czwartek, 9 czerwca 2011

Recenzja: "Bez granic" Michael Phelps

Ostatnimi czasy dość mocno zaczytuję się w autobiografiach sportowców, bądź książkami o ludziach sportu. Dziś rozpoczynam cykl recenzji, które będą ukazywały się na moim blogu.
A więc zaczynajmy!

Osiem medali olimpijskich zrobiło wrażenie nie tylko w świecie pływackim. Wyczyn Michaela Phelpsa będzie omawiany przez wiele lat, do narodzin kolejnego sportowego fenomenu. Może to banalne, ale prawdziwe: dobre cechy charakteru, talent, ciężka praca pozwoliły pływakowi osiągnąć tak wiele w tej dyscyplinie sportu. Dewiza Phelpsa brzmi: ,,Nic nie jest niemożliwe, człowiek powinien mieć wielkie marzenia. Im większe tym lepiej”

Książka „Bez granic” jest biografią Michaela, dzięki której możemy poznać życie tego niezwykłego sportowca. Jego początki fascynacji pływaniem, a także problemy, które wynikły w chwili, gdy wykryto u niego ADHD.  Droga kariery od pierwszych zawodów, po Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, podczas których odniósł ogromny sukces.

Początkowo można być trochę zdezorientowanym i zagubionym, bowiem w jednym akapicie jesteśmy z pływakiem w Atenach by za chwilę znaleźć się już na pływalni w Pekinie czy Sydney. To nie ułatwia czytania, ale też zmusza do pełnej koncentracji. Czytanie książki może sprawić nie lada trudność ludziom mało obeznanym ze światem pływackim, bowiem dla osób nie znających tematu, różne style tego sportu, rekordy i czasy mogą być momentami nudne, ale i nie łatwe w zrozumieniu. Mimo to jednak warto sięgnąć po książkę, która dodaje siły i pobudza do działania. Książka opowiada nie tylko o pokonywaniu trudności czy walce z rywalami, jest tam mnóstwo anegdot członków rodziny, przyjaciół czy pływackiej drużyny, a przede wszystkim trenera Boba Bowmana, ojca sukcesu, ale i ojca, którego Micheal potrzebował. 

Poniżej kilka cytatów z książki:
„Nie było przerw na pójście do toalety. Przynajmniej mężczyźni ich nie mieli”

„Śniadanie składało się z trzech sandwiczy z sadzonymi jajkami, serem, smażoną cebulą i majonezem. Omletu. Miski kaszki kukurydzianej, trzech francuskich tostów. Na dokładkę trzy naleśniki z czekoladą”.

„Zawsze podziwiałem Michaela Jordana i to, jak zmienił koszykówkę. W podobny sposób chciałem przyczynić się do zmian w postrzeganiu pływania”.

,,Wyrzuciłem z siebie wszystko: radość, ulgę, podniecenie, pasję i dumę, szczególnie dumę z faktu, że jestem Amerykaninem”[…]Flaga Stanów Zjednoczonych. Amerykanie. My”.

Jedno jest jednak pewne - naprawdę warto poznać Michaela, jego sposób myślenia (amerykański!), wyznaczania sobie celów oraz dążenie do nich.

Na pewno „Bez granic” nie jest przepisem na kolejnego mistrza, ale to dobra motywacja dla wszystkich tych, którzy chcą choć w małej kropelce być takie jak Micheal Phelps.
Dla mnie to pasjonująca książka o marzeniach, które dają siłę i wielkiej miłości do pływania.

Moja ocena: 4/5
Bez granic, Michael Phelps, Alan Abrahamson, Świat Książki, Warszawa 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz