piątek, 29 czerwca 2012

Obroniony. Jestem dziennikarzem!

Cześć i czołem! Kilka dni temu przedstawiłem spis treści mojej pracy licencjackiej. W czwartek dostąpiłem zaszczytu obrony, a co ważniejsze ukończyłem studia pierwszego stopnia.

Trzy lata nauki za mną. Śmiało mogę teraz powiedzieć, że jest to blog dziennikarza, dziennikarza z krwi i kości, dziennikarza przez wielkie "dz".

Dostałem na twarz trzy pytanka: o polskich sportowcach w reklamie, o reportażu w Radiu Olsztyn i o charakterystyka Przeglądu Sportowego na tle prasy sportowej w naszym kraju. Muszę przyznać, że rozmowa przebiegła w miłej atmosferze, stresu za wielkiego też nie. I co najważniejsze wylądowałem z piątką na dyplomie.

Nie będę się dłużej rozwodził nad tym faktem. Kończę.

Oo dzisiaj wakacje. W podstawówce, gimnazjum i szkołach średnich. Ja też doczekałem się wakacji. Udaje się na zasłużony wypoczynek, choć nie spędzę go leżąc do góry brzuchem na plaży. Jeszcze nie. Bardziej po prostu muszę trochę odpocząć, przed egzaminami na studia magisterskie i co ważne muszę się teraz zastanowić, co wybrać, gdzie iść i co robić. A to trudniejsze niż mi się wydawało.

Tym samym nie mogę obiecać regularności postów co trzy dni. Będą się pojawiały, jak znajdę chwilę czasu bądź wytworzy się wydarzenie bez precedensu.

Miłych wakacji i udanej pogody!

Mój zdemolowany indeks. 


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Prezesie! Odwagi! Ratuj żeńską siatkówkę

Witajcie! Niejednokrotnie na łamach bloga poruszałem kwestie dotyczącą sytuacji w kadrze siatkarek. Teraz będzie podobnie, bo niestety według mnie nie dzieje się tam dobrze.

W Ankarze pojawiła się jakaś jaskółka, ale jak głosi prastare powiedzenie jedna jaskółka wiosny nie czyni. I tak też chyba było w przypadku kobiecej reprezentacji. Niestety ocena tegorocznych występów musi być negatywna, bowiem Polki nie zrealizowały żadnego celu, o ile brak awansu na igrzyska z trudem prawdziwi kibice przełknęli, o tyle nie zakwalifikowanie się do Final Six jest prawdziwą porażką tej kadry, a przede wszystkim trenera Alojzego Świderka, a co za tym idzie PZPS-u, który namaścił tegoż szkoleniowca. 

Z przykrością stwierdzam, że Świderek na trenera kadry się nie nadaje. Żadnych postępów, a co gorsza żadnych wyników. Od objęcia posady nie wygrał z ekipą żadnego, ważnego spotkania na arenie międzynarodowej. Z Izraelkami podczas ME, czy teraz z Tajwanem prawdopodobnie wygrałaby ekipa pod moją wodzą. 

To przykre, bowiem siatkówka żeńska była na piedestale. Polskie siatkarki były najlepsze w Europie. Wszystko to zostało zmarnowane, zatracone. Mieliśmy doganiać świat, a tymczasem uciekają nam ekipy ze Starego Kontynentu. Dostajemy manto od trzeciego, włoskiego garnituru sami występując w składzie podstawowym. Dotychczas trener Świderek swojego zadania nie wypełnił i prawdopodobnie nie wypełni, bo szkoleniowcem jest przeciętnym to i wyniki takowe będą. W tegorocznym cyklu WGP nie potrafiliśmy awansować, choć taki był cel. Nie to jest jednak najgorsze, ale styl gry. O ile o rezultat z Serbkami nie można było mieć pretensji. To porażka z Brazylią, która przyjechała do nas w składzie nad wyraz rezerwowym jest czymś strasznym także pod względem psychicznym, bowiem z ekipą Canarihnos nie wygraliśmy od dawien dawna. Porażki z Włoszkami przemilczę, bo to żal – w tych spotkaniach natomiast ewidentnie było widać jaką taktyką i reakcją podczas meczu dysponuje nasz sztab szkoleniowy. 

Fot. usavolleyball.org
Najbardziej jednak boli fakt, że my grając w podstawowym składzie. Składzie, który ma w przyszłości walczyć o wyższe cele przegrywa z rezerwami drużyn narodowych Włoch czy Brazylii. Świderek zapowiadał, że w przypadku braku awansu postawi na młodzież. Ja się pytam gdzie jest ta młodzież? Wołosz? Okuniewska? Nie mam nic przeciwko ani jednej ani drugiej, ale myślałem, że młodzież to siatkarki przed 20, a nie po. Nurtuje mnie też pytanie odnośnie ostatniego meczu z Włoszkami.  Dlaczego nie dano szansy Kąkolewskiej skoro wynik tego spotkania już o niczym nie decydował. Lepiej było dać zagrać Bednarek-Kaszy, aby nastukała sobie rekordową ilość bloków w WGP? Marne to pocieszenie. 

Miała być szybka gra, może i jest. Ale rywalki zaczęły grać jeszcze szybciej, więc znowu świat nam ucieka.
Apeluję do Prezesa Przedpełskiego, póki jeszcze czas: Zmieńmy trenera, postawmy na szkoleniowca z zagranicy! Nasze siatkarki mają potencjał, na pewno nie są gorsze od Japonek, które potrafiły zdobyć brąz na MŚ, ale potrzebny jest szkoleniowiec z prawdziwego zdarzenia. Nie inaczej jest z Niemkami czy Turczynkami, które u boku obcokrajowców czynią rewelacyjne postępy. Po Igrzyskach w Londynie wielu dobrym trenerom skończą się kontrakty. Zainwestujmy w takiego, który przez cztery lata da gwarancję jakości i wzniesie drużynę na wyższym poziom. Na pewno nie Świderek, na pewno nie żadnej inny polski trener, jeszcze nie teraz… Nie zmarnujmy czterech lat, tylko je ciężko przepracujmy. Nie trzeba daleko szukać, że to jedynie słuszne rozwiązanie. Trener Anastasi daje radę, więc Jenny Lang Ping, Hugh McCutcheon czy Giovanni Guidetii też dadzą radę.Jestem o tym przekonany! Prezesie! Odwagi!

czwartek, 21 czerwca 2012

Wykorzystywanie wizerunku polskich sportowców w reklamach telewizyjnych w latach 2010 – 2011

Witajcie! Uczelnia tu uczelnia tam, wszędzie teraz gdzieś ta szkoła się pojawia. Niestety nie mam czasu, na nic konkretnego, ale pochwalę się na razie tylko spisem treści mojej pracy licencjackiej.

Wykorzystywanie wizerunku polskich sportowców w reklamach telewizyjnych w latach 2010 – 2011

Rozdział 1. Reklama i jej teoretyczne podstawy
1.1. Definicja reklamy
1.2. Rys historyczny reklamy
1.3. Funkcje i cele reklamy
1.4. Reklama telewizyjna

Rozdział 2. Wizerunek sportowca i jego elementy
2.1. Definicja wizerunku
2.2. Zjawisko personality merchandising
2.3. Wizerunek sportowca w promocji marki – celebrity endorsement
2.4. Marketingowy cykl życia gwiazdy sportu 


Rozdział 3. Polscy sportowcy w reklamach telewizyjnych. Analiza reklam z 2010 i 2011 roku
3.1. Analiza treści wybranych reklam telewizyjnych pod kątem zagadnienia wizerunku
Justyna Kowalczyk - Polbank
Adam Małysz - Teekanne, Generali
Maja Włoszczowska - CCC
Aleksandra Jagieło i koleżanki z drużyny - Bank BPS
Tomasz Adamek - Żywiec, Las Vegas
Marcin Lewandowski - Powerade
Karolina Woźniacka - plastry Compeed
Marcin Gortat - Rossmann
Jakub Błaszczykowski - Biedronka
Monika Pyrek i Krzysztof Włodarczyk - gazeta Fakt 


To byłoby na tyle. Żałuję, że za wiele siatkarzy nie wystąpiło, ale mam nadzieję, że teraz wraz z udziałem Bartosza Kurka w reklamie Monte w końcu się zmieni, a ja będę miał dalej co analizować!


niedziela, 17 czerwca 2012

Cudu nie było. Ćwierćfinał Euro nie dla nas. Dlaczego znowu nie wyszło?

Po jego sukcesach z klubowymi drużynami popularne stało się powiedzenie: "Franek Smuda czyni cuda". Z reprezentacją mu nie wyszło. Cudu nie było i nie będzie. Polscy piłkarze w trzecim meczu grupy A przegrali 0:1 z Czechami i zajęli ostatnie miejsce w grupie. Znowu musimy obejść się smakiem, znowu nam się nie udało, znowu medialny balonik pękł jak bańka mydlana i znowu nadzieje, pragnienia kibiców trzeba odłożyć na później i co gorsza nie wracamy do domu, my tu zostajemy, bo Euro 2012 trwa, tyle że bez nas...

Post ten będzie moją małą analizą i próbą odpowiedzi dlaczego się nie udało. Zanim jednak przejdę do meritum, parę słów wyjaśniania, jeśli znaleźliby się tacy, którym ten tekst się nie spodoba. Nie łatwo jest mi pisać ten tekst, bo wierzyłem, chciałem i kibicowałem naszym. Rezerwowałem sobie miejsce w Gdańsku by 22 czerwca być w strefie kibica. Pragnąłem tego ćwierćfinału. Jednak przyszło rozczarowanie. Rację ma Kuba Błaszczykowski, który zdawał sobie sprawę z krytyki jaka spadnie na zespół w przypadku braku awansu. Wraz z lepszym wynikiem nastroje byłby inne. Trzeba jednak sprostać temu wyzwaniu, aby być jeszcze silniejszym i lepszym. I aby w kolejnych imprezach nie powtórzył się scenariusz z Euro 2012.

