucić?”. Cisza. Nikt się nie odezwał. Sam kupiłem jej tego vana”.

W niniejszej autobiografii poznajmy Shaqa jako człowieka, którego życie jest wielowymiarowe, jako osobę, która nie jest obojętna na ludzkie cierpienie. Altruistyczna postawa zasługuje na szacunek. Wydaje się, że czynione dobro płynie z potrzeby serca.

We wstępie koszykarz zapraszał nas, abyśmy zobaczyli, jakim jest koszykarzem, ale przede wszystkim jakim jest człowiekiem. Zaproszenie przyjąłem, zobaczyłem, i co ważniejsze wiem, już jakim jest człowiekiem, aczkolwiek nie będę Wam odbierał tej przyjemności. Mogę jednak z całą stanowczością stwierdzić, że bez niego o wiele uboższa byłaby nie tylko NBA, ale i amerykańska popkultura. A dla mnie, od dziś symbolem American dream nie jest Statua Wolności, a Shaquille ONeal.

Moja ocena: 4,5/5

,,Shaq bez cenzury”, Shaquille O'Neal z Jackie MacMullan, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012

 

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję:




czwartek, 18 października 2012

Przyszła pora na zwierzenia - cz.III

Twierdzę, że temat tych postów jest bardzo, ale to bardzo dobry. Nie ma to jak skromność. Dawno jednak się nie zwierzałem, więc ponownie odsłaniam kulisy moje życia. Hmm? Jakoś dziwnie zabrzmiało, bo ja ani stary ani utytułowany. Chciałbym jednak, abyście wiedzieli kogo czytacie i jak to się stało, że się tu znalazłem i piszę swoje przemyślenia o sporcie, o siatkówce przede wszystkim. A więc do dzieła.

Druga część zwierzeń zakończyła się w 2002 roku i piłkarskiego mundialu w Korei i Japonii. Szybko jednak nastąpiło ochłodzenie klimatu i większość czasu spędzało się przed telewizorem. Były jednak ku temu powodu. Był chłopak z Wisły, który sprawił, że cała polska zasiadała przed szklanym ekranem i dmuchała. Chyba nie było Polaka, który tego nie czynił. Co więcej, Małysz sprawił, że całe życie rodzinne podporządkowane było właśnie jemu (moja mama, która nie jest wielką fanką sportu, Adasia oglądała, więc u nas było to bardzo, ale to bardzo widoczne czyt. obiady bywały kolacją, lub wcześniej drugim śniadaniem). Małyszomania trwała, bo skoczek z Wisły dokonywał cudów, a w sezonie 2002/2003 po raz trzeci z rzędu zdobył Kryształowa Kulę. Potem była jeszcze jedna, zdobyta dopiero trzy lata później. Przez te wszystkie lata, aż do zakończenia kariery na skoczni śledziłem poczynania naszego mistrza. Ciesze się, że w swoim dorobku mogłem przeżyć erę Wielkiego Sportowca, byłem w epoce małyszomani i to było cudowne!

Fot. Internet
I zbliża się mój kochany 2003 rok. I nie dlatego, że przybyłem do nowej szkoły, że zacząłem się uczyć w gimnazjum. Choć muszę przyznać, że tam zaczęła się moja przygoda z siatkówka (dzięki mojemu koledze z klasy, który namówił mnie na zajęcia). Okres do rozpoczęcia naszego związku był dobry, bo w naszym kraju o volleyu zaczęto mówić dość głośno. Mistrzostwa Europy siatkarek, polskie siatkarki pod wodzą Andrzeja Niemczyka zdobyły złoty medal. Bez bicia przyznam się, że niewiele wtedy widziałem, pierwszych spotkań nie oglądałem. Zmagania śledziłem dopiero od meczu półfinałowego.Wiadomo, że telewizja kocha sukcesy i o tym, media mówiły i pisały. Dlatego też włączyłem telewizor i oglądałem (dokładnej otoczki nie pamiętam i to z różnych przyczyn:, że to już 9 lat, że były spore emocje, oraz to, że był to mój początek z tą dyscypliną). Trzeba przyznać, że jak oglądać coś po raz pierwszy to tylko w takim wydaniu..Wielkie emocje, wielkie nerwy, zadowolenie i dramat, szczęścia i rozpacz i olbrzymia radość. Wtedy bardzo szybko zapamiętałem jedno nazwisko - Glinka. Gosia zdobywa 40 punktów w meczu przeciwko Niemkom, niesamowity wyczyn. Finał z Turczynkami, gospodyniami. I chyba tyle. Cóż, finał bez historii, ale i tak przeszedł do historii, bowiem po raz pierwszy złoto zdobyła reprezentacja Polski. Nasze Złotka. Gosia Glinka gwiazda tych ME, Magda Śliwa rozgrywające wspaniały turniej, Iza Bełcik, która przy Magdzie wiele się nauczyła, nie było wtedy jeszcze Mariolki Zenik, na libero grała Dominika Leśniewicz. Nasze środkowe młode i nieopierzone Kasia Skowrońska, Śp. Agata Mróż czy nasza, polska Masza Liktoras. Pechowa Joanna Mirek, Aleksandra Przybysz, teraz Jagieło - ostoja tej kadry do dziś. Była też młoda Ania Podolec. I dwie ikony polskiej siatkówki Małgorzata NIemczyk-Wolska i Dorota Świeniewicz. To była drużyna! Śmiało mogę powiedzieć, moja kariera splotła się z karierą naszych Złotek.. I na bazie sukcesu biało-czerwonych, ja również coraz bardziej zacząłem interesować się siatkówką. Dlatego taki sentyment, mam to siatkówki żeńskiej do naszych pań. Zainteresowanie siatkówką przejawiało się na różnych szczeblach. Prowadzenia bloga, zbieranie gadżetów czy gra w szkole i na podwórku z kolegami. (ech wspólne robienie boiska i granie całymi godzinami do wieczora. Szkoda, że te czasy już nie wrócą...). Do pierwszego meczu na żywo, prosto z hali droga była jeszcze daleka, ale znalazłem w życiu to co pochłonęło mnie do reszty (prawdopodobnie, wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy).

Wyjątkowo, krócej niż pozostałe wcześniejsze części, ale nareszcie dotarłem do meritum, do którego z pewnością czekaliście moi czytelnicy. Choć ten początek pamiętam, jak przez mgłę. Mógłbym to nawet nazwać czymś w rodzaju preprologiem. Siatkówka w końcu w moim życiu była obecna, ale nie była najważniejsza, jeszcze nie...

niedziela, 14 października 2012

Klubowe Mistrzostwa Świata bardziej mistrzowskie?

Do dzisiejszego wpisu sprokurowali mnie Jerzy Mielewski i Wojciech Drzyzga, który komentując mecz Skry z egipskim Zamalkiem odnieśli się również do przyszłych ewentualnych rywalki wicemistrzów Polski, dyskutując na temat dwóch katarskich klubów, którzy w trakcie rywalizacji w KMŚ ściągają uznane, siatkarskie gwiazdy do grania w trakcie tylko tych zawodów. Panowie z Polsatu raczej nie byli tym faktem zadowoleni, ale to pieniądz rządzi światem.

Klubowe Mistrzostwa Świata od początku ich wznowienia (od 2009 roku) ciągle znajdują się malkontenci, którym ten turniej nie pasuje. Owszem złota formuła była do kitu, termin rozgrywania turnieju, czy tak jak teraz sposób jego trwania (czyli połączone rozgrywki kobiet i mężczyzn powodują jego wydłużenie o kilka dni) te aspekty, również mogą nie posiadać gorących orędowników.

Teraz ponownie zawrzało, bowiem katarskie zespoły uczestniczące w tych rozgrywkach ściągają bardzo dobrych zawodników znanych na arenie międzynarodowej. I na przykład w ekipie Al-Rayyan możemy oglądać Mikko Oivannena, Davida Lee, Rodrigao czy braci Bratojew, z kolei w drugim zespole z Kataru
Al-Arabi Doha występują Christian Pampel, Richard Lambourne, Dante Bonifante czy Matti Oivanenn. 

Prawdziwa śmietanka wybitnych siatkarzy. Cel włodarzy katarskich klubów jest jasny, chcą wreszcie zobaczyć drużynę ze swojego kraju na podium! Czy to się uda, nie wiadomo. Wybitne nazwiska nie są przecież gwarantem zdobycia tytułu, ale to temat na zupełnie inny moment. 

Wrócę do meritum. Komentatorzy z Polsatu nie byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Trochę się dziwię, bowiem Al-Rayyan w takim zestawieniu gwarantuje większe zainteresowanie ze strony kibiców, a co za tym idzie sponsorów (a więc są pieniądze), poziom rozgrywek na pewno jest większy, niż gdy występowaliby tam zawodnicy typy Al- coś tam, czy Szachum- coś tam. Dzięki temu nie musimy oglądać jednostronnych widowisk i zamiast 3:0 oglądaliśmy pięciosetowy pojedynek Trentino właśnie z zespołem Al-Rayyan. Dzięki temu, rozgrywki są na wyższym poziomie, bardziej mistrzowskie, należne randze tych rozgrywek.

Przyznam się, że kto wie czy skusiłbym się na oglądanie tego pojedynku, gdyby nie było w składzie ściągniętych na tę chwilę tych zawodników. Nie dlatego, że nie byłoby co oglądać, ale po prostu z czystej ciekawości. Jak zlepek fantastycznych zawodników, trenujących wspólnie jakiś czas da sobie radę z najlepszą drużyną świata. To było interesujące doświadczenie. 


Oczywiście, istnieje aspekty etyczno - moralny, ale kto bogatemu zabroni? Nikt.
Fot. lentopalloliitto.fi

czwartek, 11 października 2012

Nic nowego. Prezes ciągle ten sam

W Polskim Związku Piłki Siatkowej nihil novi. We wtorek Mirosław Przedpełski po raz trzeci z rzędu został prezesem związku

Obrady były długie i burzliwe, ale aktualny prezes otrzymał 48 głosów od delegatów i stało się!

W trakcie obrad, a jeszcze przed wyborem głównodowodzącego za sprawą Komisji Rewizyjnej doszło to malutkiego skandalu. Owa komisja stwierdziła brak transparentności finansów PZPS. Został postawiony wniosek o nieudzielenie absolutorium dla prezesa PZPS oraz o udzielenie absolutorium pozostałym członkom zarządu. Prawnicy zwrócili uwagę, ze w trakcie sprawozdania zostały ujawnione ustalenia umów handlowych i firmy te mogą teraz podać PZPS do sądu.

Tak to wyglądało. Sprawy na razie komentować nie będę, będzie trzeba poczekać na rozwój wydarzeń.

Czy wybór Przedpełskiego na kolejną kadencję to dobry wybór? I tak, i nie. Nie mam w tej sprawie jednoznacznego stanowiska. Są i plusy są i minusy. To w dużej mierze za sprawą Przedpełskiego polska siatkówka jest w tym miejscu, w którym jest. Przedpełski zna się na rzeczy, robi swoje. Natomiast czy starczy mu teraz czasu na dbanie o PZPS? -  przecież został też wybrany do zarządu FIVB (zawsze odbywa się coś kosztem, czegoś). To raz, a dwa wszyscy wiemy (doświadczenia z PZPN-u), że tak długie kadencje nie sprzyjają rozwojowi, wręcz przeciwnie. Obyśmy tylko nie doczekali się stagnacji, albo co gorsza recesji.

Teoretycznie my, kibice i tak nic nie możemy zrobić. Możemy obserwować, ale ważniejsze jest to, że możemy kibicować polskiej siatkówce! Niezależnie, kto jest prezesem.

PS. Przepraszam za opóźnienie, ale czasem zdarza mi się pobłądzić w Bydgoszczy i cierpię na brak czasu. Tekst miał pojawić się bez dwudniowego opóźnienia, ale się nie udało. Proszę o wybaczenie, niedługo recenzja autobiografii sportowca!

Fot. PAP

sobota, 6 października 2012

Subiektywny ranking najciekawszych transferów do PlusLigi w sezonie 2012/2013

PlusLiga wystartowała. Sezon 2012/2013 zapowiada się ekscytująco, choć niektórzy fachowcy podkreślają, że w przerwie sezonowej do kraju nad Wisłą nie zawitały gwiazdy światowej siatkówki. Poniżej ranking najciekawszych moim zdaniem transferów zagranicznych, jakie dokonały drużyny przed sezonem.

5.Elvis Contreras (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)
Ma zdecydowanie dodać mocy uderzeniiom z lewego skrzydła w ekipie kędzierzyńskiej ZAKSY. Dawno tego zawodnika nie miałem okazji oglądać. Choć kojarzę go z czasów, kiedy potrafił w pojedynkę roztrzaskać rywala gromadząc powyżej 20 punktów .  Mam nadzieję, że na emeryturę jeszcze za wcześnie. Zresztą trochę egzotyki nam się przyda. Contreras pochodzi z Dominikany. 

4.Simon Tischer (Jastrzębski Węgiel)
Nieodłączny problem Jastrzębskiego Węgla to pozycja rozgrywającego. Teraz za rozdzielanie piłek odpowiadać ma Simon Tischer,chyba najlepszy zawodnik jaki do tej pory się zameldował w tej ekipie. Zawodnik uznany i znany w świecie siatkarskim. Trudno jednak Niemca nazwać artystą, zresztą przecież do Niemiec – solidność, pracowitość i punktualność - rzemieślnik. 

3. Nikołaj Penczew (Effector Kielce)
A jeszcze kilkanaście dni temu w polskiej lidze nie byłoby ani Penczewa ani siatkówki w Kielcach. Na szczęście na kielecczyźnie znalazły się osoby, które chcą utrzymać tę dyscyplinę na najwyższym poziomie. Penczew ma być ważnym ogniwem tej drużyny. Wydaje się, że sporo może dać naszej lidze, choć sporo może też zyskać. Myślę, że po igrzyskach w Londynie Bułgar jest najlepiej rozpoznawalnym zawodnikiem w naszym kraju. Niestety. 
Fot. e-vive.pl

2. Jochen Schops (Asseco Rzeszów)
Jeszcze nie przyjechał do naszego kraju, jeszcze nie powąchał parkietu, a już na niemieckim atakującym była olbrzymia presja. Wszystkie oczy siatkarskiej Polski będą zwrócone na Niemca, który ma w ekipie zastąpić … Niemca. Schops został następcą Grozera. Choć nie wiadomo, bo sam Schops powtarza, że może zagrać na rozegraniu. Pisałem, już że cenię zawodników uniwersalnych i kreatywnych. Schops taki jest i takiego zawodnika w PlusLidze było nam potrzeba, szkoda, że kosztem Grozera.
Fot. wikipedia.pl

1. Matteo Martino (Jastrzębski Węgiel)
Hit czy kit? To okaże się po sezonie. Dla mnie nie ma to jednak większego znaczenia, bo… Martino to jeden z moich ulubionych siatkarzy. Ogromny talent włoskiej siatkówki, niesforny, wybuchowy etc. Wszyscy to wiedzą, ale dajmy mu szanse i cierpliwie obserwujmy. Zresztą nie ważne. Dla mnie to wspaniała okazja zobaczyć siatkarza z charakterem, ale też przeogromnymi możliwościami sportowymi. Jest ryzyko, jest zabawa. Czyż nie?
Fot. Sportowefakty.pl

czwartek, 4 października 2012

Subiektwyny ranking najciekawszych transferów do OrlenLigi w sezonie 2012/2013

Kontynuując tradycje z poprzedniego sezonu, w którym prezentowałem najciekawszy ranking zagranicznych transferów w PlusLidze i OrlenLidze. Zacznę od pań, w końcu to one mają pierwszeństwo.

5. Milena Stacchiotti (MKS Taouron Dąbrowa Górnicza)
Do Polski przyjechała jako dziewczyna Michała Łaski, atakującego Jastrzębskiego Węgla. Okres przygotowawczy pokazał, że siatkarka może okazać się ciekawym transferem klubu z Dąbrowy. Przede wszystkim w oczy rzuca się jej uniwersalizm. Stacchiotti we włoskiej pierwszej lidze grała jako środkowa, w pierwszym meczach w naszym kraju zastępowała na libero Krystynę Strasz, a prawdopodobnie grać będzie na przyjęciu. 

