piątek, 31 sierpnia 2012

Międzynarodowy Dzień Bloga - Blog Day 2012

Witajcie moim kochani! Drodzy blogowicze dzisiaj nasze święto! BlogDay obchodzony jest 31 sierpnia, w tym dniu - przynajmniej takie było założenie blogerzy polecają 5 blogów wartych odwiedzenia. Z zasady miały to być blogi z odmiennych kręgów tematycznych, z innych krajów. Ja aż takim wędrownikiem nie jestem i niezbyt zgrabnie poruszam się w świecie blogosfery.

W związku z tym. Polecam wszystkie blogi znajdujące się po prawej stronie pod napisem: "W te miejsce zaglądam najczęściej". Tam czytam, zaglądam i komentuję, bowiem są to rzeczy, wieści, teksty bliskie mojemu sercu.

Zrobię jednak jeden wyjątek. Odkryłem tego bloga dosyć niedawno, a jest on moim źródłem informacji w moich nowych kręgach zainteresowań.

Blog o psychologii sportu :

GŁOWA RZĄDZI


Narobiło się tych świąt, nie ma co. Ale dziś nasz dzień, drodzy blogowicze. Z tej okazji wszystkim piszącym życzę wytrwałości i cierpliwości, radości z blogowania. Oby każda wolna chwila spędzona w tej sferze była szczęśliwa i miła. Wszystkiego najlepszego!



wtorek, 28 sierpnia 2012

Rzecznik Cracovii zwolniony, bo prezes nie wysłuchał relacji...

Temat dzisiejszego wpisu miał być inny, ale czuję się poniekąd wywołany do tablicy w związku z pewną aferą w piłce nożnej. Tylko spokojnie! Nie jestem zamieszany w żadną aferę korupcyjną!

W kilku zdaniach nakreślę wydarzenia, które miały miejsce parę dni temu. Mianowicie prezes piłkarskiego klubu Cracovia Kraków Janusz Filipiak zwolnił rzecznika prasowego Tomasza Gawędzkiego. Niby nic takiego, ale powód zwolnienia rzecznika... delikatnie mówiąc jest mało poważny. Prezes przebywając w Szwajcarii nie mógł wysłuchać transmisji meczu Cracovii z Okocimskim Brzesko, które transmitowało Radio Gol.

Tak, to Radio Gol, z którym współpracuję. Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu rozpoczęliśmy współpracę z klubem Cracovia, której owocem miały być (i miejmy nadzieję, że będą!) relacje nadawane dla wszystkich sympatyków tej drużyny. Moi koledzy mieli komentować te wydarzenia na żywo ze stadionu.

I tak też było w starciu z Okocimskim Brzesko. Radio Gol 22 sierpnia nadawało relację z tego wydarzenia. Spotkanie komentował Kamil Kania i można je było posłuchać na trzech kanałach. Dlaczego prezesowi się nie udało i dlaczego z tego powodu musiała polecieć głowa rzecznika?
Fot. Agencja Ga
Trudno stwierdzić. Natomiast sprawa wygląda co najmniej śmieszne. Tomasz Gawędzki był odpowiedzialny za kontakt z mediami od 24.10.2011 roku. Z moich informacji wynika, że brak relacji był tylko pretekstem i już od dłuższego czasu szukano haka na rzecznika. Wszystko dlatego, że jego pracę nie najlepiej oceniano i rozglądano się za nowym następcą.

Nikt nie ma wątpliwości, że powód zwolnienia jest absurdalny i co gorsza trudno winić za to osobę, która nie była winowajcą. My, jako Radio Gol także wykonaliśmy swoje zadania w 100%. I tylko zastanawiam się, jaki problem z wysłuchaniem relacji miał prezes Cracovii, notabene prezes firmy informatycznej. Czy zarządzając firmą informatyczną, można mieć problemy z obsługą Winampa czy Windows Media Playera.

Polska to dziwny kraj, ale przykład idzie z góry czyt. władzy. Jeśli ministrem sprawiedliwości może być filozof, to dlaczego prezesem firmy informatycznej - osoba nie potrafiąca wysłuchać relacji w internecie...

piątek, 24 sierpnia 2012

Recenzja: "Anastasi. Krasnal, który stał się gigantem" Andrea Anastasi

Gorączkowo przeszukuję Internet, aby znaleźć książkę biograficzną związaną z siatkówką. Dotychczas nie było ich wiele. Dlatego każda pozycja, która pojawiła się na polskim rynku wywołuje u mnie niemałe poruszanie i niemal natychmiastową chęć sięgnięcia po nią. Na razie swoimi przemyśleniami i przeżyciami dzielą się tylko trenerzy, żaden z zawodników czy też zawodniczek nie zdecydowali się na ten krok. Był Raul Lozano, Igor Prielożny, teraz nadszedł czas Andrei Anastasiego.

Andrea Anastasi w naszym kraju, i nie ma co do tego żadnych wątpliwości, zyskał uznanie i szacunek wśród kibiców za sprawą sukcesów z reprezentacją Polski. Za nim jednak objął reprezentację naszego kraju, musiał stawić czoło trudnym decyzjom, momentom zwątpienia, rozczarowania, ale nie brakowało też olbrzymiej porcji szczęścia i radości.

Za sprawą biografii: „Anastasi. Krasnal, który stał się gigantem” autorstwa Adelia Pistelliego możemy z bliska poznać człowieka, który nam, Polakom, dał tyle uśmiechu, wprowadził naszą drużynę na absolutny światowy top. Dla Andrei Anastasiego siatkówka to całe życie. Przejęła kontrolę nad jego codziennością. Choć do reszty pochłonięty i oddany swojej pasji, mówi: „nie zapominam przy tym o najpiękniejszej rzeczy - mojej rodzinie. Tak jestem człowiekiem szczęśliwym.

„Anastasi. Krasnal, który stał się gigantem” to nie jest autobiografia. To biografia, wyjątkowa biografia opowiadająca historię trenera  w nieszablonowej, nieschematycznej formie. Adelio Pistelli przeprowadził prostą, a zarazem wciągającą rozmowę z Anastasim. Człowiekiem, który konsekwentnie i uparcie, ale jednocześnie z pasją budował podstawę swoich triumfów.

Biografia to przegląd barwnego życia Anastasiego, choć o początkach jego kariery dowiadujemy się ze słów pierwszego trenera, Carlo Morettiego. W kolejnych rozdziałach już sam Andrea opowiada nam o swojej rodzinie, przyjaciołach, spotkaniu z Papieżem. Wspólnie z nim przeżywamy pierwsze kroki w Parmie, rozterki związane z dalszą karierą zawodniczą. Nie brakuje także momentów wesołych jak na przykład zdobycie Pucharu Konfederacji (trzy razy: w 1983, 1986 i 1991 roku). Za sprawą Pistelliego, Anastasi prowadzi nas także przez etap trenerski, na którym w dużej mierze się skoncentrowano. Najpierw kluby z Serie B, przez zespoły z Serie A, aż po reprezentację narodową, którą objął dość niespodziewanie będąc młodym szkoleniowcem. Anastasi prócz Włochów trenował także reprezentację Hiszpanii, z którą osiągnął historyczny sukces (mistrzostwo Europy w 2007 roku). Oczywiście, co najistotniejsze dla polskiego czytelnika - w biografii jest też kilka stron o objęciu reprezentacji Polski i pierwszych wrażeniach z pobytu w naszym kraju.

