poniedziałek, 12 grudnia 2011

Recenzja: "Martina" Martina Navrátilová

Przyszła pora na kolejną recenzję, trzeba powiedzieć, że moje opóźnienie w tej materii jest znaczne, bowiem książkę tę przeczytałem w wakacje, a tu już lada moment koniec roku. Nie ma, co zwlekać, czas opowiedzieć historię tenisistki, która zadziwiła świat. 

Martina Šubertová znana przez wszystkich, jako Martina Navrátilová na zawsze wpisała się do annałów światowego tenisa i nie ma w tym nic zdrożnego, bowiem była tenisistką wybitną. Ale Martina pozostanie w pamięci także za sprawą swojego udziału w ewolucji kulturowo-społecznej dokonanej w XX wieku zachodzących w Europie i Stanach Zjednoczonych.  Sama powiadała, że „stać się znaną i bogatą – to nie jest odpowiedni pomysł na życie. Ale być najlepszą, umieć robić coś, cokolwiek na świecie, to owszem, może być głównym celem w życiu”. Cel ten zrealizowała w 100 %!

Książka o jakże znamiennym tytule „Martina” jest napisana przez samą tenisistkę, którą wspomagał Goerge Vecsey. To fascynująca opowieść o jednej z najwybitniejszych zawodniczek w historii tenisa. Z publikacji śledzimy niemal każdy krok Martiny, dowiadujemy się o ważnych, kulminacyjnych momentach w jej karierze do roku 1984, bowiem do tego roku przedstawiona jest historia Martiny. W autobiografii nie brakuje informacji o dorastaniu, ciężkich treningach, pierwszej miłości, ale także dramatycznych chwil życiu tenisistki, jakim była ucieczka z rodzinnego kraju i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości (wcale niełatwej).
Nie trudno się, zatem domyślić, że książka nie została wydana w ostatnich latach, w Polsce pojawiła się w 1991 roku. Z kolei ta opowieść światło dzienne ujrzała jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych. Dlatego w tym większym byłem szoku, że do niczego nie można było się „przyczepić”. Książka jest pisana starannie, czyta się ją lekko i przyjemnie, nie ma momentów nudnych, a może te po prostu w publikacji się nie pojawiły.  Niezwykle emocjonująca historia życia Martiny sprawia, że autobiografię czyta się z wypiekami na twarzy. Nie można oderwać oczu od kolejnych stron, aby móc w końcu poznać prawdę. Prawdę, z którą musiała zmierzyć się sama.  Z pewnością nie było jej łatwo otworzyć się przed całym światem i dokonać coming outu. Na początku lat 80 Martina na łamach"The New York Timesa" przyznała się, że jest lesbijką.  

Niewielu sportowców (i nie tylko ich) decydują się na ujawnienie swojej orientacji, ale Navrátilová poszła o krok dalej, ona opowiadała o swoich związkach bez oporu i wykazywała dużą wyrozumiałość dla tych, którzy myślą inaczej. Co więcej wszystkim zgryźliwcom, a także osobom, którzy uważali homoseksualizm za„chorobę” (w tym jej ojca) odpowiadała swoją znakomitą grą na korcie, czyli zwycięstwami (te najważniejsze to: 18 wygranych turniejów Wielkoszlemowych w singlu i 31 triumfów w Wielkim Szlemie w deblu!)

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Od razu rzuca się w oczy, że mówię Chris, a nie Chris Evert (…). Już podczas pierwszego turnieju zauważyłem, że kobiety zwracają Siudo siebie po imieniu. (…) Zawsze mnie śmieszy, gdy mówi się, że kobiety są fałszywe: gotowe jedna drugiej wbić nóż w plecy. Mężczyźni grający w tenisa są znacznie gorsi”.

„Historie,którymi karmili nas w Czechosłowacji, zostają w człowieku. Kiedy rodzice byli w Stanach, zauważyli kilku czarnych tenisistów na korcie w klubie i zapytali:
- Co oni tu robią?
- Jak to co?Są członkami klubu – odpowiedziałam.
Moi rodzice nie mogli uwierzyć, że w Stanach nie ma całkowitej segregacji rasowej”.

(…) gdy tylko Rosjanie zamknęli klapę, ktoś z tłumu rzucił kamieniem w czołg. (…) Po chwili prawie wszyscy zaczęli rzucać kamieniami, sypać żwirem. Bang, Bang, Bang– wspaniała rzecz. Później wpadliśmy na lepszy pomysł - odwracaliśmy wszystkie drogowskazy i znaki drogowe. (…) Żeby im pomóc, umieszczaliśmy drogowskazy z napisami: Moskwa - 1500 km”.

„Może jednak dotrę do domu wcześniej – o ile uda mi się uzyskać wizę. Bardzo chciałabym zobaczyć nowy dom rodziców, mojego psa Babetę, który miał zaledwie dwa lata,gdy wyjeżdżałam. Ciekawe, czy pozna mnie po dziesięciu latach, Argos poznał Odyseusza po dwudziestu…”

To niezwykła książka, bowiem o sporcie napisano może i szablonowo, ale o pozasportowym życiu ekscytująco, momentami dramatycznie i wzruszająco. Ci, którzy „Chcą wiedzieć,jaka Martina jest naprawdę…?” powinni sięgnąć po tę publikację. 

Wspomnienia Martiny są bogate i barwne. To doskonała okazja do podróży w przeszłość.  By móc, choć po trosze poznać doświadczenie sportowców, którzy musieli sobie radzić w czasach w cale niełatwych, na których baczenie mieli komuniści. Historia Martiny ściśle wiążę się ze zmianami społecznymi, kulturowymi i psychologicznymi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To nie jest książka tylko o sławnej tenisistce, a o tym jak znaleźć „własne ja” we współczesnym świecie.

Moja ocena: 5/5
Martina, Martina Navrátilová, George Vecsey, Spółka Wydawnicza Jopa, Kielce 1991

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz