sobota, 11 lutego 2012

Recenzja: "Liczy się każda sekunda" Lance Armstrong

Dzień dobry! Dziś pora na kolejną recenzję. Autor znany i ceniony na sportowych arenach,ale też bardzo produktywny, bowiem napisał kolejną książkę o swoim życiu. Panie i Panowie! Lance Armstrong w drugiej odsłonie. Zapraszam do lektury recenzji „Liczy się każda sekunda”.

„Liczy się każda sekunda” to kolejna - po „Moim powrocie do życia” książka opowiadająca historię siedmiokrotnego zwycięzcy Tour de France. Lance Armstrong ponownie zdecydował się przedstawić swoją opowieść tym razem jednak w autobiografii kolarza jest więcej sportu niż w poprzedniej, ale rzecz jasna nie brakuje osobistych wyznań i przemyśleń na temat śmierci, o którą się otarł. Teraz Lance dostał drugie życie, z którego bierze pełnymi garściami. „2 października 1999 roku obchodziłem trzecią rocznicę postawienia diagnozy i nazwałem ten dzień „Dniem Carpe Diem”, to znaczy „Dniem Korzystania z Każdego Dnia”. Stał się on dla mnie najważniejszym dniem w roku, ważniejszym niż urodziny, rocznice czy święta. Tego dnia pogrążam się w zadumie i myślę o drugiej szansie, którą otrzymałem”.

„Liczy się każda sekunda” to właśnie zaduma na temat przemijalności ludzkiego świata i udanej walki z chorobą. Od wydania pierwszej książki w życiu Lance’a wiele się zmieniło. Urodziły mu się córeczki, po raz piąty udało mu się wygrać Tour de France.  Teraz Amerykanin musi zmagać się z nowymi problemami, jak chociażby oskarżenie o doping czy upokorzeniach ze strony Francuzów. Jest także słów kilka na temat stosunków francusko-amerykańskich. W tej książce Armstrong staje się nie tylko autorem, bohaterem, ale także trenerem, psychologiem, lekarzem.

Druga część autobiografii amerykańskiego kolarza jest tak samo zdumiewająca jak pierwsza. Nie brak w niej autentyczności i dokładnych, pełnych głębokiej analizy przemyśleń. Na pewno w książce można wyodrębnić fragmenty odnoszące się do sportowej rywalizacji oraz te mówiące o osobistym życiu kolarza. Czasami odnosiłem wrażenie (dotyczyło to części poświęconej chorobie i wspomnieniom z nią związanymi), że pewne fragmenty już czytałem, czy łapałem się na stwierdzeniu, że autor stwierdzał to kilka stron wcześniej. W niczym to jednak nie przeszkadzałoby, aby kolejne strony przewracać z jeszcze większym zapałem i pragnieniem zdobycia kolejnych cennych wskazówek.

Tradycyjnie już kilka cytatów z książki:

„Będę zwami szczery: nie budzę się każdego ranka, myśląc: „Dziś pragnę być dla kogoś inspiracją”. Niekiedy nie chce mi się nawet włożyć butów. Chcę po prostu boso wałęsać się po okolicy, ocierając mankietami dżinsów o teksańską trawę, nie myśląc o niczym poważniejszym od napicia się piwa czy gry w golfa albo o jednymi drugim”.

„Jeśli podasz komuś pomocną dłoń, może przyjść taki dzień, że i ty wyciągniesz rękę po pomoc. Być może, kiedy pomagasz innym, wznosisz się na sam szczyt swojego ja”.

„Możesz wtedy dojść do niesłusznego przekonania, że wygrałeś, ponieważ jesteś wyjątkowy. Ale zwycięstwo jest tylko miarą tego, jak ciężko pracowałeś i w jakim stopniu jesteś utalen­towany pod względem fizycznym; nie oznacza niczego więcej”.

„Gdy przygotowujesz się do zawodów i robisz to, jak najlepiej potrafisz, a potem ichnie wygrywasz, nie pozostaje ci nic innego, jak stwierdzenie, że nie zasłużyłeś na zwycięstwo. Ktoś inny był od ciebie lepszy”.


Dlaczego tak łatwo i z przyjemnością czyta się lekturę Armstronga? Bo on wszystko tłumaczy. Dzięki książce możemy poznać jego uczucia, myśli, zachowania - także w życiu prywatnym. To swoisty przewodnik napisany przez człowieka, który wygrywając chciał pokazać, że jest wielkim kolarzem, ale rów zwykłym facetem,mężem i ojcem. „Jestem zwykłym facetem. Zwykłym, ciężko pracującym fa­cetem noszącym t-shirty.Zwykłym, ciężko pracującym, zmotywowanym, pokręconym, czasami zirytowanym facetem, noszącym t-shirty”.

Moja ocena: 5/5
Liczy się każda sekunda, Lance Armstrong, Sally Jenkins, Studio Emka, Warszawa 2004 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz