poniedziałek, 4 czerwca 2012

Cieszmy się ze zwycięstw, ale nie popadajmy w euforię!

Jestem. Wróciłem na dobre. To, że nie pisałem i nie odzywałem się nie oznaczało, że nie wiem co dzieje się w siatkarskim światku. Nie zamierzam jednak odgrzewać starych kotletów, więc zajmę się tym, co świeże, aktualne i szeroko komentowane.

Turniej Ligi Światowej w Katowicach. Niestety po raz kolejny nie było dane mi pojechać do mekki polskiej siatkówki, ale w końcu się tam wybiorę - do trzech razy sztuka!

Nie było mnie tam w środku, mecze oglądałem na szklanym ekranie, jednakże dobre duszyczki sprzedały mi kilka informacji z samego centrum wydarzeń, dlatego na podstawie tego wszystko, mogę rzec słów parę.

Przejdę od razu do rzeczy, nie będę tu mydlił oczu jak dobre, ciekawe były spotkania biało-czerwonych z Kanadą i Finlandią. Interesują mnie spotkanie z Brazylią (zarówno te niedzielne jak i te sprzed dwóch tygodni w Toronto).

Przez 10 ostatnich lat nie udawało nam się wygrać z Brazylijczykami w spotkaniach o punkty (owszem wygraliśmy na otwarcie Ergo Areny w meczu towarzyskim w 2010 roku).
Teraz w ciągu dwóch tygodni dwukrotnie ograliśmy mistrzów świata! Na pewno nie możemy mówić o przypadku. Przede wszystkim dlatego, że ta sztuka nie udała nam się raz. Systematycznie gonimy Brazylijczyków, wróćmy pamięcią do wydarzeń z grudnia 2006 i finału mistrzostw świata. Sromotna porażka, spotkanie kiepskie, a nasi siatkarze byli wtedy pełni obaw, wyszli na ten mecz sparaliżowani. To się jednak zmieniało, a obawy było coraz mniej. Z roku na rok było coraz bliżej dopadnięcia kanarkowych, "malo po malo" jak mawiał Ljubo Travica. Puchar Świata w Japonii 2011rok. Polacy przegrali ten mecz w tie-breaku, choć już wtedy mogli wygrać to spotkanie. Nie udało się. Do czasu. Nastał rok 2012 i jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki udało się wygrać dwa mecz z Brazylią.

Fot. s-w-o.pl

Fantastycznie i cudownie, apeluję jednak o rozwagę i pokorę. Może i niektórzy pomyślą sobie, co ten facet wypisuje, niech puknie się w czoło. Ważniejsze jest natomiast co myśleć będą polscy siatkarze. Media, a chyba w szczególności polskie mają niebywałą zdolność do nadmuchiwania balonu, wyolbrzymiania pewnych spraw, nadawania im magii, rzeczy ziemskich potrafią zrobić pozaziemskie wszechogarniające cały kosmos. Trzeba uważać i chronić naszych siatkarzy, jeśli mają odnieść sukces. Dobrze, że jest to Euro, bowiem chociaż stłumiło te dwie wygrane nad ekipą Canarihnos. Niewiele rozpływano się nad tym tematem. Jednak, gdy nie wyjdzie nam Euro, gdy turniej się skończy niemal diametralnie wzrośnie zainteresowanie siatkówką. Podopieczni Anastasiego znajdą się na celowniku, z każdej strony będzie można usłyszeć wygrali z mistrzami świata, to teraz my nimi zostaniemy. To my przywieziemy złoto. Nic liczy się tylko złoty medal. Dlatego nie popadajmy w euforię, dajmy tej grupie spokojnie pracować. Cieszmy się z sukcesu, jednak nie rozpamiętujmy go zbyt długo. Warto również pamiętać, że Brazylia to Brazylia. Im w Lidze Światowej zdarzały się już wpadki, baa nawet podczas ważnych imprez potrafili przegrywać mecze, nie były to jednak spotkania najważniejsze, bowiem w tych nie było na nich mocnych przez niemal dekadę. 

Oby tymi zwycięstwami zaczął się nowy okres, w którym to my będziemy zwyciężać w starciu z Brazylijczykami. Zachowajmy jednak pokorę. Parafrazując słowa Elizy Orzeszkowej zbyt dużo pokory tak samo pozbawia sił jak zarozumiałość. Panowie siatkarze dużo pokory i skromności, nie popadajcie w hurraoptymizm. Jeszcze nie czas, nie miejsce.

I tak idąc tropem sentencji.
Pokora rodzi olbrzymów.
Gilbert Keith Chesterton

PS. Jeszcze raz wielkie podziękowania za tyle lat wspaniałej kariery dla Świdra. Może nie była to uroczystość z czerwonym dywanem, fleszem aparatów fotograficznych. Wspaniale jednak, że coś takiego miało miejsce. Miejmy nadzieję, że innych wybitnych reprezentantów pożegnamy w takich sposób.