Książka jest bogato zdobiona wyjątkowymi ilustracjami. Pod względem graficznym prezentuje się doskonale. Za sprawą fotografii możemy być jeszcze bliżej trenera, jeszcze bardziej możemy go poznać i jeszcze mocniej zbudować z nim silną, emocjonalną więź. Szata graficzna to majstersztyk. Można tę pozycję odbierać jako album biograficzny. Bardzo dobrym pomysłem są wstawki i anegdoty osób, które miały kontakt z „małym wielkim trenerem”. Wypowiedzi Andrei Gardiniego, Rafaela Pascuala czy osób ze Sky Sportu, kiedy Anastasi parał się dziennikarstwem pozwalają spojrzeć na niektóre wydarzenia pod innym kątem. To spory atut, bowiem dzięki temu poznajemy niektóre rzeczy historie bardziej szczegółowo, ponieważ w samej biografii nie wszystko opowiedziane jest dokładnie. Nad tą materią można było popracować, gdyż o niektórych sprawach (naprawdę ciekawych) tylko napomknięto. W polskiej wersji biografia Anastasiego za sprawą wydawcy została uzupełniona o kilka dodatkowych elementów, które przybliżają współpracę „krasnala” z reprezentacją polski. Kilka słów wstępu napisali Prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, menedżer Jakub Malke czy Sebastian Świderski. Natomiast książka kończy się epilogiem Ryszarda Boska, który w latach 90. XX wieku miał okazję poznać szkoleniowca z Półwyspu Apenińskiego. Bosek zdradza kulisy powstania projektu pt. ,,Anastasi w Polsce” opowiada także o współpracy Włocha z polską ekipą aż do zwycięstwa w Lidze Światowej 2012.

Ponadto mniej zainteresowani fani mogą mieć problemy z kojarzeniem niektórych osób i faktów, co powoduje, że trzeba też mocno skupić się na czytaniu każdej strony. Mimo tego, czyta się ją szybko i przyjemnie. Widać również postęp jeśli chodzi o liczbę błędów, w całej książce znalazłem tylko jedną literówkę.

Kilka cytatów z książki:

„To były szczególne dwa miesiące dla mnie, trenera i zawodnika, trudne i szalone zarazem, ale podniecające. Dzięki tej nieoczekiwanej przygodzie szkoleniowej wewnątrz mnie zaczęła dojrzewać myśl o przyszłej karierze trenera siatkówki. Była chyba zapisana w moim DNA.”

„W mojej torbie podróżnej nie było niczego, co mogłoby przywoływać cokolwiek sprzed podroży do Madrytu, żadnej „włoszczyzny”. Potem przyszedł dzień mojej prezentacji. Sala była wypełniona po brzegi. Kiedy ktoś odczytywał wszystkie moje osiągnięcia z reprezentacją Włoch, ja rozglądałem się wokół u zrozumiałem, że z moją osobą związane są szczególne oczekiwania. Patrzyli na mnie jak na Marsjanina.”

„W przeddzień tego trudnego i podniecającego wyzwania przeciw Świderskiemu i jego partnerom, przez przesąd nie zaniosłem ubrania do pralni. Niemal wszyscy skazywali nas na porażkę, mieliśmy szykować sprzęt i bagaże do podróży powrotnej. A tymczasem, wbrew temu, dzięki znakomitej postawie mentalnej i utrzymaniu jakości gry, zagramy w półfinale.”

„Jesteśmy szczęśliwi, całe środowisko siatkarskie jest szczęśliwe. Zdajemy sobie z tego sprawę po powrocie do Warszawy. Na lotnisku czekają na nas setki kibiców. Tłumy witają nas gorąco – proszą o zdjęcia i autografy. Jesteśmy zmuszeni zatrzymywać się wobec gorących uczuć, które okazują nam fani. To kolejny wspaniały przykład ciepła i miłości Polaków dla ich reprezentacji i siatkówki.”


Dla polskich fanów siatkówki to pozycja, po którą warto sięgnąć. Czy nie lepiej wiedzieć więcej o stwórcy nowej reprezentacji Polski. O wyjątkowym człowieku, który jeszcze przez kilka najbliższych lat będzie towarzyszył polskim siatkarzom i doprowadzi ich, nie może być inaczej, do kolejnych triumfów.  Po przeczytaniu tej książki jestem zadowolony,  ale pozostaje niedosyt. Nie pragnę taniej sensacji, jestem natomiast żądny szczegółów, które dodały odrobiny pikanterii biografii. Tych zabrakło, choć przepiękne zdjęcia wynagradzają wiele.

Moja ocena: 4/5

„Anastasi. Krasnal, który stał się gigantem”, Adelio Pistelli (epilog Ryszard Bosek), Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012


Za  możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję:

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Michał Kądzioła atrakcyjny... marketingowo?

Czołem czytelnicy! W redakcji sportowej mawiamy, że mamy teraz sezon ogórkowy, a gdy dodamy do tego, że najważniejsza impreza czterolecia dobiegła końca to w sporcie trochę pustawo, a tym bardziej dla kogoś, kto szuka tematu do dyskusji i chciałby wtrącić trzy grosze do kontrowersyjnej sprawy. Takowej nie ma, więc zajmę się wydarzeniem, a właściwie postacią, która w ciągu ostatnich kilku dni zrobiła prawdziwą furorę wśród kibiców.

Michał Kądzioła. Siatkarz plażowy, jeden z najlepszych w Polsce. Kibice prócz doskonałych wyników sportowych osiąganych wspólnie z Jakubem Szałankiewiczem kojarzą go z utworem "cztery osiemnastki" i tańcami po wygranym meczu, szczególnie gdy te odnoszone są na polskich plażach, czyt. w Starych Jabłonkach.

W tym roku po raz kolejny w Starych Jabłonkach odbył się World Tour wśród, których nie zabrakło także  Michała Kądzioły i Jakuba Szałankiewicza. Polscy siatkarze przegrali w 1/8, ale Michał został do końca trwania turnieju i zaprezentował swoje kolejne możliwości.


Na filmiku Kądzioła wspólnie z Michałem Makowskim odważyli się zatańczyć przed publicznością. Panowie doskonale zabawiali fanów samemu bawiąc się fantastycznie. Lansując przy okazji utwór disco polo zespołu Weekend - "Ona tańczy dla mnie".


Na koniec uraczę Was jeszcze jednym filmikiem i przejdę do meritum dzisiejszego wpisu.


Nie mam wątpliwości, że tymi wyczynami Michał podbił serca kibiców. Nie od dziś wiadomo, że kibice to doskonali konsumenci, więc drodzy przedsiębiorcy i  firmy brać Kądziołę do reklamy, bo z tego mogą być tylko same korzyści.

