poniedziałek, 12 grudnia 2011

Recenzja: "Martina" Martina Navrátilová

Przyszła pora na kolejną recenzję, trzeba powiedzieć, że moje opóźnienie w tej materii jest znaczne, bowiem książkę tę przeczytałem w wakacje, a tu już lada moment koniec roku. Nie ma, co zwlekać, czas opowiedzieć historię tenisistki, która zadziwiła świat. 

Martina Šubertová znana przez wszystkich, jako Martina Navrátilová na zawsze wpisała się do annałów światowego tenisa i nie ma w tym nic zdrożnego, bowiem była tenisistką wybitną. Ale Martina pozostanie w pamięci także za sprawą swojego udziału w ewolucji kulturowo-społecznej dokonanej w XX wieku zachodzących w Europie i Stanach Zjednoczonych.  Sama powiadała, że „stać się znaną i bogatą – to nie jest odpowiedni pomysł na życie. Ale być najlepszą, umieć robić coś, cokolwiek na świecie, to owszem, może być głównym celem w życiu”. Cel ten zrealizowała w 100 %!

Książka o jakże znamiennym tytule „Martina” jest napisana przez samą tenisistkę, którą wspomagał Goerge Vecsey. To fascynująca opowieść o jednej z najwybitniejszych zawodniczek w historii tenisa. Z publikacji śledzimy niemal każdy krok Martiny, dowiadujemy się o ważnych, kulminacyjnych momentach w jej karierze do roku 1984, bowiem do tego roku przedstawiona jest historia Martiny. W autobiografii nie brakuje informacji o dorastaniu, ciężkich treningach, pierwszej miłości, ale także dramatycznych chwil życiu tenisistki, jakim była ucieczka z rodzinnego kraju i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości (wcale niełatwej).
Nie trudno się, zatem domyślić, że książka nie została wydana w ostatnich latach, w Polsce pojawiła się w 1991 roku. Z kolei ta opowieść światło dzienne ujrzała jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych. Dlatego w tym większym byłem szoku, że do niczego nie można było się „przyczepić”. Książka jest pisana starannie, czyta się ją lekko i przyjemnie, nie ma momentów nudnych, a może te po prostu w publikacji się nie pojawiły.  Niezwykle emocjonująca historia życia Martiny sprawia, że autobiografię czyta się z wypiekami na twarzy. Nie można oderwać oczu od kolejnych stron, aby móc w końcu poznać prawdę. Prawdę, z którą musiała zmierzyć się sama.  Z pewnością nie było jej łatwo otworzyć się przed całym światem i dokonać coming outu. Na początku lat 80 Martina na łamach"The New York Timesa" przyznała się, że jest lesbijką.  

Niewielu sportowców (i nie tylko ich) decydują się na ujawnienie swojej orientacji, ale Navrátilová poszła o krok dalej, ona opowiadała o swoich związkach bez oporu i wykazywała dużą wyrozumiałość dla tych, którzy myślą inaczej. Co więcej wszystkim zgryźliwcom, a także osobom, którzy uważali homoseksualizm za„chorobę” (w tym jej ojca) odpowiadała swoją znakomitą grą na korcie, czyli zwycięstwami (te najważniejsze to: 18 wygranych turniejów Wielkoszlemowych w singlu i 31 triumfów w Wielkim Szlemie w deblu!)

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Od razu rzuca się w oczy, że mówię Chris, a nie Chris Evert (…). Już podczas pierwszego turnieju zauważyłem, że kobiety zwracają Siudo siebie po imieniu. (…) Zawsze mnie śmieszy, gdy mówi się, że kobiety są fałszywe: gotowe jedna drugiej wbić nóż w plecy. Mężczyźni grający w tenisa są znacznie gorsi”.

„Historie,którymi karmili nas w Czechosłowacji, zostają w człowieku. Kiedy rodzice byli w Stanach, zauważyli kilku czarnych tenisistów na korcie w klubie i zapytali:
- Co oni tu robią?
- Jak to co?Są członkami klubu – odpowiedziałam.
Moi rodzice nie mogli uwierzyć, że w Stanach nie ma całkowitej segregacji rasowej”.

(…) gdy tylko Rosjanie zamknęli klapę, ktoś z tłumu rzucił kamieniem w czołg. (…) Po chwili prawie wszyscy zaczęli rzucać kamieniami, sypać żwirem. Bang, Bang, Bang– wspaniała rzecz. Później wpadliśmy na lepszy pomysł - odwracaliśmy wszystkie drogowskazy i znaki drogowe. (…) Żeby im pomóc, umieszczaliśmy drogowskazy z napisami: Moskwa - 1500 km”.