8 komentarzy:

  1. Tak bardzo ciesze się ze zwycięstw Naszych Siatkarzyków. :) Liczę, że nadal będą wygrywać , przed nami kolejne 2 turnieje LŚ I IO. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz, a ja zapomniałam o tej pokorze! Bo co racja, to racja: jesteśmy mocni jak chyba nigdy w ostatnim czasie, ale oby to nas nie zgubiło na tej najważniejszej imprezie sezonu. I dobrze, że te wygrane zbiegają się z EURO, bo nie bedzie aż takiego cyrku wokół chłopaków, jaki zwykle bywa w Polsce (głównie w mediach) po takich wydarzenaich

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat o chłodną głowę siatkarzy to nie ma sie co martwić. Żadnego hurraoptymizmu się nie wyczuwa, sami zawodnicy podkreślają, że te zwycięstwa się mało liczą. Do sukcesu dojdą małymi kroczkami. Pokazali, że media nie grają roli. W tamtym roku nikt na nich nie stawiał na wielkich imprezach i zrobili niespodziankę. Może i lepiej, że nie jest tak głośno o chłopakach jak o Euro, chociaż tego Euro mam już dosyć. I sądzę, że TAK skończyła się era wielkiej Brazylii, ale już o tym mówiłam przed Pucharem Świata, to nikt mi nie wierzył.

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy kibic Polskiej siatkówki chyba się cieszy z tych dwóch zwycięstw. Zwyciężyć z Brazylią, i to dwa razy z rzędu, to jest naprawdę dobry znak przed Igrzyskami. Jesli chodzi o PŚ, to wydaje mi się że przegraliśmy przez euforię. No bo w końcu wywalczyliśmy wtedy ten cenny awans na IO. :)
    Gdzieś spotkałam się z opinią że Brazylii już nie ma. To już jest lekka przesada. Bo owszem, wygraliśmy z nimi, ale jak na razie TYLKO dwa razy, a to za mało żeby wysunąć takie stwierdzenie. Ale oczywiście nie umniejszajmy zasług naszym siatkarzom.
    Czytając Twój post nasunęlo mi się jedno stwierdzenie, może i mnie zlinczują za nie, ale myślę że jest niestety trafne. Zwycięstwa zwycięstwamy, bardzo się cieszmy z tego powodu, ale dla siatkarzy lepiej byłoby przegrać te spotkania (ale nie w słabym stylu, 2:3). Nie chodzi tutaj o psychikę i chłodną głowę, bo zgodzę się z poprzedniczką, że o to się nie musimy zbytnio martwić u naszych chłopaków. Ale chodzi o kibiców, a raczej "kibiców", którzy nastawią się za bardzo na złoty medal z Igrzysk i żaden innych ich satysfakcjonować nie będzie. I kiedy zdobędziemy np. brąz, zacznie się mówić o tym medalu nie jak o wielkim sukcesie, ale jak o porażce.
    A ja miałam tą przyjemność być w tym roku w Spodku (po raz pierwszy). W sobotę, mecz z Finlandią oraz Kanada - Brazylia były średnio ciekawe, ale atmosfera niezapomniana. A za tydzień jadę do Łodzi na WGP. Urodzajny rok jak dla mnie ;D
    Pożegnania Świdra niestety nie widziałam. Byłam tak wykończona po powrocie z Katowic, że już ledwie mecz z Brazylią oglądałam, a następnego dnia do szkoły było trzeba wstać (wróciłam dopiero w niedzielę po 9, a w pociągu prawie nie spałam) . Własnie, jak znajdziesz gdzieś pożegnanie Świderskiego to proszę o podesłanie linku, bo jak na razie na YT jeszcze nie ma. Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co mogę napisać, całkowicie się z Tobą zgadzam. Przede wszystkim pokora. Niektórzy zawodnicy mówią, że to nic wielkiego, ale są i tacy którzy bardzo cieszą się, że "utarli nosa" Brazylijczykom. Owszem, jest to jakiś sukces, spotkania były na wysokim poziomie, dostarczyły dużo emocji, ale myślę, że nie ma co pompować balonika. Jest to całkowicie niepotrzebne.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cześć, tu Monia z guillaume-samica.blog.onet.pl. od teraz możesz mój blog znaleźć na guillaume-samica.blogspot.com. mam nadzieję, że będziesz stałym gościem, tak jak na poprzednim blogu. bede tu wpadac czesto! buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na szczęście miałam okazję być w Spodku ;) a mecz z Brazylią to chyba najlepszy na jakim byłam w życiu ;)
    Życzę Ci żebyś mógł kiedyś pojechać do Spodka, bo to naprawdę niesamowite miejsce

    OdpowiedzUsuń