Nie znam go osobiście, jednak po takich spontanicznych zachowaniach pierwsze, co rzuca się w oczy to ogromny dystans Michała do samego siebie. Pewność siebie i bijąca ze 193 cm ciała otwartość. Ten człowiek ma charyzmę, potrafi porwać tłumy do zabawy. Ponadto ma poczucie rytmu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że jest atrakcyjny... fizycznie, wysoki, opalony, dobrze zbudowany ze szczerym uśmiechem od ucha do ucha. Idealnie do reklamy kosmetyków czy pasty do zębów, białe zęby są wręcz powalające. Szczerze zazdroszczę! Mógłby także reklamować rzeczy oczywiste, czyli produkty izotoniczne czy mleczne.

Michał to wciąż młody sportowiec, ale już odnoszący spore sukcesy sportowe. Michał podobnie zresztą jak cała dyscyplina w Polsce bardzo szybko się rozwija. Plażówka jest już dobrym produktem marketingowym. Z polskim zawodnikem może być podobnie. Naturalne jest, że prócz osiągnięć na polu stricte zawodowym, sportowiec musi mieć to coś, co porwie tłumy.

Podstawę do stworzenia i utrzymania pozytywnego wizerunku Kądzioła ma. Akceptuje siebie, ma wiarę w swoje umiejętności, czuje się pewnie na boisku i poza nim. To przekłada się na zachowanie i stosunek do innych. Ma pozytywne nastawienie do siebie, więcej energii i entuzjazmu, co owocuje otwartością i śmiałością w relacjach z ludźmi.

Nie wiem na ile, te mazurskie atrakcje były młodzieńczą fantazją podyktowaną spontanicznością, a ile było w niej zabiegu marketingowego, niezaprzeczalny jest jednak fakt, iż Kądzioła dostrzegł możliwości, jakie daje konsekwentna praca nad medialnym wizerunkiem. Co nie jest takie oczywiste, zważywszy iż sportowcy muszą trenować bądź skupiają się na poszukiwaniu środków finansowych. Wydaje się, że polski plażowicz posiada pewne predyspozycje. Zaangażowanie, poświęcenie czasu na kontakty z kibicami na portalach społecznościowych czy przez stronę internetową (choć ostatnio dawno aktualizowana); aktywność prowadzona w sposób zaplanowany, konsekwentny, wiarygodny, wywołujący takie emocje, by fani mogli się z nim utożsamiać jest doskonałym preludium do budowy wizerunku.

Ewa Jerzyk autorka publikacji Celebryci Sportu wyróżniła kilka elementów, które składają się na wizerunek sportowca jako produktu marketingowego m.in:
– umiejętności komunikowania się (werbalnego, niewerbalnego, sztuka rozmowy, publiczne prezentacje)  i wygląd zewnętrzny,
– profil osobisty (wiek, płeć, wykształcenie, osobowość, styl życia),
– osiągnięcia sportowe,
– bezpośrednie otoczenie (rodzina, opiekunowie),
– dyscyplina sportu i jej postrzeganie w opinii społecznej.

Wszystkie te uwarunkowania sprzyjają Kądziole. Potrafi się wysłowić, nie boi się kamery, lekkość i łatwość mówienia. Styl życia godny sportowca - nie słyszymy o libacjach alkoholowych czy dopingu, podobnie jeśli chodzi o postrzeganie siatkówki plażowej, która jest uczciwa, a wśród badanych ARC Rynku i Opinii kojarzona jest z rozrywką, sportem i sympatią.

Nie mam wątpliwości, że Michał Kądzioła to marketingowy potencjał. Kto go dostrzeże w najbliższym czasie? Mam nadzieję, że ktoś się znajdzie, zważywszy, że rynek celebrity endorsement wsród sportowców z roku na rok w naszym kraju rośnie w szybkim tempie.

A Wy? W jakiej reklamie widzielibyście Michała?

Fot. s-w-o.pl

czwartek, 16 sierpnia 2012

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa - O igrzyskach w Londynie słów kilka

Rację miał Johann Wolfgang von Goethe pisząc te słowa. Słowa, które jak najbardziej są aktualne do tego co dzieje się w polskim sporcie. Kto nie idzie do przodu, ten się cofa. My nie idziemy do przodu, trzecie igrzyska kończymy z dorobkiem 10 medali, jednak tym razem są to medale niższej jakości, bowiem tylko dwa złote.

Byłem optymistą przed startami Polaków w Londynie. Zakładałem dużo większą ilość krążków ponadto liczyłem na niespodzianki, miłe niespodzianki bo tych przykrych było co nie miara. Postanowiłem jednak nie wytykać i nie pisać o wszystkich polskich rozczarowaniach. Co zrobić, aby ich uniknąć? Mądre głowy już zaczęły się nad tym zastanawiać, ale szczerze mówiąc tak dzieje się już od 2004 roku i dotychczas nikt nie znalazł skutecznego leku. Wiele osób podnosi larum mówiąc o powszechności sportu w społeczeństwie. Ok. Pełna zgoda. Krew mnie jednak zalewa, kiedy słyszę, że wszystkiemu winni są rodzice i zwolnienia lekarskie. Dzieci nie ćwiczą na w-f. To po co, ich zmuszać skoro z tych i tak nie będzie przyszłych mistrzów. Denerwuje się, bo znam ten przykład z autopsji. Chciałem ćwiczyć i byłem aktywny na zajęciach, w podstawówce biegałem dość szybko na sześćdziesiątkę, w dal też trochę skakałem. Ale nikt z tym nic nie zrobił, nikt się nie zainteresował, nie zachęcił. Szczytem jednak okazało się, to co stało się w gimnazjum. Przychodzę na trening siatkarski (może zrobiłem błąd, że nie z rodzicami a z kolegami, ale przecież byłem typem nastolatka. Wszystko załatwię sam), czekam aż przyjdzie "szanowny pan trener". Przyszedł spojrzał na mnie i powiedział: "Przyjdź jak będziesz miał 1,80", wtedy poćwiczysz". Do tej pory nie mogę przyjść do tego pana, bo 1,80 cm nie mam. I to powinno mniej więcej zobrazować jak to wygląda. O moich uczuciach pisać nie będę i o tym jak na pewien czas, ten ktoś zrujnował moje marzenia, plany, a siatkówkę musiałem odłożyć na dalszy plan. Nie twierdzę, że zostałbym gwiazdą, pewnie nie. Ale mój siatkarski rozwój został skutecznie opóźniony o kilka lat i teraz tak na prawdę mogę tułać się po trzecich ligach. Tak to właśnie wygląda. Nie ma zachęty, nie ma żadnego zainteresowania. Podkreśla się zbudowanie szerokich podstaw, ale jeśli tak się traktuje ludzi chcących uprawiać sport, to nie mam pytań. Inna sprawa to ilość klubów sportowych i ich finansowe problemy. W moim rodzinnym mieści można trenować piłkę nożną, siatkówkę, od niedawna szczypiorniaka, kajaki, coś tam z lekkiej i smocze łodzie. Wybór niewielki. Oczywiście to tylko jedna strona medalu, stanę jednak w obronie młodzieży i ich rodziców. Najlepiej zwalić na coś, nad czym nie można zapanować i okiełznać. Przecież nikt nie zmusi rodziców i dzieci do uprawiania sportu. Jednak trzeba mieć go gdzie uprawiać, hali nie ma, a jak są to zamknięte. Boiska były, a teraz w ich miejscach są bloki mieszkalne. A Orliki? Są i działają, gra się fajnie. Jak wykonasz rezerwacje trzy miesiące przed terminem grania. Bądź wyglądasz tak jak Pudzian to na boisko wejdziesz i pograsz. Taka to jest prawda.

Trochę się rozpisałem, a miało być o rzeczach przyjemnych i zaskakujących.

Spróbuję skupić się na najprzyjemniejszych wydarzeniach, które będę mieć w pamięci w szufladce Londyn 2012.

Zacznę od momentów mało polskich. Szczególne postacie tych igrzysk. Michael Phelps. Jestem pod ogromnym wrażeniem Amerykanina, fantastyczny sportowiec. Odchodzi w glorii chwały i takiego go zapamiętam. Cudownie było mieć okazję oglądać go co prawda tylko na szklanych ekranie, ale to i tak wielkie przeżycie. Były pływak już zaczyna czerpać z życia. Poniżej fotka z sesji Louisa Vuittona.Olimpijczyk wszech czasów z olimpijką wszech czasów, czyli Phelps z 77-letnią Łarysą Łatyniną, uznawaną za najwybitniejszą gimnastyczkę w historii.Trzeba przyznać, że trzyma się kobita!
Fot. tvn24.pl
Z pływalni wyniosę również kilka pytań, na które na razie nie ma odpowiedzi. Sprawczynią zamieszania okazała się 16-letnia pływaczka Ye Shiwen. Chinka wygrała, a ostatnią fazę wyścigu na 400 metrów stylem dowolnym  zawodniczka popłynęła szybciej niż zdobywca złota na tym samym dystansie wśród mężczyzn Ryan Lochte. Czy jesteśmy świadkami stosowania dopingu genetycznego? Za młoda na sukces? Ależ skąd! Zaledwie 15-letnia letnia Litwinka Ruta Meilutyte została mistrzynią olimpijską w pływaniu w stylu klasycznym. Można? Można!

Usain Bolt. Showman i profesjonalista. Człowiek, który porywa tłumy zarówno na stadionie jak i przed telewizorem. Genialna postać lekkiej atletyki. Ekscentryk z Jamajki, który także przeszedł do historii.
Ponadto rekordy ze stadionu olimpijskiego, sztafety jamajskich sprinterów, rekord Rudishy na 800 metrów. Zamieszanie w konkursie rzutu młotem pań i wykłócanie się Betty Heidler o brązowy medal.
Upadek carycy tyczki. Isinbajewa nie zdobyła trzeciego z rzędu złota.
Fot. bbc.co.uk
I siatkarze. Rosji i Brazylii. Za piękny finał, za iście szatański pomysł Władimira Alekny. Za mecz życia Muserskiego. Za pożegnanie ze złotem Tietuchina. Za walkę i oddanie reprezentacji, za niezwykłe zachowania na parkiecie i po za nim dla Giby, Sergio i Rodrigao. Odchodzą wielcy gracze z parkietów siatkarskich. W Londynie skończyła się i to już definitywnie pewna era w tej dyscyplinie.

I coś z tenisowych kortów, tam też sporo się działo. Były wydarzenia, które mnie zachwyciły. Serena Williams podwójną mistrzynią olimpijską. Miło oglądało się jej grę, czy najlepszej tenisistki w historii? Chyba tak! Niewątpliwie najlepszym tenisistą w historii jest Roger Federer, ikona męskiego tenisa bez złota w singlu. Nie udało się wygrać. Pogromcą okazał się ten, z którym dotychczas nie miał problemów, ten który sprawił wielką radość Brytyjczykom. Po wielu, wielu latach Brytyjczyk wygrał na Wimbledonie. Andy Murray nie wygrał Wielkiego Szlema, ale wygrał złoto na igrzyskach. Złoto, który także otwiera nową kartę w dziejach tenisa.

Polskie akcenty. Zapamiętam wszystkich medalistów: Tomka Majewska, Adriana Zielińskiego, Sylwię Bogacką, Anitę Włodarczyk, Fularczyk i Michalską, Konieczną i Naję, Miarczyńskiego i Klepacką, Bartka Bonka i Damiana Janikowskiego.

Niewiele będę musiał pamiętać, bo medali więcej nie było. Nie obyło się jednak bez afer. W Pekinie był wielki dym w szermierce, teraz zamieszanie z antypolską chorążą. Na szczęście dzisiaj Agnieszka Radwańska wydała oświadczenie w tej sprawie i mam nadzieję, że do sprawy już nikt nie będzie wracał. Interesujmy się i chwalmy zwycięzców i im poświęcajmy miejsca na łamach mediów. Zasługują na to, co zresztą podkreśla Isia.

Dziękuję za uwagę!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Goodbye London. To już koniec (18)

To już ostatni tak zatytułowany wpis na blogu. 12 sierpnia 2012 był ostatnim dniem Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Tradycyjnie już mieliśmy okazję oglądać ceremonię zamknięcia. W defiladzie kończącej zmagania brali udział Polacy, ale ich nie widziałem i ich nie pokazywali. Później podczas koncertu Michaela było widać polską flagę. Natomiast chorążym był Michał Jeliński wioślarz i mistrz olimpijski z ... Pekinu. Trochę to było dla mnie dziwne, ale nie było to dla mnie istotne w tej ceremonii.

Najistotniejszy był dla mnie występ Spice Girls. Może i ktoś uzna mnie za wariata, ale gdy dowiedziałem się, że Spicetki będą na ceremonii zamknięcia wyczekiwałem tego momentu, kiedy się pojawią!

I doczekałem się. Po czterech latach znowu razem. To było coś niesamowitego! Panie wystąpiły na dach taksówek. . Reaktywacja była udana. Szkoda tylko, że tak krótko to trwało. Spice Girls wykonały  dwa utwory "Wannabe" i "Spice up your life". Fajnie było je znowu zobaczyć i usłyszeć. Ceremonia zamknięcia była prawdziwym muzycznym spektaklem i każdy znalazł coś dla siebie. Organizatorzy sprezentowali na koncert z najlepszymi gwiazdami.

Fot.  STEFAN WERMUTH REUTERS
Był George Michael, zaśpiewał zespół Take That. Twórcy w niesamowity sposób oddali hołd Freddiemu Mercury'emu. Ponadto utwory zespołów  The Beatles, Pet Shop Boys i Pink Floyd. Nieźle, nieźle byłem pod wrażeniem, że Brytyjczykom udało się namówić gwiazdy na takie przedsięwzięcie. Sporą reklamę zrobili natomiast młodemu boysbandowi czyli zespołowi One Direction, choć utwór "What makes you beautiful" słyszalny był na każdej olimpijskiej arenie, dlatego ci młodzi chłopcy zasłużyli sobie na taki występ. Bądź co bądź to już nowa historia brytyjskiej muzyki pop.

Muszę powiedzieć, że banan na twarzy pojawił się również, w momentach kiedy realizator pokazywał bawiących się sportowców. Miło było widzieć zadowolone twarze, radujących się wspólnie różnych nacji.

Igrzyska oficjalnie zamknął Jacques Rogge. Znicz olimpijski zgasł, uroczystość zapalenia już za dwa lata w Soczi.

PS. To był wyczerpujący dla mnie czas. Robię sobie krótką przerwę, tj. jakieś trzy-cztery dni. Powrócę z podsumowaniem występów Polaków, oceną i wydarzeniami, które utkwią mi w pamięci w szufladce Londyn 2012.

Goodbye London!
Fot. AFP

niedziela, 12 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Ostatni dzień to nie polski dzień (17)

Już niewiele pozostało do zakończenie 30 Igrzysk Olimpijskich. Igrzyska w Londynie miały być szczęśliwe dla Polski, a ostatni dzień miał być wielką radością Polaków. Dziś nasi siatkarze mieli walczyć o medal, mieli udanie zakończyć występy polskiej reprezentacji w Londynie. Nic z tego. Niemal pewne jest, że ze stolicy Wielkiej Brytanii wrócimy tylko z 10 medalami. Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas, także na łamach bloga.

Jednak krew mnie zalewała oglądając mecz Bułgarów z Włochami i ostatecznej radości siatkarzy z Półwyspu Apenińskiego, którzy zdobyli brąz. Echh. Nie tak miało być, nie tak...

Nie mogłem doczekać się igrzysk, w końcu długo się na nie czeka. Ale wraz z odpadnięciem siatkarzy emocje opadły to już nie to. Nie to, że skończyły się dla mnie po porażce z Rosją, ale budowały mój optymizm i nadzieję, bo innych rozczarowujących występach. Tak pozostaje się łudzić, że w Rio będzie lepiej...

Jestem ciekaw, kto będzie dzierżył polską flagę na zakończenie igrzysk.W Pekinie był Tomasz Majewski. Kulomiot jest już w kraju, więc z pewnością nie on. Nie wiem czy jest Adrian Zieliński, jeśli nie to kandydatka jest jedna. Anita Włodarczyk!

Fot. AG

sobota, 11 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Srebrna Anita! 10 medali i więcej nie będzie? (16)

Anita Włodarczyk wicemistrzynią olimpijską. Tym razem złota nie udała się zdobyć, ale najważniejsza rzecz jest taka, że Polka zamierza startować do Rio, więc szanse na złoto są.

Medal olimpijski to medal olimpijski to wielki sukces, Anita Włodarczyk mimo, że zdobyła srebro miała apetyt na złoto i co więcej potrafił to otwarcie powiedzieć i stwierdzić, że będzie za 4 lata walczyć o krążek z najcenniejszego kruszcu. Niewielu było sportowców, którzy choć zdobyli medal nie byli zadowoleni ze swojego startu. Anita przeogromnie się z tego cieszyła, ale sportowa złość to jest to czego nam brakowało. Za taką postawę należą się brawa.

Druga z naszych medalowych okazji Marta Walczykiewicz uplasowała się na 5 miejscu. Nie tak to miało być. O czym zresztą mówiła sama zawodniczka. Polska kajakarka przepraszała również na antenie, za taki występ. Z mojej strony nie ma za co przepraszać i się kajać. Od razu przypomniała mi się polska pięściarka Karolina Michalczuk, która również ze łzami w oczach przepraszała wszystkich. I mam mieszane uczucia, to takich wydarzeń. Z jednej strony niby okej, są załamane i rozczarowane. Emocje są duże.  Jakoś tak te zdania nie składnie mi wyszły, ale mam nadzieję, że zrozumiecie o co chodzi. :) Z drugiej strony przeprasza się, wtedy jeśli coś się zrobiło źle. Czyli Polki jednak nie zrobiły wszystkiego na 100%? Tego nie wiem, choć taka postawa może zastanawiać.

Fot. Sport.pl

piątek, 10 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Mistrzyni podąży śladem Mistrzyni? Oby! (15)

Przed rozpoczęciem igrzysk byłem optymistą. Teraz nie jest już tak kolorowo, choć na podsumowanie występów w Londynie przyjdzie jeszcze czas. To wydaje się, że liczba 10 medali będzie sukcesem i tyle, chyba będzie trzeba zdobyć. Aby nie było jednak gorzej niż w Antenach i w Pekinie, potrzebujemy zdobyć jeden medal, ale ten z najcenniejszą kruszcu. Potrzebujemy złotego medalu.

Szans nie ma za wiele, właściwie są dwie. I to prawdopodobnie kobiety uratują honor polskiej reprezentacji.
Marta Walczykiewicz powalczy jutro, choć łatwo nie będzie co zresztą udowodnił jak kolega Siemionowski, który był kandydatem do medalu, a nawet się do niego nie dostał.

Jest jednak kobieta, która ma ogromną szansę, a pomagać jej w zdobyciu złoto będzie inna mistrzyni. Anita Włodarczyk wystąpi dziś w finale rzutu młotem (Polka wygrała eliminacje). Występ szczególny, bowiem nasza młociarka konkurs rozegra w rękawiczce i butach Kamili Skolimowskiej. Nieodżałowanej mistrzyni olimpijskiej z Sydney, właśnie w tej konkurencji. Kamila zmarła w 2009 roku, i od tej chwili czuwa nad naszą drugą mistrzynią na razie tylko świata, Anitą.

Dotychczas talizmany okazywały się szczęśliwie. Oby w Londynie było podobnie.

Fot. Przegląd Sportowy

czwartek, 9 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Marzenia się spełniają..., ale nie nasze. Siatkarze za burtą! (14)

Łatwo nie jest pisać w takiej chwili, ale chyba można było się do tego przygotować, bo igrzyska w Londynie w wykonaniu siatkarzy nie był dobre. Teraz to wiemy. Porażka z Bułgarią nie była przypadkiem, klęska z Australią również, do tego męki z gospodarzami. Zwycięstwo z Włochami i Argentyną, jednak te dwie drużyny podobnie jak Polacy grają/grali nierówno. To widać było gołym okiem.

Teraz można powiedzieć, trener Anastasi popełnił błąd, cel nie został zrealizowany. Nie szukam kozła ofiarnego, ale to Włoch odpowiada za przygotowanie, a forma naszego zespołu przyszła za szybko. Nasi siatkarze byli zmęczeni sezonem, gra jednym składem od początku tego roku nie zdała egzaminu. Polacy oddychali rękawami i grali ostatnim tchnieniem.

Psychika na pewno odegrała jakąś rolę w poczynaniach naszych zawodników. Czy po LŚ uwierzyli, że są najlepsi i nie do pokonania. Tego nie wiem i trudno to raczej stwierdzić. Prawdą jest jednak, fakt: jeśli ktoś jest mocny fizycznie to i psychicznie - koniec i kropka. Z drugiej strony w szóstce było tylko trzech zawodników, którzy grali na olimpiadzie, pozostali nie. Dlatego stres, nerwy musiały być większe, a po tak fantastycznej grze w LŚ z pewnością, bowiem oczekiwania wobec naszego zespołu wzrosły.