„Może jednak dotrę do domu wcześniej – o ile uda mi się uzyskać wizę. Bardzo chciałabym zobaczyć nowy dom rodziców, mojego psa Babetę, który miał zaledwie dwa lata,gdy wyjeżdżałam. Ciekawe, czy pozna mnie po dziesięciu latach, Argos poznał Odyseusza po dwudziestu…”

To niezwykła książka, bowiem o sporcie napisano może i szablonowo, ale o pozasportowym życiu ekscytująco, momentami dramatycznie i wzruszająco. Ci, którzy „Chcą wiedzieć,jaka Martina jest naprawdę…?” powinni sięgnąć po tę publikację. 

Wspomnienia Martiny są bogate i barwne. To doskonała okazja do podróży w przeszłość.  By móc, choć po trosze poznać doświadczenie sportowców, którzy musieli sobie radzić w czasach w cale niełatwych, na których baczenie mieli komuniści. Historia Martiny ściśle wiążę się ze zmianami społecznymi, kulturowymi i psychologicznymi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To nie jest książka tylko o sławnej tenisistce, a o tym jak znaleźć „własne ja” we współczesnym świecie.

Moja ocena: 5/5
Martina, Martina Navrátilová, George Vecsey, Spółka Wydawnicza Jopa, Kielce 1991

 

niedziela, 13 listopada 2011

Recenzja: "Barwy zdrady" David Beckham

Narobiło się trochę zaległości jeśli chodzi o pisanie recenzji, ale nadzwyczajnej w świecie nie mam na to wiele czasu.  Teraz udało mi się go trochę wygospodarować, więc przyjdzie czas na podzielenie się wrażeniami po przeczytaniu książki o piłkarzu, którego zna cały świat.

Davida Beckhama zna każdy, nawet Ci którzy stoją na bakier z piłką nożną, albo w ogóle nie interesują się sportem. Becks to idol milionów kibiców, to człowiek który prócz nieprzeciętnych umiejętności piłkarskich, doskonale zna się biznesie, stąd na przykład ukazanie się kilku książek o sobie. Mimo, tego, że jest wielbiony i obsesyjnie ubóstwiany na całym świecie, twardo stąpa po ziemi. "Nie mam żadnych problemów z kontrolowaniem sławy, która nie wpływa na jakość mojej gry na boisku, a to jest przecież najważniejsze. Jestem normalnym facetem, który na co dzień kupuje jedzenie w supermarkecie." Muszę się pochwalić, że ja spotkałem Beckhama w supermarkecie! Na półkach z maszynkami, pepsi i perfum.

„Barwy zdrady” to tytuł książki opowiadający historię Davida Beckhama. Ci którzy szukają tu miłosnych ekscesów angielskiego piłkarza zawiodą się, bo o miłosnych zdradach nie ma w niej ani słowa. Jednak o wielkiej miłości do Vicotrii owszem! W biografii doskonale i bardzo dokładnie opisano starania Beckhama o gwiazdę Spice Girls. Wątek miłosny przeplata się ze zdradą. Jednak jak wyjaśniłem na początku, David nie wskoczył żadnej kobiecie do łóżka. Owa zdrada dotyczy zmiany barw klubowych. O pamiętnym roku 2003 kiedy to Manchester United zaszokował świat futbolu oddając swoją gwiazdę do Realu Madryt.
Publikacja opowiada właśnie o ostatnim sezonie spędzonym przez piłkarza w ekipie sir Alexa Fergusona. W biografii ujawniono także fakty z szatni, które obiegły świat mediów – o konflikcie Fergusona z Beckhamem. Pokiereszowana twarz, dwa szwy na głowie spowodowały, że odejście gwiazdy United do innego klubu musiało stać się faktem. Prócz kulisów z szatni Czerwonych Diabłów, jest także miejsce o nieustającym śledzeniu państwa Beckhamów przez paparazzich. 

„Barwy zdrady” to jednak książka dla fanów – Davida, Manchesteru, czy futbolu. Zainteresują się nią także Ci, którzy lubią Victorię oraz Ci, którzy pragną dowiedzieć się jak być marketingowym bożyszczem i zarabiać na wszystkim.  Mnogość nazwisk, fachowych pojęć, ale przede wszystkim brak chronologii powoduje, iż zwykłego czytelnika może przyprawić o zawrót głowy.  Ja jednak czytałem tę pozycję z wypiekami na twarzy.  Zdjęcia, które tam się znajdują są doskonale dobrane i ilustrują przełomowe momenty w karierze zawodnika (te także można zobaczyć po samej fryzurze na głowie). Z kolei opisy i komentarze bliskich dla Davida osób, sprawiają, że książka ta staje się bardziej autentyczna i pokazują wiele punktów widzenia.

Tradycyjnie już kilka cytatów z książki:

,,Wiem, że fakt, iż chodzę z Victorią, podwoił zainteresowanie mediów moją osobą. (...) Niekiedy wydaje mi się, że ludzie myślą, że mieszkam w sklepie Gucciego albo u Prady. Martwię się, że kibice zapomnę, iż oprócz tego, że chodzę z jedną z dziewczyn ze Spice Girls, również gram w piłkę”.

„Uwielbiam się zajmować Brooklynem. Muszę się przyznać, że niedawno zmieniałem mu pieluchy. (…)Od czasu, kiedy jest z nami Brooklyn, bardzo wydoroślałem. Patrzę na życie z innej perspektywy. Jeżeli coś mnie zdenerwuje w pracy, wracam do domu i przyglądam się naszemu dziecku”.

„Moje zadanie polega na tym, żeby pójść do szatni, do zawodników i z nimi porozmawiać. Nie jestem do tego przyzwyczajony, bo z natury jestem człowiekiem dosyć nieśmiałym. (..)Cieszę, się bo wszyscy mówią o nowej epoce – dla mnie to fantastyczne, że będę kapitanem i wyprowadzę angielskich zawodników na murawę”.

„Próbowałem kiedyś chińskich liter i nawet coś zacząłem rysować. Wyglądało to wspaniale i Victoria była pod wrażeniem, ale odrysowałem te litery z menu chińskiej restauracji, więc prawdopodobnie miałbym na ramieniu tekst: „smażony ryż, żeberka z solą i pieprzem i ostrą zupę słodko-kwaśną”, zamiast „Victoria”! (…) Zatem zdecydowałem się w końcu na litery arabskie, bo wyglądają bardzo artystycznie, a chciałem mieć coś oryginalnego. Kiedy się nudzę wymyślam nowe tatuaże, kupuję nowe samochody i nowe zegarki. Wiem, jak to brzmi, ale David Beckham naprawdę nie jest byle smutasem”.

Jeśli też miałbym tyle pieniędzy, co Beckham też nie byłbym smutasem.  To jest jednak inna historia, a książka opowiada o historii Becksa. Jednak nie od jej początku, nie znajdziemy tu otwarcia w stylu „jak to wszystko się zaczęło”.  Tylko od roku 2003, który wiele zmienił w życiu tego piłkarza, ale również w świecie futbolu i w popkulturze!

Wszystko dlatego, że Beckham doskonale radził sobie także poza boiskiem piłkarskim. Wszystko za sprawą swojego wizerunku. Nie ulega wątpliwości, że Beckham był (jest) ikoną oraz najbardziej rozpoznawalnym sportowcem na świecie.  A ta biografia powoduję, że o nim będzie się mówić jeszcze przez wiele, wiele lat.

Moja ocena: 3/5
Barwy zdrady, Virginia Blackburn, Mireki, Kraków 2004

 

środa, 12 października 2011

Recenzja: "Moje życie" Adam Małysz

Przyszła pora na sportowca z rodzimych stron, który przelał swoje myśli na papier. Tym samym przenosimy się na skocznię, gdzie czas zacząć opowieść o polskim, sportowym fenomenie. 

Adama Małysza w Polsce zna każdy! Lista osiągnięć i zdobytych trofeów jest duża, bardzo duża. Każdy, choć przez chwilę mógł poczuć magię „Małyszomanii”.  Sukcesy nie przewróciły mu w głowie, dlatego wielbiony był przez miliony na całym świecie.  „Ja chciałbym być zapamiętany, jako bohater pozytywny, jako ten, który przyniósł Polakom radość”. Nie ulega wątpliwości, że tak przez te wszystkie lata było. „Moje życie” taki tytuł nosi książka, biografia Adama Małysza. Dzięki niej poznajemy naszego mistrza bliżej. 

Najlepszy skoczek w historii Polski szczerze i w sposób bezpośredni opowiada o sobie i swoim życiu.  To nie lada gratka dla tych wszystkich, którzy ekscytowali się skokami i zasiadali przed telewizorami by dopingować Małysza. Teraz, kiedy nasz mistrz zakończył karierę skoczka, tym bardziej warto sięgnąć po tę publikację, która choć w niewielkim stopniu odpowie na pytania fanów (na moje również!).

Po pierwsze nie jest to typowa autobiografia pisana przez zawodnika, wszystko za sprawą formy, w jakiej została opublikowana. „Moje życie” to forma rozmowy Adama Małysza z dziennikarzami: Maciejem Kurzajewskim i Sebastianem Szczęsnym. Nie często się zdarza, aby opowiedzieć o swojej historii właśnie w ten sposób. Czy ta forma okazała się najodpowiedniejsza? Nie mam skonkretyzowanej odpowiedzi, bowiem na część pytań i na niektóre opowieści ta forma jest najwłaściwsza, ale do innych już aż tak bardzo nie pasuje. Na duży plus na pewno opracowanie graficzne, na każdej stronie kilka zdjęć, wytłuszczone cytaty czy najważniejsze fakty opisane ma marginesach. To ułatwia czytanie, bowiem Małysz nie rozpieszcza czytelników swoją fotograficzną pamięcią czy dokładnością faktów. 

Książka to opowieść o niezwykłym życiu - o przekonaniach, ambicjach, upodobaniach, kulisach kariery i życia rodzinnego, o planach na przyszłość, które w niewielkiej części na razie się sprawdziły. Nie brakuje także odpowiedzi na najbardziej oczywiste pytania, choć dopiero dzięki książce możemy dowiedzieć się o nich tj. o początkach kariery, dzieciństwie, szkole, życia prywatnego, opinie o swoich trenerach, kolegach ze skoczni. 

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Nikt mnie nigdy nie przekona, że wyczynowy, profesjonalny sport to zdrowie. Amatorski, uprawiany rekreacyjnie – jak najbardziej”. 

„Będąc uczniem szkoły podstawowej, poszedłem do fryzjera i wygoliłem sobie z tyłu głowy sylwetkę skoczka narciarskiego. Poprosiłem o wygolenie pod nią wyrazu, „jump”, co oznacza „skok” po angielsku. Fryzjerka nie popisała się znajomością tego języka i wygoliła ten napis z błędem – „jamp”. Musiałem z tym paradować, aż mi włosy odrosły”.
 
„Przyznam, że nie bardzo lubię robić za „misia”, z którym każdy chce się sfotografować. Kiedyś nawet musiałem dać autograf w toalecie. Całe szczęście, że nie na papierze toaletowym, tylko na wizytówce proszącego o autograf”.

„Siedziałem już na belce startowej, poprawiałem gogle i naglę czuję… coś strzeliło. (…)Przyłożyłem, więc tylko okulary do twarzy i pojechałem. Na oczach trzymał mi je wyłącznie pęd powietrza. W locie zaczęły mi się zsuwać z twarzy i lądowałem prawie na ślepo. W końcu spadły na śnieg.”.

Warto docenić szczerość płynącą z ust naszego mistrza, choć to od zawsze charakteryzowało Małysza. Nie szczędzi słów krytyki byłym trenerom, związkowi narciarskiemu, a także samemu sobie.  

Ogólne wrażenie po przeczytaniu tej książki nie było jednak za dobre. Dlaczego? Dokładnie nie wiem, być może, dlatego, że czytam ją siedem lat po publikacji? Książka powinna mieć jednak wymiar ponadczasowy, o ile o samym Adamie Małyszu pamięć nie zaginie, o tyle o tej książce z całą pewnością.

Moja ocena: 2/5
Moje życie, Adam Małysz, Wydawnictwo M, Kraków 2004

 

piątek, 23 września 2011

Recenzja: "Open. Autobiografia tenisisty" Andre Agassi

Witam na piątek miałem zaplanować tekst odnośnie mistrzostw Europy siatkarek, ale kiedy za pewne czytacie te słowa - jestem w Krakowie i zwiedzam Wawel i inne zabytki regionu, więc pozostaje przygotowana wcześniej recenzja książki.

Dawno już nie publikowałem żadnej recenzji, choć książek już trochę przeczytałem, to jednak na zrecenzowanie ich nie mam wystarczającej ilości czasu, ale muszę podzielić się z Wami wrażeniami o tej publikacji. Nie ukrywam, że długo czekałem, aż pojawi się wreszcie w polskiej wersji, a jak to się stało niemal od razu pobiegłem do ,,empiku by ją nabyć!

Autobiografia Andre Agassiego była długo wyczekiwaną przeze mnie pozycją, kiedy wreszcie się pojawiła na polskim rynku pochłonęła mnie do reszty. Przede wszystkim przez rozbrajającą szczerość płynącą od Amerykanina. Czy można być w czym najlepszym na świecie, ośmiokrotnie wygrywać turnieje wielkoszlemowe i nienawidzić tego? Agassi udowadnia, że można: „Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wszystko obraca się wokół tenisa,którego szczerze nienawidzę”.  To jest podstawowa prawda, z którą amerykański tenisista walczy sam,  udowadniając wszystkim napotkanym osobą, że prawdą jest to iż nienawidzi tenisa. 

„Open” jest napisana przez tenisistę, który Agassi przelał na papier opisując swoje życie zaraz po zakończeniu kariery. Andre od początku nienawidził machania rakietą, a wraz z każdym, kolejnym sukcesem ta nienawiść tylko się pogłębiała.Od początku nie było łatwo, a to za sprawą ojca, który prowadził tego chłopca żelazną ręką. Jego życie nie było usłane różami, wręcz przeciwnie, by móc być najlepszym tenisistą musiał rzucić szkołę. Młodzieńczy bunt to nie kolczyk w uchu i przefarbowane włosy, to poszukiwanie własnej drogi i przezwyciężanie leków, które rodzą się w głowie Agassiego zarówno po meczach przegranych, ale też (co dziwne) triumfalnych pojedynków. 

Uwagę przykuwa fotograficzna dokładność z jaką Agassi przywołuje każdy swój kluczowy mecz i każdą znajomość. Nigdy wcześniej gra na korcie, ale też i to wszystko, co dzieje się wokół, nie zostało tak precyzyjnie opisane. Andre z wielką dokładnością opisuje drogę od nienawiści do miłości, starania o bycie perfekcyjnym, szlifowanie do granic doskonałości każdego aspektu swojej gry. 

Momentami długie opisy męczą, ale gdy za każdym takim opisem kryje się zaskakujące wydarzenie czy dowcipna puenta, nie ma to żadnego znaczenia. Nie  poleciłbym tej książki  młodym czytelnikom, bowiem w autobiografii bardzo często napotkać można na niecenzuralne słowa. A  słowo„kurwa” w książce pojawia się równie często jak „Wimbledon”.  

Książka ta posiada jednak znacznie inną wartość. To autobiografia sportowca, więc o sporcie, wynikach, cyfrach, rekordach i nazwiskach powinno się czytać na każdej stronie, ale ja tego nie odczułem.Dlaczego? Może przez literacki język, język Agassiego który jest specyficzny oraz ukazujący to co ludzie kochają najbardziej, czyli przemyślenia bohatera. 

Poniżej tylko kilka cytatów, choć mogłoby być ich tu multum:

„Niełatwo jest celowo przegrywać. Niemal trudniej, niż wygrywać. Należy poddać się w taki sposób, żeby publiczność się nie zorientowała, tak, że sam nie jesteś w stanie zwietrzyć oszustwa – ponieważ oczywiście celowa przegrana leży w podświadomości”.

„Poza dreszczykiem emocji związanym z przyjmowaniem narkotyków, czerpię niezaprzeczalną satysfakcję ze szkodzenia sobie i skracania kariery. (…) Po dwóch dniach na haju, bez snu wyglądam jak obcy”.

„Obchodzę kort, trzymając puchar nad głową. Publiczność wiwatuje. Jakiś człowiek stara mi się odebrać trofeum. Już chcę się z nim szarpać, ale informuje, że chce tylko wygrawerować. Moje nazwisko”.
„W szatni owijają mi stopy i widzę, że zapomniałem spakować bieliznę. Mecz za pięć minut. Mogę grać bez majtek? Nawet nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe. Brad żartuje, że pożyczy mi swoje. Aż tak bardzo nie chcę zwyciężyć. (…) W drugiej rundzie też nie zakładam bielizny. (Od tamtej pory gram zawsze bez. Jeśli coś działa, to nie ma sensu tego zmieniać) ” – czyli od zwycięskiego French Open 1999.

Jeśli cześć recenzentów uważa, że „Open” Agassiego jest  „najbardziej antysportową autobiografią sportowca w historii”. To jest to tylko zachętą dla każdego, aby po nią sięgnąć, bo kto w takim razie będzie zdolny do triumfu w ośmiu turniejów wielkoszlemowych w grze pojedynczej (Karierowy Wielki Szlem),  kto dwukrotnie zwyciężał w Mistrzostwach ATP, był liderem rankingu ATP,zdobył złoty medal olimpijski, kto wygrał w Pucharze Davisa i wreszcie kto zostaje członkiem Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław? 

Andre Agassi to perfekcjonista, ogromny talent, ale też człowiek o gołębim sercu i chęci ratowania świata poprzez działalność fundacji charytatywnej wspierającej kształcenie dzieci z trudnych środowisk, której Agassi jest założycielem i niezmordowanym opiekunem. Autobiografia to powieść o prawdziwej historii tenisisty. O niełatwym dzieciństwie, problemach życiowych i wreszcie wywalczonych ciężką pracą sukcesów na korcie – każda kartka tej książki to niezwykła porcja nie tylko sportowych emocji.

Warto postawić pytanie, czy Agassi pokochał tenis, czy też swą karierę zbudował na szaleńczym pragnieniu bycia najlepszym. Na pewno każdy kto sięgnie po tę pozycję, niejednokrotnie popuka się w czoło - tenisista nielubiący tenisa?!

Moje ocena: 5/5
„Open. Autobiografia tenisisty”, Andre Agassi, Bukowy Las,Warszawa 2011

 

sobota, 13 sierpnia 2011

Recenzja: "Moje miejsce. Autobiografia" Raul Lozano

Obiecywałem siatkarską autobiografię i w końcu jest. Trochę to trwało, bowiem tę książkę czytałem już dawno temu i właściwie ponownie musiałem ją przeczytać, by zanotować z niej najciekawsze momenty. Prawdą jest, że na rynku nie ma zbyt wielu siatkarskich publikacji, ale ta z pewnością jest wyjątkową, bo jest o „małym, wielkim geniuszu z La Platy” jak powiedział o nim Leo Beenhakker. 

Pewnie już z wielu z Was, wie o kim będzie mowa. O człowieku, który uszczęśliwił Polskę i dał jej wielki powód do radości i co więcej tknął nowe życie w polską siatkówkę. Autobiografia Raula Lozano „Moje miejsce” jest bardzo typowym przykładem takiej właśnie publikacji, pod tym względem jest niemal wzorowa.  Dla nas, polskich kibiców również powód napisania książki przez Argentyńczyka wyzwala dodatkowe emocje:  „ Pozwólcie zatem mi wytłumaczyć - bez cienia skargi! - tę moją warszawską samotność wśród tłumów, a zrozumiecie, że to właśnie potrzeba zwykłej, codziennej rozmowy z Wami skłoniła mnie do napisania tej książki”.

Książka Raula Lozano „ Moje miejsce. Autobiografia” jest doskonałą publikacją opowiadającą historię znanego trenera od jego narodzin do pamiętnych mistrzostw świata w 2006 roku.  To przegląd życia Lozano począwszy od jego dzieciństwa, po rodzinę, przyjaciołach, a tragicznych przeżyciach czasów wojskowej junty w Argentynie oraz pierwszych sukcesach, blaskach i cieniach kariery trenerskiej Raula Lozano. 

Książka jest barwnym zapisem dojrzewania jednego z najbardziej cenionych szkoleniowców świata.
Autobiografia jest doskonała, bardzo dobrze złożona i w czytelnej szacie graficznej, i jest napisana w pierwszej osobie, co sprawia, iż kontakt z trenerem staje się jeszcze bardziej osobisty i intymny. Jedynym mankamentem są czasem zbyt długie opowieści i historie, które powodują zamieszanie, nie wspominając już o licznej rodzinie z różnymi imionami i nazwiskami. Ale na pewno nikomu kto sięgnie po tę pozycję nie będzie to aż nadto przeszkadzać. Plusem jest na pewno bardzo duża ilość zdjęć, które przeplatają kolejne wątki autobiografii. Trzeba przyznać, że Raul Lozano bardzo otworzył się w tej książce zdradzając kulisy swojej rodziny czy decydując się opowiedzieć o wstrząsających historiach.  Najbardziej w pamięci utkwiło mi przyznanie się trenera do czytania książek, polskich książek! Ilu polskich trenerów może się pochwalić znajomością tekstów Zygmunta Baumana i Ryszarda Kapuścińskiego? Raul Lozano może!

Ponownie kilka cytatów z książki:

„Ona tańczyła i śmiała się, a ja piłem jej wino i wino chłopaka, z którym tańczyła, tak że po jakimś czasie musiał iść po nowy kubek i wrócił dopiero po jakichś 10 minutach… Wykorzystałem tę chwilę, żeby zdobyć jej numer telefonu”.

„Skoro Polakom udało się stworzyć nową rzeczywistość społeczną i polityczną, dlaczego nie mielibyśmy dokonać tego samego w sporcie?”

„Otóż zauważyłem, że w kwestii picia w Polsce panuje zmowa. Nikt nikogo nie wyda, nikt nie napiętnuje. (…) W Polsce z problemem picia alkoholu zostałem pozostawiony sam. (…)Kara posłużyła za przykład zawodnikom, którzy zrozumieli, że od tej pory sprawy naprawdę wyglądają inaczej niż kiedyś. (…) Sęk w tym, że kara, która nie eliminuje złych nawyków, niczemu nie służy”.

„Pewnego dnia ćwiczyliśmy zagrywkę, Arek usiłował zagrać bardzo mocno, ale źle uderzył pilkę, która odskoczyła i poleciała tak wysoko, że uderzyła w ścianę Sali na wysokości jakichś czterech metrów. Spojrzałem na niego, a on się uśmiechnął i prawie zarumienił ze wstydu.
- W poważnej drużynie, kolego Gołaś, taka zagrywka kosztowałaby cię karę; musiałbyś postawić piwo całej ekipie
- Trenerze, dziś wieczorem stawiam piwo…
Myślę, że wiedział, jak ważne było „przełamanie lodów” – po tym, co wydarzyło się w Olsztynie nikt nie chciał wziąć do ust ani kropli”.

Ta autobiografia jest obowiązkiem dla każdego fana siatkówki, bowiem zdradza kulisy pracy Raula Lozano z biało-czerwonymi. Chyba każdy z nas chciałby dowiedzieć się o tajemnicy sukcesu japońskiego srebra i jego świętowania przez całą grupę. Intrygujący jest także na ostatnich stronach „Wywiad z samym sobą”, czyli pytania, których Raul Lozano nie chciałby usłyszeć. Muszę powiedzieć, że są to pytania, które już od kilku lat nurtują kibiców, chociażby te dlaczego kapitanem zespołu jest zawodnik rezerwowy.

Moja ocena: 4/5
„Moje miejsce. Autobiografia”, Raul Lozano, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008

 

czwartek, 14 lipca 2011

Recenzja: "Ronaldo!" Wensley Clarkson

Nadszedł czas na kolejną recenzję książki, po raz pierwszy dotycząca piłki nożnej, bowiem wiele jest publikacji z piłki kopanej, więc czas zacząć w końcu je skomentować. Obiecuję jednak, że niedługo pojawi się książka dotycząca siatkówki.

Niewątpliwie nie jest to publikacja pisana przez samego zawodnika. Książka o Ronaldo jest bowiem napisana przez Wensleya Clarksona, który zbierał opinie innych ludzi, którzy śledzili historię życia Ronaldo. Mimo tego jest niezwykle interesującą, a przede wszystko bardzo dokładnie opisuje wydarzenia o idolu z lat dziewięćdziesiątych. Trzeba zauważyć, iż ta opowieść bardzo przypomina popularną w Brazylii operę mydlaną.Już od maleńkości Ronaldo marzył, a przede wszystkim czuł swoje powołanie:„Czułem, że piłka nożna jest jakby moim naturalnym, przypisanym mi zajęciem, a moją rolą życiową jest dostarczanie innym rozrywki moją grą.”

Teraz trochę więcej prywaty, bo Ronaldo był piłkarskim idolem niemal wszystkim dzieciaków w latach dziewięćdziesiątych – moim także. Ja jak każdy chłopak najpierw grałem w futbol, w okresie kiedy był to największy czas popularności Ronaldo. Teraz po latach gdy czytałem tę książkę zaskakiwała mnie w wielu momentach, chociażby od mniej dramatycznych dotyczącej podwójnej daty urodzin. Skąd się ona wzięła i dlaczego tak długo dyskutowało; ja wiem  natomiast tego nie zdradzę - odsyłam do przeczytania . Po te wydarzenia  najbardziej wstrząsające i skrywane przez wiele, wiele lat, o których wtedy nie mówiło się wcale. Chodzi problemy zdrowotne Ronaldo i o pamiętny mundial w 1998 roku ,mające ogromny wpływ na dalsze losy piłkarza.  

Można powiedzieć, że początek tak jak u innych sportowców jest dość prosty a nawet banalny, jeśli chodzi o graczy z tego regionu świata. Biedny chłopak ma ogromny talent, dąży do realizacji swoich wielkich marzeń i udaje mu się to. Z brzydkiego kaczątka staje się pięknym łabędziem o wielkiej sławie i jeszcze większej ilości pieniędzy. Rzecz jasna Brazylijczyk nie był pierwszą wielką gwiazdą w historii piłki nożnej, ale był pierwszym piłkarzem, który był własnością sponsorów, producentów odzieży sportowej oraz najbogatszych klubów piłkarskich. Ta publikacja ujawnia tę drugą stronę futbolowego świata. Może być doskonałą przestrogą dla wszystkich innych marzących o byciu kimś tak wielkim jak Ronaldo, bowiem teraz pogoń za pieniędzmi jest jeszcze większa, a każdy chce ze sportowca wydoić jak najwięcej. 

Książkę czyta się całkiem nieźle, może irytuje zbyt duża ilość poprzestawianych liter w wyrazach, ale nie  utrudnia to ogólnego odbioru. Jako, że nie jest to książka napisana przez samego gracza, mało jest tu jego własnych wypowiedzi – trochę szkoda. Bo chciałoby się wiedzieć, co piłkarz myśli o danej sytuacji. 

Ponownie kilka cytatów z książki:

„Stało się ze mną coś bardzo dziwnego. Dotąd nie przeżyłem czegoś takiego przed żadnym meczem. Czułem się strasznie – ból głowy,nudności i bóle żołądka. Cały czas żyłem pod tak wielką presją. Czułem się tak,jakby cała Brazylia polegała tylko na mnie”.

„Na początku Ronaldo denerwował się, ale później świetnie opanował umiejętność naśladowania homoseksualistów. (…) W pewnym okresie naprawdę zaczęli uważać go za geja. Miał taki delikatny trochę sepleniący głos, co jeszcze bardziej utwierdzało ich w tym przekonaniu”.

„Jako dziecka żyłem w biedzie i nie wstydzę się tego. Ta pierwsza piłka dawała mi i innym dzieciakom swego rodzaju wolność.Kiedy tylko chcieliśmy, mogliśmy uciec od wszystkiego i po prostu grać. Szybko znaleźliśmy odpowiednie miejsce… i zakochałem się w tej grze”

21 lat geniuszu i 90 minut, które wstrząsnęły światem – taki jest podtytuł książki. I to jedno zdanie  mówi bardzo wiele, młody chłopak od razu stał się światową gwiazdą futbolu nie przystosowaną do wielkomiejskiego życia i bogactwa.  Książka została bardzo ciekawie napisana i zawiera wiele ciekawych faktów z życia tego świetnego piłkarza. Ukazuje kulisy wchodzenia w wielki skomercjalizowany świat piłki nożnej, w którym liczą się przede wszystkim pieniądze, a nie człowiek. Publikacja nie kończy się optymistycznie. Zawiera raczej nutkę goryczy, wieszczącą koniec kariery piłkarza już w 2000 roku. Jak dobrze wiadomo Ronaldo święcił jeszcze triumfy w Realu Madryt. Oficjalnie piłkarz karierę zakończył 14 lutego 2011 roku. Mam nadzieję, że być może już niedługo sam zawodnik zdradzi kulisy swojej kariery pisząc autobiografię.

Moja ocena: 3/5
,,Ronaldo!, Wensley Clarkson, In Rock, Poznań 2000

 

wtorek, 21 czerwca 2011

Recenzja: "Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie" Lance Armstrong

Chwilowo jestem zajęty i nie mam wystarczająco czasu, by skomentować obecne wydarzenia, więc uraczę Was wcześniej napisaną recenzją wybornej książki.

Niezwykła historia człowieka, o których zmaganiach zna pewnie każdy z nas. Każdy z nas słyszał bowiem o Lance Armstrongu, siedmiokrotnym zwycięzcy Tour de France.  Ale zanim Lance mógł cieszyć się z sukcesów sportowych musiał zawalczyć o swoje życie.  Jednak jego wybory mogą zaskakiwać: „gdybym ktoś kazał mi wybrać między wygraniem Tour de France a wygraniem walki z rakiem, wybrałbym raka. Może brzmi to dziwnie, ale wolę, aby mnie nazywano tym, który pokonał nowotwór, niż tym, który wygrał TdF”.

Książka „Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie” to wspomnienia w której  wyniki sportowe schodzą na dalszy plan. Armstrong to żywa skarbnica wiedzy - powinniśmy uczyć się od niego wytrwałości, wiary i siły, z jaką zmagał się z przeciwnościami losu. Życie tego człowieka uczy szacunku do największego daru, jakim jest życie. To opowieść o triumfie, tragedii, transformacji i transcendencji kolarza wszech czasów.  To wspomnienia o beztroskim dzieciństwie, wyroku śmierci, który przerodził się w nieustępliwą walkę z rakiem, trudnym leczeniu i wreszcie szczęściu z kochającą rodziną.
Książkę czyta się z zapartym tchem, jest bardzo wciągająca co sprawia, że można ją przeczytać w jeden wieczór. Napisana w lekkim i zrozumiałym języku, trudne pojęcia z zakresu medycyny czy kolarstwa wyjaśnione są w sposób jasny i klarowny, więc laik poradzi sobie z odbiorem treści.  Na pewno to książka nie tylko dla ludzi zainteresowanych, kolarstwem czy sportem. Tekst jest bardzo osobisty. Możemy poznać najskrytsze myśli autora, jego refleksje i odczucia. Mój powrót do życia daję wiarę, że dzięki determinacji, uporowi, sile psychiki i nadziei możemy osiągać nawet rzeczy niemożliwe bez względu na wszystko. Na pewno nie jest to typowa autobiografia, bowiem przede wszystkim dotyczy ona walki z rakiem. Armstrong dał niezwykłe świadectwo siły i woli życia. 

Ponownie kilka cytatów z książki:
„Wytyczyłem sobie nowy cel, który nie miał nic wspólnego z kolarstwem (...) Doszedłem do wniosku, że moim prawdziwym powołaniem nie jest ściganie się na rowerze, lecz raczej przekonywanie ludzi, że raka można pokonać”.

Pośrodku stał duży fotel z ruchomym oparciem, przypominającym leżak. Paliło się przyćmione światło, mające na celu stworzenie atmosfery intymności. Na małym stoliku leżały pisma. Oczywiście pornograficzne. (…). Jak mogłem w takim stanie myśleć o erekcji? To było ponad moje siły.(…)Nie miałem wyboru. Zamknąłem oczy i zrobiłem to, co powinienem zrobić”.
„Mając raka, wiedziałem dokładnie, dlaczego nadal jeżdżę na rowerze: kiedy pedałowałem, nie czułem się tak bardzo chory”.

„Zamierzałem rozmawiać z rakiem. Zdecydowałem, że w rozmowie będę nieugięty. Wybrałeś nieodpowiednią osobę. Kiedy szukałeś swojej ofiary, popełniłeś wielki błąd. Nie powinieneś przychodzić do mnie”.

Dla mnie książka nie jest tylko suchą relacją o życiu jednego z wielu znanych sportowców. Jest czymś znacznie więcej, to swoisty podręcznik do nauki, jak żyć w pełni. Wspomnienia Lance zostawiają ślad w pamięci na zawsze. 

Wyznania sławnego kolarza pewnie będą najlepszym lekarstwem dla tych, którzy tego najmocniej potrzebują. To świadectwo, iż jeśli czegoś się bardzo mocno pragnie to jest to realne. I warto walczyć. 

Moja ocena: 5/5
Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie, Lance Armstrong, Sally Jenkins, Studio Emka, Warszawa 2003

Fot. merlin.pl