4. Valentina Serena (MKS Muszyna)
Daję jej ogromny kredyt zaufania, choć niektórzy mogą się zdziwić. Po pierwsze Włoszka, po drugie z utytułowanego klubu z Półwyspu Apenińskiego. Taka siatkarka zdecydowała się na Polskę? Niestety w Foppapedretti Bergamo Serena grała kiepsko, kreować grę wicemistrzyń Polski. Trzeba liczyć na cud, ale może się uda. Choć prędzej zostanie kitem niż hitem, ale znalazła się w rankingu z uprzejmości dla Bodzia.
Fot. dzienniklodzki.pl

3. Makare Wilson (Impel Wrocław)
Także z ziemi włoskiej do polskiej, ale już zupełnie innego kalibru. Środkowa ostatni sezon spędziła w drugiej drużynie włoskiej Serie A  Villa Cortese. Wilson na swoim koncie zwycięstwo w Pucharze CEV z 2010 roku oraz tytuł najlepiej zagrywającej zdobyty w 2012 roku. Amerykanka przechodzi do przeciętnego polskiego zespołu -  Impela Wrocław. Choć z siatkarką pochodzącą z Fidżi cele ekipy mają się zmienić. 
Fot. impelwroclaw.pl



2.  Courtney Thompson (Budowlani Łódź)
Trzeba przyznać, że to największy sukces w historii łódzkiego klubu. Przekonanie do gry aktualnej wicemistrzyni olimpijskiej do gry w polskiej lidze. Choć Amerykanka była zmianową, to wygryzienie ze składu Alishi Glas czy Carli Llyod to sukces. Kto wie czy po sezonie w Łodzi nie będzie już jedynką w kadrze Stanów Zjednoczonych. Działacze spisali się na medal, to wielki transfer. Oby umiejętności Thompson pozwolił ekipie z Łodzi powrócić do dobrych chwil, chociażby tych z 2010 roku. 

1. Erika Coimbra (Atom Trefl Sopot)
Ponownie marketingowo najlepszy ruch wykonali działacze Atomu. Warto jednak zwrócić tutaj na postawę samej zawodniczki, która zdecydowała się zmienić Baku, Azerbejdżan na Sopot, Polskę. Co czyni Brazylijkę odważną, a przede wszystkim siatkarką dla której nie liczą się pieniądze. Z pewnością te większe były w Baku, a mimo to będziemy mieć okazję oglądać brązową medalistę IO z Sydney. Umiejętności Kiki ma wielkie, o tym można było się przekonać. Fakt, faktem ma już swoje lata, ale na polską ligę to z pewnością najlepszy transfer. Wyładnieje nam liga jednym słowem.
Fot. atomtrefl.pl

wtorek, 2 października 2012

Czas na zmiany, czas na Bydgoszcz!

Witajcie. Notka nie będzie zbyt szczególna i treściwa, chwilowo narzekam na brak czasu. Będzie trochę o moim życiu osobistym :) Zmieniłem uczelnię. Z Olsztyna zawitałem do Bydgoszczy, tam też będę kontynuował swoją naukę na studiach magisterskich z dziennikarstwa i komunikacji społecznej, ponadto zdecydowałem się studiować jeszcze psychologię. Dlatego na razie nie mam zbyt wiele czasu, muszę ogarnąć to i owo, poszukać tego i owego. Jednym słowem studia się zaczęły. 

Oczywiście nie oznacza to, że nie będę tu pisał i zaglądał. Nic z tego, ciągle będziecie mogli czytać moje wypociny i nic w tej materii się nie zmieni.

Prowadzę także obserwację pewnego zjawiska. Myślę, że za miesiąc przedstawię już swoje rezultaty. Zdradzać go nie mogę, bo mogłoby to wpłynąć na wyniki. Wiedźcie, że pracuję by blog był coraz ciekawszy i coraz lepszy i bardziej profesjonalny.

Jednym słowem zmiany, zmiany i zmiany.

Nie ma co narzekać. Łuczniczka czeka, dwa kluby siatkarskie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Elegancko.
Fot. wikipedia