Kolejna sprawa decyzje personalne. A właściwie inaczej, reakcja trenera Anastasiego w ostatnim meczu, w ostatnim secie. Zastanawiam się dlaczego nie zdecydował się na zmiany. Paru zawodnikom na pewno by się ona przydała. Czy by pomogły? Nie wiem. Rosjanie grali bardzo dobrze, lepiej od nas i tyle powinno wystarczyć. My jednak nie spróbowaliśmy odwrócić losów meczu.

Mam nadzieję, że trener Anastasi przedstawi jakiś raport z tych przygotowań i powie coś więcej, niż po przegranym meczu z Australią, że nie wie co się stało. Szkoleniowiec powinien wiedzieć, co sie stało. I wydaje mi się, że po tej porażce z Kangurami, Włoch doskonale wiedział co się wydarzyło. Wnioskuję tak po zachowaniu w starciu z Rosją. Trener był pogodzony z porażką, reagował ospale, bez emocji przeczuwając co się wydarzy.

Mimo porażki pozostaje kibicem, bo jestem nim na dobre i na złe. Każdą porażkę trzeba jednak rozliczyć i zastanowić się co można poprawić by przyszłości można tego uniknąć.

Chcę wierzyć, że ta ćwierćfinałowa porażka to był sprawdzian. Sprawdzian dla siatkarzy, ale i dla nas kibiców, dla tych z krwi i kości, nie sezonowych. Ci prawdziwi pozostaną i nadal będą wspierać naszą ekipę. W Rio będzie lepiej.

Fot. SportoweFakty.pl

środa, 8 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Siatkarze do boju! Poprawcie nastroje (13)

Ech. Mimo, że wczoraj to nie był dla nas zły dzień a przede wszystkim nie dla Zosi Klepackiej i Przemka Miarczyńskiego, którzy zdobyli brązowe medale w klasie RS:X. Wielkie gratulacje dla naszych zawodników, bo na medale w windsurfingu liczyliśmy. Łatwo nie było, ale żaglarze stanęli na wysokości zadania i zapisali się w historii tej dyscypliny, bowiem w Rio tej deski już nie będzie.

Godzina zero to godzina 20:30 wielki bój o ćwierćfinał. Polska kontra Rosja. Oby polscy siatkarze poprawili nastrój, bo jakoś popadłem w marazm. Dziś mam ten słabszy dzień i nic więcej nie jestem w stanie wydusić. Ładuję akumulatory na wieczór. Do boju!

wtorek, 7 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Porażka, Brąz, Porażka, Brąz i Klęska (12)

Tak wyglądał poniedziałkowy wieczór w polskim wydaniu. Huśtawka nastrojów, z euforii po rozpacz i z powrotem uśmiech i znowu łzy.

Mimo zdobytych dwóch brązowych medali, można jednak mówić, że poniedziałek to nie był nasz dzień w Londynie. Szczęśliwie to się skończyło, ale apetyty kibiców i przede wszystkim tych sportowców, którzy nie wykorzystali szansy były duże, bardzo duże.

O naszym zapaśniku Janikowskim już pisałem. Choć cieszył się jak dziecko z brązowego medalu, to złoto było w jego zasięgu, mógł stanąć na najwyższym stopniu podium. Jestem ciekaw czy brąz sprawi, że Damian będzie jeszcze uprawiał zapasy i w Rio sięgnie po złoto czy zdecyduje się na starty w MMA.

Fot. sfgate.com
Anna Rogowska. Polka dała ciała. Bez różnicy czy była w swojej optymalnej formie czy nie, ale wysokość 4,45 m należało po prostu zaliczyć. Nie wymagałem od Polki medalu, ale zerówka w finale olimpijskim chluby nie przynosi...

Porażka. Z mistrzami świata wstydu nie przynosi, ale gdy ma się piłkę meczową, to sytuacja wygląda już zgoła inaczej. Gdzie bić mistrzów jak nie na najważniejszej imprezie sezonu? Fijałek/Prudel byli o krok od wejścia do historii i sprawienia niespodzianki. Niestety niespodzianki nie dla nas...

Może ktoś się zdziwi, dlaczego niespodzianki nie dla nas? Przecież Bartłomiej Bonk takową sprawił w podnoszeniu ciężarów, niestety kosztem innego Polaka, który miał dźwignąć złoto. Nie będę jednak pastwił się nad Marcinem Dołęgą. Jest mi go nadzwyczajnej w świecie szkoda. Napiszę tylko tyle, że ponownie ktoś popełnił błąd, Polak mając taką przewagę nie musiał zaczynać od 190 kg, mógł zaliczyć 185 kg w pierwszej, a potem szaleć i podnosić 200 czy 220. Przecież tyle podnosił... na treningach. Treningi to nie zawody. Dołęgą był zbyt pewny siebie, aaa przecież miałem sobie darować.
Fot. tokfom.pl
Dziś nasi żeglarze z klasy RS:X. Oby z medalami, po moje typy już się nie sprawdzają. Chciałbym mieć przyzwoitą statystykę :)

Polscy siatkarze grają z Rosją. I tyle w tym temacie. Na podsumowanie ich występów przyjdzie jeszcze czas.

Afery pt. Antyolimpijska Radwańska trwa dalej. Teraz głos zabrał Marek Kolbowicz, złoty medalista z Pekinu z 2008 roku. Członek utytułowanej polskiej czwórki podwójnej (6. miejsce w Londynie) uważa, że krytyka płotkarza nie jest uzasadniona.

- Marek Plawgo "jedzie" po Agnieszce? Niech się schowa w buty. Marku, ile miałeś biegów, które ci nie wyszły? Zawsze dbałeś o zdrowie? Ilu kontuzji mogłeś w swojej karierze uniknąć? - zwraca się do Plawgi Kolbowicz na łamach "Przeglądu Sportowego".

- Cóż, my zawsze tylko linczujemy. Tymczasem w życiu kobiety tak jest, że czasami wychodzi dramat. Szczególnie w takim meczu, gdy decyduje kilka piłek w jedną czy drugą stronę. Ty wiesz, ja wiem, wszyscy wiemy - dodaje mistrz olimpijski.

 Ot, takie polskie piekiełko.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Dzień niewykorzystanych szans? (11)

Echh. A zapowiadał się taki piękny dzień, ale jak na razie nic z tego. Polscy siatkarze po raz kolejny przegrali, ale o ile porażka z Bułgarią miała być wypadkiem przy pracy to na klęską z Australią wytłumaczenia nie ma... O samym meczu pisać nie będę, bo nie mam ochoty i przede wszystkim sensu.