Zacznę od trenera. Franciszek Smuda. Gorzka prawa jest taka, że zadania nie wykonał i moim zdaniem odejść musi. Trzy lata pracy. Dawno nikt tak długo z kadrą nie pracował. Nie można powiedzieć, że to lata zmarnowane, ale na pewno nie przepracowane owocnie. Martwiło mnie jednak coś innego. Zachowanie trenera. Śmiem twierdzić, że to Smuda nie wytrzymał presji tego turnieju, a nie piłkarze. Bardzo zdenerwowany, buńczuczne słowa, w stylu "gdzie są moi krytycy?" albo "wybaczam im". Psycholog powinien popracować nad trenerem, bowiem takimi wypowiedziami przykrywał swój stres. Smuda bywał opryskliwy, arogancki co udowadniał w pomeczowych rozmowach z dziennikarzami TVP. Tracił kontrolę i panowanie nad samym sobą. Wprowadzał złą atmosferą swoimi poczynaniami. Asekuranctwo nie opłaciło się, brak zmian w spotkaniu z Grecją spowodował, że był tylko remis. Smuda nie grał o zwycięstwo, grał o remis. Ta sportowa filozofia nadeszła nie wiadomo skąd i dlaczego (na pewno nie z USA), ale od kogo nasz trenejro miał się uczyć. Skoro wiadomo, że ciągoty do nauki i zdobywania wiedzy nie miał. Przyznam się szczerze, nie wiem czy byłbym w stanie zrozumieć to, co mówi Smuda, bardzo, ale to bardzo ciężko i niebywale trudno idzie mu konstruowanie zdań. Niby nie wymaga się od trenera, aby był profesorem czy naukowcem, ale o czymś w przerwie pomiędzy spotkania trzeba rozmawiać.

Fot. PAP/EPA/ARMANDO
Jak dla mnie Smuda w roli trenera reprezentacji Polski nie sprawdził się nie wytrzymał presji. Niestety wszystkie jego wypowiedzi powodowały, że atmosfera w kadrze nie była dobra. Trener bardzo łatwo obrażał piłkarzy – vide sobotni przykład z Kamilem Grosickim, bądź zachwalał ich pod niebiosa. Nie krył się z tym, że ma swoich ulubieńców i nie ważne, co by się działo, będzie na nich stawiał, bo ma zaufanie…Dokąd zaprowadziło go to zaufanie – wszyscy wiemy. Miał także duże zaufanie do siebie samego. Nie mogę pojąć dlaczego zarówno w starciu z Rosją i Czechami graliśmy tym samym składem i taką samą taktyką. Skoro w tym drugim meczu musieliśmy wygrać, a graliśmy tak jak z Rosją, byle nie przegrać. Asekuranctwo, pasywność i brak odwagi przede wszystkim w taktyce i grze naszej drużyny przez Smudę.

I już chyba ostatni kamyczek do ogródka Smudy. Selekcja. To jest ten moment, kiedy można mówić o braku tych czy tamtych zawodników. Trenera ma bronić wynik, Smuda go nie ma, więc uzasadnione jest pytanie o brak Boruca, Żewłakowa czy jeszcze innych piłkarzy. To też tak w kwestii Anastasiego, którego niektórych decyzji personalnych nie do końca rozumiem, ale dopóki wszystko gra, spokojnie oglądam i nie miauczę.
Fot. gazeta.pl
Piłkarze. Do nich pretensji mieć nie można, walczyli, starali się. Biegali, grali tak ja potrafią. Niektórzy brak wielkich umiejętności nadrabiali ambicją. Mamy młody, perspektywiczny zespół. To cieszy. Jednocześnie to okazało się, być zmorą zespołu. Brak doświadczenia. W kadrze było tylko kilku piłkarzy, którzy grali na poprzednich mistrzostwach Europy: Dudka, Wasilewski, Piszczek i Murawski. Zabrakło międzynarodowego ogrania i meczów o stawkę. Zespół nie potrafił się odnaleźć w trudnych sytuacjach, czego dowodem była gra po strzeleniu bramki przez Czechów. Na pewno jednak, drużyna jest na dobrej drodze. Sprawdzianem dla tej drużyny będą jednak eliminacje do mistrzostw świata w 2014 roku.

Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt. Niemal wszyscy na każdym kroku i po każdym meczu podkreślali i mówili o tym, że Polacy nie wytrzymali tempa, że słaniali się na nogach, nie mieli sił itp. Ja się pytam za co wtedy pieniądze pobierał trener od przygotowania fizycznego. Czy to nie on miał zadbać o kondycję naszych piłkarzy, którzy wytrzymać mieli nie 90 minut, a 120 minut, a może płacili mu tylko połowę stawki i przygotował chłopaków tylko na 45 minut? Ktoś powinien za fizyczne przygotowanie piłkarzy beknąć!

Szkoda, że Euro dla polskich piłkarzy się skończyło. Apeluję by nie skończyło się dla nas, Polaków. Bawmy się dalej. Pokażmy Europie, światu że potrafimy się bawić, dajmy przykład Austriakom i Szwajcarom, dla których turniej skończył się wraz z odpadnięciem ich reprezentacji. 

