środa, 12 października 2011

Recenzja: "Moje życie" Adam Małysz

Przyszła pora na sportowca z rodzimych stron, który przelał swoje myśli na papier. Tym samym przenosimy się na skocznię, gdzie czas zacząć opowieść o polskim, sportowym fenomenie. 

Adama Małysza w Polsce zna każdy! Lista osiągnięć i zdobytych trofeów jest duża, bardzo duża. Każdy, choć przez chwilę mógł poczuć magię „Małyszomanii”.  Sukcesy nie przewróciły mu w głowie, dlatego wielbiony był przez miliony na całym świecie.  „Ja chciałbym być zapamiętany, jako bohater pozytywny, jako ten, który przyniósł Polakom radość”. Nie ulega wątpliwości, że tak przez te wszystkie lata było. „Moje życie” taki tytuł nosi książka, biografia Adama Małysza. Dzięki niej poznajemy naszego mistrza bliżej. 

Najlepszy skoczek w historii Polski szczerze i w sposób bezpośredni opowiada o sobie i swoim życiu.  To nie lada gratka dla tych wszystkich, którzy ekscytowali się skokami i zasiadali przed telewizorami by dopingować Małysza. Teraz, kiedy nasz mistrz zakończył karierę skoczka, tym bardziej warto sięgnąć po tę publikację, która choć w niewielkim stopniu odpowie na pytania fanów (na moje również!).

Po pierwsze nie jest to typowa autobiografia pisana przez zawodnika, wszystko za sprawą formy, w jakiej została opublikowana. „Moje życie” to forma rozmowy Adama Małysza z dziennikarzami: Maciejem Kurzajewskim i Sebastianem Szczęsnym. Nie często się zdarza, aby opowiedzieć o swojej historii właśnie w ten sposób. Czy ta forma okazała się najodpowiedniejsza? Nie mam skonkretyzowanej odpowiedzi, bowiem na część pytań i na niektóre opowieści ta forma jest najwłaściwsza, ale do innych już aż tak bardzo nie pasuje. Na duży plus na pewno opracowanie graficzne, na każdej stronie kilka zdjęć, wytłuszczone cytaty czy najważniejsze fakty opisane ma marginesach. To ułatwia czytanie, bowiem Małysz nie rozpieszcza czytelników swoją fotograficzną pamięcią czy dokładnością faktów. 

Książka to opowieść o niezwykłym życiu - o przekonaniach, ambicjach, upodobaniach, kulisach kariery i życia rodzinnego, o planach na przyszłość, które w niewielkiej części na razie się sprawdziły. Nie brakuje także odpowiedzi na najbardziej oczywiste pytania, choć dopiero dzięki książce możemy dowiedzieć się o nich tj. o początkach kariery, dzieciństwie, szkole, życia prywatnego, opinie o swoich trenerach, kolegach ze skoczni. 

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Nikt mnie nigdy nie przekona, że wyczynowy, profesjonalny sport to zdrowie. Amatorski, uprawiany rekreacyjnie – jak najbardziej”. 

„Będąc uczniem szkoły podstawowej, poszedłem do fryzjera i wygoliłem sobie z tyłu głowy sylwetkę skoczka narciarskiego. Poprosiłem o wygolenie pod nią wyrazu, „jump”, co oznacza „skok” po angielsku. Fryzjerka nie popisała się znajomością tego języka i wygoliła ten napis z błędem – „jamp”. Musiałem z tym paradować, aż mi włosy odrosły”.
 
„Przyznam, że nie bardzo lubię robić za „misia”, z którym każdy chce się sfotografować. Kiedyś nawet musiałem dać autograf w toalecie. Całe szczęście, że nie na papierze toaletowym, tylko na wizytówce proszącego o autograf”.

„Siedziałem już na belce startowej, poprawiałem gogle i naglę czuję… coś strzeliło. (…)Przyłożyłem, więc tylko okulary do twarzy i pojechałem. Na oczach trzymał mi je wyłącznie pęd powietrza. W locie zaczęły mi się zsuwać z twarzy i lądowałem prawie na ślepo. W końcu spadły na śnieg.”.

Warto docenić szczerość płynącą z ust naszego mistrza, choć to od zawsze charakteryzowało Małysza. Nie szczędzi słów krytyki byłym trenerom, związkowi narciarskiemu, a także samemu sobie.  

Ogólne wrażenie po przeczytaniu tej książki nie było jednak za dobre. Dlaczego? Dokładnie nie wiem, być może, dlatego, że czytam ją siedem lat po publikacji? Książka powinna mieć jednak wymiar ponadczasowy, o ile o samym Adamie Małyszu pamięć nie zaginie, o tyle o tej książce z całą pewnością.

Moja ocena: 2/5
Moje życie, Adam Małysz, Wydawnictwo M, Kraków 2004