Jednak ta porażka stawia, co mnie martwi, że polscy siatkarze w dobrej formie na igrzyskach nie są. Do takiej tezy przekonują mnie wyniki nie tylko naszej ekipy, ale też to co robią Bułgarzy z Włochami. Wygraliśmy z Italią, która nie jest w najwyżej formie, potem z rewelacyjną Bułgarią, wygrana z Argentyną, która gra nierówno, męczarnie z Brytyjczykami i na koniec porażka z Australią. To nie napawa optymizmem, tak jak gra naszej drużyny. Niestety obawy po fazie grupowej wzrosły.  Był olimpijski spokój, ale teraz będzie nerwowe wyczekiwanie do ćwierćfinałowego spotkania. Boję się, oby Polacy rzeczywiście nie uwierzyli, że są najlepsi, a rywale już na sam widok wywieszali białą flagę. Nie ma co jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, mądrzejsi będziemy za dwa dni i nie ważne, kto będzie w ćwierćfinale, bo jeśli chce się zdobyć medal, to i tak trzeba wygrać ćwierćfinał.

Zawiedli siatkarze. Niedosyt mam i pewnie nie tylko ja po walce naszych zapaśników, a w szczególności Damiana Janikowskiego. Polak przebojowo i fantastycznie walczył nawet w półfinale. Niestety, znowu czegoś zabrakło, by stanąć na najwyższym podium. Polak przegrał w trzeciej rundzie, choć pierwszą wygrał, w drugiej niewiele zabrakło, w trzeciej również można było pokusić się o zwycięstwo. Dziwi mnie dlaczego, trenerzy w drugiej rundzie nie wzięli challengu. Nie znam się na zapasach, ale jeśli jest szansa to można było z niej skorzystać, Polak wykonał akcję, było trochę kontrowersji, kto wie może by się udało (przy okazji byłaby chwila odpoczynku). To już historia. Złoto nie dla nas. Janikowski będzie walczył o brąz. Szanse ma spore, bo moim zdaniem powinien walczyć o złoto. Zapowiadał się olimpijski triumf, ale tego w wykonaniu Janikowskiego nie będzie. Oczywiście brąz będzie sukcesem, ale zmarnowana szansa będzie się śniła biało-czerwonemu przez całe życie.

O brąz walczyć będzie także Łukasza Banak. Zapaśnik przegrał w ćwierćfinale, ale rywal dał mu drugą szansę, oby Polak wykorzystał okazję, i spowodował, że będę mógł zmienić tytuł tego postu.

Na deser jeszcze Rogowska , Dołęga i Fijałek/Prudel. Oby oni wykorzystali szansę...

Fot.boisko.pl

niedziela, 5 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Fenomen XXI wieku. Żegnaj Michaelu Phelpsie (10)

Wczorajszy dzień dla Polaków nie był zbyt szczególny i wyjątkowy i do historii z pewnością się nie zapisze. Polscy siatkarze wygrali z Wielką Brytanią w trzech setach, ale czy ktoś spodziewał się innego rezultatu? Potem zagrali dla nas Argentyńczycy wygrywając z Bułgarią 3:1, dzięki temu biało-czerwoni są na pierwszym miejscu w grupie.

Był jeden występ Polaka, który mnie mocno rozczarował, ale ma chłop szczęście, że ktoś inny potrafił to przyćmić.

Michael Phelps złotym medalem w olimpijskiej rywalizacji sztafet 4x100 m stylem zmiennym zakończył karierę. Fenomenalny pływak, człowiek i najlepszy olimpijczyk w historii. Multimedalista olimpijski - 22 medale (w tym 18 złotych, 2 srebrne i 2 brązowe). Świat oczarował w Pekinie zdobywając osiem medali. Teraz w Londynie, 4 sierpnia Amerykanin postanowił zakończyć karierę! Odchodzi w glorii chwały i takiego go zapamiętam. A być może jeszcze wróci? Kto wie?

Cieszę się, że dane było mi zobaczyć takiego pływaka w akcji, sportowca o którym głośno będzie jeszcze przez wiele, wiele lat. Jestem dumny z faktu, że mogłem podziwiać i oglądać w akcji pływaka wszech czasów. Marzę jednak, o tym by kiedyś spotkać się z nim na żywo, by zdradził mi sekret swoich sukcesów!

Dzięki!

Fot. AFP

sobota, 4 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Złoto do złota humor poprawia (9)

Tomasz Majewski i Adrian Zieliński. Co łączy obu panów? Złoto olimpijskie w Londynie, obaj zapisali się złotymi zgłoskami w annałach polskiego sportu. Piątek był polskim dniem w Londynie. Długo musieliśmy czekać na taką chwilę, na taki dzień w stolicy Wielkiej Brytanii. Warto przypomnieć, że wszystko zaczęło się od naszych pań Fularczyk/Michalska, które zdobyły brąz.

W stan prawdziwej euforii wprowadził Polaków Adrian Zieliński sztangista w kategorii do 85 kg. Emocje był wielkie, wręcz nieprawdopodobne, bowiem gdy biało-czerwony zakończył już swoją rywalizację na placu boju pozostało jeszcze dwóch przeciwników: Rosjanin i Irańczyk. Nerwowe wyczekiwanie i modły. Na szczęście obaj nie poradzili sobie z kilogramami na sztandze i to Polak mógł cieszyć się ze złota. Nie powiem, że zaklinałem rzeczywistość i mamrotałem pod nosem, aby rywalom się nie udało, aby nie podrzucili i aby spalili swoje próby. Udało się, było niespokojnie, ale skończyło się pięknie.
Fot. olimpiada.interia.pl
Prawdziwą klasę pokazał natomiast Tomasz Majewski, który obronił złoty medal sprzed 4 lat. To nieprawdopodobny wyczyn, choć początek nie należał do Polaka. Szalał Niemiec i nie wiele wskazywało na tak piękne zakończenie dnia, ale Majewski to fighter, to profesor. Człowiek, który walczy do końca i powalczył. To był dzień polskiego kulomiota, który w trzeciej próbie wyprzedził Niemca. Obawiałem się jednak, że ktoś Polaka wyprzedzi. Niemiec pokazał, że jest w formie, Amerykanie byli nieobliczalni. Nerwowe wyczekiwanie na ostatnie rzuty i radość po odpadnięciu kolejnych rywali. Aż do chwili niepewności do ostatniego rzutu Storla, było daleko... Na szczęście rzut spalony i mogłem podnieść ręce w geście triumfu, skoku w górę nie było, bowiem konkurs oglądałem już na stojąco i żwawo przebierałem nogami we wszystkie strony. Stan uniesienia i szał radości. Majewski obronił złoto! Po ostatniej, nieudanej próbie Niemca rozluźniony mistrz olimpijskie jeszcze raz wszedł w koło i pchnął kulę jeszcze dalej uzyskując rezultat 21,89 potwierdzając swoją wielkość. Mistrz, mistrz pchnięcie kulą jest z Polski!

Fot. gwizdek24.se.pl

piątek, 3 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Brąz rodził się w bólach. Najważniejsze, że mamy medal! (8)

Brawo! Nasze panie w dwójce wioślarskiej nie zawiodły. Duet Michalska/Fularczyk wywalczyły brązowy medal. To dopiero drugi medal dla Polski na tych igrzyskach. Sukces ten dosłownie zrodził się w bólach, bowiem Fularczyk przed wyścigiem zmagała się z kontuzją pleców. Taka postawą na igrzyskach się chwali i z tego trzeba być dumnym. Ambicja i  wola walki. Szacunek! Oby nasze panie dały sygnał do kolejnych medalowych zdobyczy, bo dziś sporo nas czeka.

Ciągle też możemy liczyć na naszych siatkarzy plażowych, którzy są już w ćwierćfinale. Połowa dzisiejszego dnia napawała sporym optymizmem, wieczór już jednak niekoniecznie. Li Qian  pokonała brązową medalistkę igrzysk w singlu Feng Tianwei 3:2 w setach w meczu olimpijskiego turnieju drużynowego tenisistek stołowych. Ostatecznie nasza drużyna przegrała, ale ten mecz pokazał, że nasza reprezentantka to światowa czołówka.

Niestety pojawił się już minus w lekkoatletyce. Paweł Fajdek miał być czarnym koniem, miał walczyć o medal, a nie awansował do finału. Spalił trzy próby w eliminacjach i marzenia o triumfie musi odłożyć na cztery lata. W Londynie nie rozbłysła nowa, polska gwiazda królowej sportu, musimy natomiast pożegnać ikonę polskiego sportu. Na torze wioślarskim zakończyła się pewna epoka, era dominatorów. Marek Kolbowicz z wioślarskiej czwórki podwójnej zapowiedział, że był to ostatni wyścig złotej osady z igrzysk olimpijskich w Pekinie. Dominatorzy na torze regatowym w podlondyńskim Eton zajęli w finale szóste miejsce. Coś się kończy, oby coś się zaczęło.

Nadal bez medalu na pływalni. Czerniak ósmy w finale setki motylkiem. Muszę przyznać, że dla mnie to rozczarowanie. Zakładałem, że zdobędzie medal. Nic z tego. Moja lista medalowych pozycji kurczy się Radwańska, Czerniak Polaczyk, Fajdek mieli stanąć na olimpijskim podium, może i staną, ale nie w Londynie. 

Jeszcze wczoraj miałem skomentować wyczyn na "Fejsbuku" Marka Plawgi, który skrytykował Agnieszkę Radwańską. Miałem dorzucić swoje trzy grosze, ale uznałem aby lekkoatleta i tenisistka załatwili tę sprawę między sobą. Ja może dorzucę tylko tyle, że Pana Marka to nawet w Londynie nie było więc...

czwartek, 2 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Marność w tenisie, marność w szermierce (7)

Tenis i szermierka w polskim wydaniu miały rozbłysnąć w Londynie i zmazać fatalną plamę z poprzednich igrzysk z 2008 roku. Krajobraz po igrzyskach w stolicy Wielkiej Brytanii jest jednak jeszcze gorszy, a o wrażeniu będziemy pamiętać jeszcze długo.

Nasi reprezentanci w obu tych dyscyplinach to najwięksi przegrani tych igrzysk. Jechali i deklarowali walkę o najwyższe trofea, a ich udział w turnieju skończył się, kiedy ten jeszcze na dobre się nie rozpoczął.

W tenisie mieliśmy najliczniejszą reprezentacją z gwiazdą tenisowych kortów, która notabene wygrała zaledwie jeden mecz w deblu z siostrą. Tenis w Londynie to porażka i wielki dramat. Wczoraj Agnieszka Radwańska miała trzecią szansę, by zaistnieć na Wimbledonie, ale nic z tego. Drugiej rakiecie świata forma odpłynęła. W mikście w parze z Matkowskim (który miał mieć dobre serwy, a to jego serwami biła Samantha Stosur to raz, a dwa czy Iśka nie wiedziała, że Matka na trawie grać nie lubi i nie potrafi. Liczyła na dobre rozstawienie, ale na nic to się zdało, co prawda dostali czwórkę, ale przegrali z mikstem nierozstawionym), dla mnie powinna wygrać Kubota, która na trawie gra o niebo lepiej. Dwójka singlistów, pokonała deblistkę i singlistkę jak dla mnie to wstyd, a nie powód do radości. Muszą być jednak gorzkie słowa, bo od Radwańskiej wymagano czegoś więcej. Jednak rzeczywiście rację mogą mieć Ci, którzy twierdzą, że gra w tenisie owszem, ale nie dla reprezentacji, bo pieniądze zarabia się na innych turniejach.

Na pewno takich pieniędzy nie ma w szermierce, co pewnie jest przyczyną tak słabych wyników, ale nie można zwalać wszystkiego na brak pieniędzy. Na szermierczych planszach wygraliśmy tylko dwa spotkania! W Pekinie nie było wcale lepiej, ale przez cztery lata nie uczyniliśmy postępu i za to ktoś powinien odpowiedzieć. Dlaczego przez cztery lata nie pojawiły się młode zawodniczki, tylko ciągle te same twarze: Gruchała, Wojtkowiak, Zawrotniak. Zero postępu, zero wyników i myślę, że czas dokładnie przyjrzeć się temu co dzieje się w Polskim Związku Szermierczym.

Marność nad marnościami, oby nie wszędzie ta marność.
Fot. wp.pl

środa, 1 sierpnia 2012

Szpilką w Igrzyska: Zmarnowana okazja pary Zięba/Mateusiak (6)

Ehhhhh. Miałem nadzieję na optymistyczny post, ale tradycji musiało stać się zadość. Dalej nikt z polskiej ekipy nie sprawił niespodzianki, choć para Zięba/Mateusiak miała niebywała szansę na zwycięstwo w badmintonie. Oj będą sobie Polacy pluć w brodę. W decydującej partii prowadzili 16:13 i mieli do dyspozycji swój serwis, ale to nie wystarczyło rywale z Chin nie dość, że doprowadzili do remisu do jeszcze objęła prowadzenie. Do była pierwsza niewykorzystana okazja, druga po krótkiej chwili, ponownie Polacy serwowali na wygranie meczu i ponownie przegrali, potem było już gorzej dwie ostatnie piłki dla rywali i sensacji nie było. Chińczycy w półfinale, a Mateusiak będzie miał spory niedosyt, bo to jemu należy przypisać niechlubne straty punktów.

A ja pytam dlaczego? Co się stało, co się zacięło i dlaczego tak doświadczony zawodnik popełnia tak prosty błąd, który ostatecznie odwrócił losy meczu. Chińczycy złapali wiatr w żagle, choć to polscy badmintoniści byli w dogodnej sytuacji, ale psychika zawiodła. Umiejętności nasza para ma spore, więc zabrakło zimnej głowy.

Nie wiem czy na co dzień w badmintonie jest psycholog, ale na na samych igrzyskach nasza ekipa miała do dyspozycji psychologa. Warto może było skorzystać, bo ewidentnie należało skorzystać z jego usług.

Trudno mówić o sukcesie i cieszyć się z porażki, na pewno walczyli i to dzielnie, ale ja preferuję myślenie i styl amerykański: liczy się tylko zwycięstwo, liczą się medaliści bo tylko o nich będzie pamiętał świat. 

A tam ponownie musimy obejść się smakiem i czekać na polską rewelację igrzysk.O tym, że można pokazał chociażby... Polak reprezentujący barwy Norwegii w szpadzie, który jest już w strefie medalowej. Polskie występy w szermierce lepiej przemilczeć.