W poszukiwaniu odpowiedzi dlaczego znowu nie wyszło. Musi pojawić się odpowiedź, że zabrakło szczęścia. Szczęście jest nieodzownym elementem sportu, ale co istotne, sprzyja one lepszym. Czy ktoś po pierwszych meczach w naszej grupie (remis Polaków z Grekami i wygrana Rosjan 4:1 nad Czechami) wierzył w awans Grecji i Czech? Rosjanom już, wtedy wietrzono sukces. Sport okazał się brutalny. Z grupy miała wyjść Rosja i Polska, a jak to się skończy każdy wie...

Jeśli jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? 
Kazimierz Górski

PS. Jak zwyciężać mamy pokazali polscy siatkarze, którzy po raz trzeci w sezonie wygrali z Brazylią (3:1).  Bardzo dobry mecz, bardzo dobre zmiany. Optymizm w moim sercu coraz większy, godnych rywali w Final Six chyba mieć nie będziemy. Czyli podobnie ma to się potoczyć jak w 2008 roku... Oby! Już marzę o tym, jednym jedynym z najcenniejszego kruszcu.

piątek, 15 czerwca 2012

Recenzja: "Ronaldo. Obsesja doskonałości" Cristiano Ronaldo

W dobie piłkarskiego święta, aby jeszcze mocniej wczuć się w tę atmosferę recenzja książki piłkarskiej. Biografia Cristiano Ronaldo. Przeczytałem książkę najdroższego piłkarza na świecie, ale książka najcenniejszą w mojej kolekcji nie będzie.

„Ronaldo. Obsesja doskonałości” to biografia napisana przez włoskiego dziennikarza Lukę Caioliego. Drugi człon tytułu, jak dla mnie jest także drugim imieniem Ronaldo. Dążenie do doskonałości widoczne jest w każdym calu, w każdej dziedzinie życie, zarówno na polu sportowym, zawodowym jak i prywatnym. Minusem jest fakt, że nie została napisana przez samego Portugalczyka. Pewne osobiste wyznania piłkarza sprawiłyby, że byłaby bardziej interesująca i wciągająca.

Biografia CR7 opowiada historię piłkarza, nie tylko zdradzając kulisy wydarzeń mających miejsce na boiskach całego globu. W biografii jest miejsce na sekrety wielkiej gwiazdy futbolowego świata, co ciekawe łamiące również stereotyp Cristiano Ronaldo. Ukazany jest człowiek, który niezwykle ciężką pracą dotarł do tego miejsca, w którym się znajduje. Książka przedstawia opowieść chłopca, który z pucybuta staje się milionerem, ukazuje drogę na piłkarskie wyżyny Portugalczyka, która tak jak wielu innych magików futbolu rozpoczynała się w biednej dzielnicy (w tym przypadku na Maderze), by rozbłysnąć w blasku świateł największych stadionów świata. Droga Ronaldo na piłkarski szczyt była krótka, trwająca sześć lat, co bez wątpienia odbiło się na psychice młodego wówczas chłopaka.

Nie mam wątpliwości, że biografia Ronaldo w dużej mierze została wydana ze względów czysto ekonomicznych, marketingowych. O Ronaldo mówiło się wszędzie, a jego transfer do Realu Madryt za rekordową kwotę 93 milionów euro zelektryzował piłkarski światek. Ja nie czekałem gorączkowo na tę książkę, nie jestem aż takim miłośnikiem futbolu. Muszę jednak przyznać, że historia Ronaldo jest ciekawa, a byłaby jeszcze ciekawsza gdyby wszystko opisane było przez samego zainteresowanego. Najistotniejsze było jednak oczyszczenie Ronaldo z tego medialnego szumu, gdzie media wykreowały wizerunek Ronaldo jako mega, hipermetroseksualistę (nawet nie wiem jak mam to nazwać), człowieka dbającego tylko i wyłącznie o swój wygląd, ale także jako lalusia, osobę zadufaną w sobie. W biografii mamy innego Ronaldo, o czym zresztą mówi sam piłkarz: „Osoby, które dobrze mnie znają, lubią mnie. Ci, którzy są blisko mnie, a nie ma ich wielu, ci którzy każdego dnia dzielą ze mną czas na treningach, ci którzy ze mną pracują, mają o mnie dobre zdanie, ponieważ wiedzą, jaki jestem, To oczywiste, że ludzie z zewnątrz oceniają mnie w zupełnie inny sposób, bo mnie nie znają. Rozumiem to.”

Biografia ukazuje odmienny obraz od lansowanego w mediach czy widzianego na murawie. Caioli  podejmuje się opisania spraw mniej znanych, dotyczących życia prywatnego gwiazdy Realu. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, ale taka jest formuła książek biograficznych, w których wyciągane są najciekawsze wypowiedzi gwiazdy oprawiane odautorskim komentarzem, bądź ubrane w jakąś opowieść. To coś na kształt opowiadania. Błędy znowu się pojawiają i będą chyba tradycją, najbardziej rażące był natomiast brak odmiany miast i klubów; literówki były, ale w małej ilości.

Kilka cytatów z książki:

„Kiedy byłem dzieckiem i mieszkałem w Lizbonie, płakałem prawie codziennie. Dziś płaczę ze szczęście albo ze smutku. Zostało mi jeszcze mnóstwo łez… Dobrze jest płakać, płacz jest częścią życia”.

„Ci, którzy są pierwszymi do obrażania mnie, później są pierwszymi, którzy widząc mnie na ulicy, proszą o autograf. Nie rozumiem tych wyzwisk. Naprawdę nie rozumiem. Mogę zrozumieć, że się mnie boją, ale nie, że mnie obrażają. Koledzy mówią mi coś na ten temat i mają rację. Powtarzają: jak to możliwe, że na lotniskach tylu ludzi cię kocha, a później na stadionach wyzywają w taki sposób?”


„Wiem, że wiele dzieci mnie podziwia i także z ich powodu staram się na boisku dawać z siebie wszystko, aby jak najlepiej grać w piłkę. Ja jednak nie podziwiam żadnego konkretnego sportowca, chociaż przyznaję, że są wspaniałe wzory w futbolu, w koszykówce, w lekkoatletyce, w Formule 1, w tenisie… Śledzę poczynaniach ich wszystkich i bardzo ich podziwiam”.


„Oczywiście, że zmieniam pieluchy mojemu synowi. Jasne, że nie jest to coś, co lubię najbardziej na świecie, ale to robię”.


Po przeczytaniu tej książki można odnieść wrażenie, że ten Cristiano to fajny gość. W dużej mierze za sprawą solidnej warstwy merytorycznej. Duży nacisk położono na najważniejsze wydarzenia, nie pominięto zbyt wielu istotnych momentów karierze Portugalczyka.

Nie jest to nudna książka, zawiera ciekawe szczegóły z życia tak znanego piłkarza. Może niektóre, z nich są oczywiste i trywialne, ale dla miłośników futbolu nie będzie to miało znaczenia. Dla całkowitych laików będzie to wciągające, a dla ludzi, którzy po prostu lubią czytać, będzie to doskonała książka na oderwanie się od szarej, nudnej rzeczywistości.

Moja ocena: 3/5
„Ronaldo. Obsesja doskonałości”, Luca Caioli, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2012


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Luźne spotrzeżenia w ważnych dla kibica sprawach

Niewesoło.  Niemrawy był ten weekend, niezbyt szczęśliwy. Zacznę jednak od tego, co świeże, wręcz z przed kilku chwil.Novak Djoković przegrał w finale French Open z Rafą Nadalem, wielka szkoda. Serbowi nie udało się zebrać Wielkiego Szlema, mam jednak nadzieję, że za rok mu to się uda i we Francji zwycięży. Nie to było jednak najistotniejsze, a po pierwsze primo przełożenie spotkania dopiero na poniedziałek. Mogliby w końcu organizatorzy pokusić się o zadaszenie najważniejszych kortów takiej imprezy, bo krótko mówiąc jest to wstyd, aby w XXI wieku ciągle wiało starożytnością, w tak zacnym i prestiżowym turnieju.

Będzie też coś miłego, będzie o zasadach fair-play, które w tenisie nie są tylko pustymi słowami. W trakcie tegorocznego finału pomiędzy Serbem i Hiszpanem było kilka takich sytuacji, w których to oni sami przyznawali sobie rację i kwestionowali decyzję sędziów. Nie oszukiwali się, nie kłócili, wręcz przeciwnie miłe słowa, gesty. Coś co wydawałoby się nieprawdopodobnego i niewyobrażalnego. Zasady fair-play wciąż są! Nadal żywe!  Nie  muszę nikomu mówić, że i Djoković i Nadal to zawodnicy klasowi i wyjątkowi. Tym bardziej im w tak istotnym spotkaniu przestrzegają przepisów gry i odrzucają niezgodności oraz wszelkich oszustw. Według zasady fair-play nie należy dążyć do zwycięstwa za wszelką cenę.I oni to czynią. Wspaniałe! To naprawdę godne podkreślenia, bowiem teraz liczy się zwycięstwo, liczą się wygrani i im poświęca się mnóstwo stron w gazecie, czasu antenowego w radiu czy telewizji. Na korcie i poza nim toczy się bezwzględna walka o wielkie pieniądze oraz sławę. To także pokazuję, że tenis wciąż dzierży miano dyscypliny królewskiej. Choć próbowano deprecjonować tytuł białego sportu. Uważam, że tymi zachowaniami jakimi uraczyli nas obaj tenisiści, jest to aktualne. Wbrew obiegowym opinią najlepsi tenisiści na świecie pokazali, że tenis nadal jest enklawą wytwornych gracz. 

Fot. rodelko.pl
Tyle o tenisie, o zasadach fair-play będzie, ale w innym wymiarze, a przede wszystkim w innej dyscyplinie. Siatkówka. Starcie Polaków z Brazylijczykami. Miłe słowa i gesty i uprzejmości skończyły się wtedy, kiedy Polacy zaczęli wygrywać z siatkarzami z Kraju Kawy. To nie przypadek, że tak się dzieje. Brazylijczycy nas zachwali i przyznawali się do swoich błędów, bo Polacy nie stwarzali zagrożenia. Jeśli pewnie prowadziło się z biało-czerwonymi to kilka razy można było przyznać się do dotknięcia siatki czy piłki w bloku.  Teraz tak, nie ma bo Polacy grają dobrze, nawet lepiej niż Canarihnos. Warto zwrócić uwagę, że jeśli wygrywa się wszystko i to przez wiele, wiele lat a nagle przegrywa robi się wszystko co może, a nie wychodzi mu, bo przeciwnik gra jeszcze lepiej, zaczyna się pewna desperacja i chwytania się różnych sposobów, nie koniecznie uczciwych. W aspekcie sportowym to cieszy, że potrafimy wygrywać z Brazylią i wprawiać ich w zdenerwowanie. Pozasportowo już nie jest tak kolorowo. Kilka postów temu pisałem o pokorze i dumie. Nie chcę powiedzieć, że miałem rację, nie chcę też wyjść na malkontenta, bo tak nie jest. Słowa Bruno, który jęczał coś o braku szacunku i o wysokim noszeniu głowy nie są jednak chyba tylko wytworem wyobraźni rozgrywającego. Co zresztą wynika z mojej interpretacji słów Zbigniewa Bartmana, który po dwóch wygranych nad Brazylią, obwieścił, że to czas polskich siatkarzy, teraz nastąpią ich lata dominacji.

Nie mam nic przeciwko, ale spokojnie. Na razie nie osiągnęliśmy wiele na arenie międzynarodowej, więc bez nerwów, bez emocji, czekajmy spokojnie na to, co się wydarzy.

Na koniec słów parę o siatkówce w wykonaniu pań. Na razie jestem zaskoczony słabą postawą naszych siatkarek. Rywalki może i mocne, ale nasza gra była nawet nie przeciętna. Mnóstwo błędów, brak skuteczności w ataku, o przyjęciu nie pisze, bo to wiadomo sprawa. Mam natomiast kilka "ale". Po pierwsze jeśli mamy problem z przyjmującymi to może w składzie warto mieć ich więcej niż jedna, która potrafi przyjąć? Dlaczego Sieczka była tylko raz w składzie. Następnie czy Skowrońska i Żebrowska mają wykupiony abonament na miejsce w podstawowym składzie? Lubię Kasię, ale to co wyprawiało w dwóch pierwszych setach to... Gdzie wtedy była Joanna Kaczor? Na ławce, choć jak się okazało wchodząc na zmiany w kolejnych partiach spisywała się bardzo dobrze. I ostatnie ale najważniejsze. Miało być odmłodzenie składu, a na przyjęciu siatkarki mające 25,26 i 27 lat? Z ręką na sercu, ale jeśli Żebrowska sobie nie radzi na lewym skrzydle, to czy lepiej przyjęcia i ogrywania uczyć 27-latkę czy może warto postawić na 20-latkę, która zagra podobnie, a z której pożytek będzie dużo, dużo większy? Pytam się, gdzie jest Polak, Chojnacka czy Mikołajewska? Panie trenerze, to, że nie ma to wiem, ale dlaczego? Kolejny trener, który obiecuję, a niewiele z tego jest, oby nie skończyło się, tak jak teraz, czyli Igrzyska w Rio siatkarki obejrzą w domu. Choć do też temat na dłuższy wywód.

PS. Miało być coś o futbolu, ale może starczy, chociaż ja oszczędzę Wam wywodów na ten temat. Chociaż jutro trzymajmy kciuki Polska - Rosja godz 20:45. Te mecze zawsze elektryzują kibiców, z wiadomych względów, a gdy dodamy do tego niemieckiego rozjemcę, to ... Właśnie cud, III wojna czy Apokalipsa?

piątek, 8 czerwca 2012

Koko koko Euro będzie spoko!

Tak, tak mnie też dopadła futbolowa gorączka! Lepiej późno niż wcale, ale inaczej się nie dało z wielu powodów. Zacznę może od tych najbardziej osobistych. Lubię oglądać piłkę nożną, w małych ilościach i kiedy na prawdę jest na co popatrzeć. Rzekłbym jestem piłkarskim smakoszem, oglądam to co najlepsze i najważniejsze. Futbol to nie jest moje całe życie, ale Euro w Polsce to jest wielkie wydarzenie. Co by się nie mówiło, to turniej ten wzbudza zainteresowanie wszędzie, bo w futbol gra się na całym świecie. Dlatego nie rozumiem tych, którzy kibicują innej drużynie, ale to jeszcze strawię, nie rozumiem tych, którzy źle życzą naszym piłkarzom. Idiotyzm. To jest nasza kadra, reprezentacja naszego kraju. Na szczęście ludzi pokroju Janka Tomaszewskiego nie ma zbyt wiele.

O godzinie 18:00 zasiądę przed telewizorem i zobaczę mecz otwarcia, fakt, faktem będzie to kolidowało z meczem polskich siatkarzy, gdzie będę śledził tylko wynik i przełączał od czasu do czasu. Tak jakoś pomalutku płynnie przejdę może do szans i ocenię krótko, ale treściwie szansę podopiecznych Franciszka Smudy.  Nie mam się za futbolowego eksperta, ale w Polscy wszyscy znają się na piłce nożnej i polityce, więc... nie mam wyboru.

Przede wszystkim wydaje mi się, że mamy najlepszą kadrę od dekady. Zawodnicy w końcu występują w solidnych europejskich klubach i co najważniejsze w nich grają. Jest też dobra atmosfera, to da się zauważyć i wyczuć, a jak ten element jest ważny w odniesieniu sukcesu to też wszyscy wiedzą. Grupa także nie najtrudniejsza: Grecja, Rosja, Czechy. Wierzę, że awans do ćwierćfinału, powinien być obowiązkiem. To byłoby coś pięknego i wspaniałego. Tę grupę stać na to. Medal? Nie mówię nie! Choć szaleńcem nie jestem, z drugiej jednak strony w pamięci mam 2004 rok i zaskakujący triumf Grecji. W sporcie wszystko jest możliwe, ale nie ma co tak wybiegać wszystko. Mecz po meczu, wygrana po wygranej...


Tylko o sportowym charakterze Euro. Będzie też coś o polityce, ale w jednym zdaniu. POLITYCY WARA OD SPORTU. Nie mieszajmy sportowego święta z polityczną obłudą, pod każdym względem.

Irytuję mnie to, że nagle wszyscy mówią o Euro począwszy od Kasi Cichopek, Kingi Rusin i o zgrozo Jolancie Pieńkowskiej! Wszyscy nagle wyrażają wielkie zainteresowanie futbolem, a tak na prawdę gówno o nim wiedzą. Mam tu na myśli pewną stację, którą właściwie nie sportem nigdy nie miała nic wspólnego, a nagle tak zaczęli interesować się mistrzostwami Europy, że rzygać się chce. TVP rozumiem, co więcej to jest chyba ich obowiązek, ponieważ transmitują ten turniej i są telewizją polską, publiczną.

Pewnie większość wie, o jakiej stacji mówię, o stacji, które błysnęła już chociażby w 2009 roku, kiedy to masowo zapraszani byli siatkarscy mistrzowie Europy, w fatalnych błędów w programach politycznych typu" z kropką czy bez kropki". Drażni mnie to strasznie. Zresztą przesadzają nie tylko oni. Trzeba przyznać, że trochę to frustrujące, co godzinę sprawdzenie pogody na Narodowym, jaka kolacja, jaki obiad. Żałuję tylko, że nikt co godzinę nie bada moczu i kału, może też byśmy się dowiedzieli czegoś odkrywczego...

Ehh. Musiałem ponarzekać, aby nie było tak słodko pierdząco. Na szczęście za parę godzin to wszystko się skończy i mam nadzieję, że będzie tylko sport, tylko emocje, tylko wielkie widowisko piłkarskie. To powinno być najważniejsze, należy cieszyć się i bawić, że to co wydało się mało prawdopodobne, stało się realne. Wielki futbol zawitał do Polski.

PS. Ciekawi mnie czy za dwa lata, kiedy będą MŚ w siatkówce będzie podobnie. Czyli szał, pompowanie balonika, wszechogarniające zainteresowanie wszystkich i... A tak miało być miło.

Dopingujmy i cieszmy i trzymajmy kciuki za Polaków! Niezależnie od tego czy się futbol kocha czy nienawidzi, sport ma łączyć ludzi. Dla mnie dziś prawdziwa gratka, bo wiele się będzie działo (Polska - Kanada, Polska - Grecja i Polska - Serbia). Dużo siatkówki, piłka nożna i jeszcze tenis. Hmm dwa telewizory to za mało...

Prawie bym zapomniał! Hymn! Niestety na otwarciu nie będzie Jarzębiny, będzie Oceana.




poniedziałek, 4 czerwca 2012

Cieszmy się ze zwycięstw, ale nie popadajmy w euforię!

Jestem. Wróciłem na dobre. To, że nie pisałem i nie odzywałem się nie oznaczało, że nie wiem co dzieje się w siatkarskim światku. Nie zamierzam jednak odgrzewać starych kotletów, więc zajmę się tym, co świeże, aktualne i szeroko komentowane.

Turniej Ligi Światowej w Katowicach. Niestety po raz kolejny nie było dane mi pojechać do mekki polskiej siatkówki, ale w końcu się tam wybiorę - do trzech razy sztuka!

Nie było mnie tam w środku, mecze oglądałem na szklanym ekranie, jednakże dobre duszyczki sprzedały mi kilka informacji z samego centrum wydarzeń, dlatego na podstawie tego wszystko, mogę rzec słów parę.

Przejdę od razu do rzeczy, nie będę tu mydlił oczu jak dobre, ciekawe były spotkania biało-czerwonych z Kanadą i Finlandią. Interesują mnie spotkanie z Brazylią (zarówno te niedzielne jak i te sprzed dwóch tygodni w Toronto).

Przez 10 ostatnich lat nie udawało nam się wygrać z Brazylijczykami w spotkaniach o punkty (owszem wygraliśmy na otwarcie Ergo Areny w meczu towarzyskim w 2010 roku).
Teraz w ciągu dwóch tygodni dwukrotnie ograliśmy mistrzów świata! Na pewno nie możemy mówić o przypadku. Przede wszystkim dlatego, że ta sztuka nie udała nam się raz. Systematycznie gonimy Brazylijczyków, wróćmy pamięcią do wydarzeń z grudnia 2006 i finału mistrzostw świata. Sromotna porażka, spotkanie kiepskie, a nasi siatkarze byli wtedy pełni obaw, wyszli na ten mecz sparaliżowani. To się jednak zmieniało, a obawy było coraz mniej. Z roku na rok było coraz bliżej dopadnięcia kanarkowych, "malo po malo" jak mawiał Ljubo Travica. Puchar Świata w Japonii 2011rok. Polacy przegrali ten mecz w tie-breaku, choć już wtedy mogli wygrać to spotkanie. Nie udało się. Do czasu. Nastał rok 2012 i jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki udało się wygrać dwa mecz z Brazylią.

Fot. s-w-o.pl

Fantastycznie i cudownie, apeluję jednak o rozwagę i pokorę. Może i niektórzy pomyślą sobie, co ten facet wypisuje, niech puknie się w czoło. Ważniejsze jest natomiast co myśleć będą polscy siatkarze. Media, a chyba w szczególności polskie mają niebywałą zdolność do nadmuchiwania balonu, wyolbrzymiania pewnych spraw, nadawania im magii, rzeczy ziemskich potrafią zrobić pozaziemskie wszechogarniające cały kosmos. Trzeba uważać i chronić naszych siatkarzy, jeśli mają odnieść sukces. Dobrze, że jest to Euro, bowiem chociaż stłumiło te dwie wygrane nad ekipą Canarihnos. Niewiele rozpływano się nad tym tematem. Jednak, gdy nie wyjdzie nam Euro, gdy turniej się skończy niemal diametralnie wzrośnie zainteresowanie siatkówką. Podopieczni Anastasiego znajdą się na celowniku, z każdej strony będzie można usłyszeć wygrali z mistrzami świata, to teraz my nimi zostaniemy. To my przywieziemy złoto. Nic liczy się tylko złoty medal. Dlatego nie popadajmy w euforię, dajmy tej grupie spokojnie pracować. Cieszmy się z sukcesu, jednak nie rozpamiętujmy go zbyt długo. Warto również pamiętać, że Brazylia to Brazylia. Im w Lidze Światowej zdarzały się już wpadki, baa nawet podczas ważnych imprez potrafili przegrywać mecze, nie były to jednak spotkania najważniejsze, bowiem w tych nie było na nich mocnych przez niemal dekadę. 

Oby tymi zwycięstwami zaczął się nowy okres, w którym to my będziemy zwyciężać w starciu z Brazylijczykami. Zachowajmy jednak pokorę. Parafrazując słowa Elizy Orzeszkowej zbyt dużo pokory tak samo pozbawia sił jak zarozumiałość. Panowie siatkarze dużo pokory i skromności, nie popadajcie w hurraoptymizm. Jeszcze nie czas, nie miejsce.

I tak idąc tropem sentencji.
Pokora rodzi olbrzymów.
Gilbert Keith Chesterton

PS. Jeszcze raz wielkie podziękowania za tyle lat wspaniałej kariery dla Świdra. Może nie była to uroczystość z czerwonym dywanem, fleszem aparatów fotograficznych. Wspaniale jednak, że coś takiego miało miejsce. Miejmy nadzieję, że innych wybitnych reprezentantów pożegnamy w takich sposób.

sobota, 2 czerwca 2012

Obiecuję poprawę!

Witajcie po dłuższej, nie zaplanowanej przerwie. Nie zrezygnowałem z pisania i prowadzenia bloga, dalej będę zamieszczał w nim swoje wypociny. Niestety natłok obowiązków sprawił, że chwilowa na pisanie tekstów nie starczyło czasu. Koniec studiów za pasem i trzeba było wziąć się w garść. Na szczęście pomalutku wszystko zbliża się ku końcowi. Chociaż do wakacji jeszcze daleka droga, najpierw skończyć licencjat, potem uczyć się na wstępniaki na magisterkę...

Jednak teksty powinny się pojawiać regularnie, zgodnie z zasadą co trzy dni. Troszkę różnych rzeczy się nazbierało, więc wszelkie zaległości nadrobię. Opiszę, skomentuję i odwiedzę blogi moich czytelników.

Obiecuję poprawę. Przepraszam! Pozdrawiam!

Trzymajcie kciuki za biało-czerwonych w kolejnych spotkaniach Ligi Światowej.