sobota, 2 kwietnia 2016

Zawieszenie bloga

Przykro mi to pisać, robię to z wielkim bólem serca :( Tak jak w tytule zdecydowałem się na zawieszenie bloga. Decyzja trudna, z którą musiałem się przespać i rozważyć wszystkie za i przeciw.  Poświęciłem w tym miejscu wiele miłych i dobrych chwil, z którymi nie jest łatwo się rozstać.Coś się jednak kończy, a coś się zaczyna...

Wszystko, co tutaj robiłem robiłem na 100% i z pełnym zaangażowaniem i przywiązaniem do bloga i czytelników. Starałem się dbać o najwyższy poziom tekstów, ich merytoryczność, jak również sposób przedstawiania postów, jak i wygląd bloga.

Z tego też względu zawieszam bloga, nie lubię robić czegoś na pół gwizdka, pisać postów na kolanie. To nie w moim stylu i tego, nie chciałem Wam tego serwować.

Nie mówię żegnaj, a do zobaczenia!


Chciałbym podziękować moim koleżankom i kolegom z blogosfery, do których z miłą chęcią zaglądałem, z którymi wymieniałem poglądy. Blogerów, którzy stanowili dla mnie inspiracje i dawali motywację do działania.

Dziękuję:
Asi z mylife-asiaa.blogspot.com
RealnejAni z floatemnabramke.blog.onet.pl 
JustMe z siatkarskapasja-true.blogspot.com
Ani z zblogowany.pl
Snajperowi z snajpers.blogspot.com
Dankowi z daneks.blox.pl
Piotrkowi z ksiazkisportowe.blogspot.com


Obecny na Facebooku jeszcze będę, więc odsyłam do tego miejsca:

Po sportowej stronie mocy

piątek, 25 marca 2016

Wesołego Alleluja!


Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych wszystkim czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia: dużo zdrowia i nadziei, która da siłę w pokonaniu codziennych trudności i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość. Aby te Święta przyniosły pogodę ducha towarzyszącej każdego dnia, radość serca, gdy będziecie odpoczywać,
 oraz
smacznego Święconego w gronie najbliższych osób. 

Alleluja, Alleluja!

środa, 9 marca 2016

Nie wiedziały Szarapowej gały, że meldonium brały...

Od poniedziałku sportowy świat żyje jedną wiadomością. Kiepską wiadomością i nie sposób od tego uciec. Rosyjska tenisistka Maria Szarapowa na specjalnie zwołanej konferencji prasowej przyznała, że wynik jej kontroli antydopingowej przeprowadzony 26 stycznia po ćwierćfinałowej porażce w Australian Open okazał się pozytywny i wykazał stosowanie przez nią niedozwolonego meldonium.

Czym jest owy środek? Specyfik ten poprawia wydolność i zwiększa zdolność regeneracji po długotrwałym wysiłku. Meldonium znalazł się na liście Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) we wrześniu 2015 roku z adnotacją, że jego użycie będzie karane dyskwalifikacją od 1 stycznia 2016 roku.

Choć starałem się sprawy nie komentować od razu. Chciałem dać sobie trochę czasu. Przyznaję, że teraz nadal nie wiem co na ten temat sądzić. Jestem zmieszany. Trudno mi jednoznacznie opowiedzieć się po stronie krytykantów i jednogłośnie stwierdzić i nazwać Szarapową koksiarą, z drugiej jednak strony trudno być zagorzałym obrońcą tenisistki, bo w tym przypadku pojawia się wiele niedomówień i nie wszystko jest do końca wyjaśnione.

Fakt jest taki, że gwiazda tenisa wpadła i zaliczyła dopingową wpadkę. Kara się należy koniec kropka. Okoliczności łagodzące? Fakt przyznania się, wyrażenie skruchy i zapowiedź ścisłej współpracy z organizacjami ITF i WADA. Może jeszcze to, że środek tak naprawdę na liście zakazanej znajduje się od niedawna.
Fot. AP
Tyle w tym temacie. Trzeba mieć jednak na względzie,że nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. Maria nie przeczytała e-maila, który otrzymała od WADA mówiący o zmianach w przepisach antydopingowych oraz zawierający link do listy zabronionych substancji w 2016 roku. Pierwsza zasada: warto czytać wiadomości. Kwestię tę można rozwinąć dalej. Jak to możliwe, że tak liczny, profesjonalny (do tej pory) sztab Rosjanki przeoczył tak ważną informację. Sztab, który pobiera olbrzymie pieniądze, za wypełnienie swoich obowiązków. Ewidentnie ktoś tu tego nie przypilnował, a konsekwencje dla samej zawodniczki są opłakane. Szarapowa honorowo przyjęła odpowiedzialność na swoje barki, kwitując, że za wszystko odpowiada ona i tylko ona. Choć już kilku sportowców przyznało, że e-maili od WADA nie czyta, ale ktoś ze współpracowników Rosjanki powinien i powinien mieć tego świadomość. I to jest jeden z największych nonsensów w tej sprawy. Jak można zaniechać sprawdzenia tej listy. Nie rozumiem, że nikt nie był w stanie skontrolować tego, co aplikowane jest Szarapowej. Absurdalna sytuacja.

A może ktoś chciał wielkoszlemowej mistrzyni zaszkodzić? Może i to teoria spiskowa, ale hipotez jest wiele, więc dlaczego i tej nie sprawdzić. Przecież samej Marii ewidentnie ta wiadomość jest olbrzymią rysą na jej karierze. Karierze wspaniałej, nienagannej. Idolka, gwiazda tenisista rozpoznawalna na całym świecie. Czy ryzykowałaby zszarganie nazwiska dla… no właśnie tak naprawdę czego? Następnego triumfu? Przecież i bez tego potrafiła sobie poradzić i wygrywać Wielkie Szlemy (tak, tak wiem, że przyjmowała ten lek od 10 lat – swoją drogą to kolejny wątek, kto tak długo przyjmuje jeden i ten sam lek - producent leku, łotewski Grindeks, informuje, że środek stosuje się w przypadku ludzi chorych przez około 4-6 tygodni).

A może „życzliwym” zależało, aby zniszczyć dobre imię Szarapowej, aby odwróciły się od niej media, kibice i.. sponsorzy. Tak, tak ci ostatni bardzo szybko zareagowali na tę wieść, a straty finansowe dla Rosjanki mogą być okazałe.

W mojej głowie krąży jeszcze jedna myśl. Jak długo meldonium utrzymuje się w organizmie i kiedy Szarapowa przyjęła go po raz ostatni. Kompletnie nie znam się na tym, i nie mam wiedzy w tym zakresie, ale ślady leków mogą znajdować się gdzieś około miesiąca w ciele, a tym samym mogło być tak, że Rosjanka zażyła go jeszcze w grudniu, a badanie przecież zostało zrobione 26 stycznia.

Z powyższej argumentacji wynika, że bardziej jestem skłonny bronić Szarapowej. Może i tak, choć mam w pamięci przypadek człowieka, który był dla mnie swoistym autorytetem. Lance Amstrong - podziwiałem tego faceta, ale po aferze dopingowej z nim związanej nie mam do niego szacunku. On oszukiwał. Choć Armstrong gdyby nie brał dopingu, prawdopodobnie nie wygrałby Tour de France, a Rosjanka bez dopingu wygrywała Wielkie Szlemy.

Maria Szarapowa musi zostać ukarana. Co do tego nie mam wątpliwości. Sprawa jest jednak delikatna, a opinia publiczna nie zna wszystkich informacji, przekazano nam szczątkowe informacje i pozostaje wiele znaków zapytania. Trzeba czekać na decyzję odpowiednich władz, które podejmą w tej sprawie sprawiedliwy werdykt biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy. Fani pięciokrotnej triumfatorki wielkoszlemowych turniejów mogą jednak oczekiwać, że zobaczą ją na  kortach. Choć z zasady istnieje równość, to nie od dziś wiadomo, że są równi i równiejsi (chociażby fakt, że Rosjance pozwolono osobiście poinformować o sprawie), a tenisowy świat straciłby wiele, gdyby Rosjanki w nim nie było, jest zbyt ważna dla tego biznesu.
Fot. Splash News/East News

środa, 2 marca 2016

Siatkarskie Oskary rundy zasadniczej 2015/2016

Leonardo Di Caprio doczekał się najcenniejszej filmowej nagrody i po wielu nominacjach sięgnął po upragnionego Oscara w kategorii aktor. Nagrody Akademii Filmowej zostały wręczoną w ubiegłą niedzielę, czas teraz na siatkarskie Oskary rundy zasadniczej sezonu 2015/2016.

Meine Damen und Herren, Mesdames et Messieurs, Ladies and Gentlemen, Panie i Panowie czas rozpocząć tegoroczną uroczystą galę. Raz, dwa trzy! Zaczynajmy!


Najlepsza charakteryzacja i fryzury: Andrzej Wrona i Facundo Conte
Za odwagę i autentyczność. Wielkie uznanie za spełnienie obietnicy, a także wytrwałość, w tym co robią od początku do końca.
Fot. Instagram Andrzeja Wrony

Najlepsza muzyka na rozgrzewce: "Reality" - Lost Frequencies, Janieck Devy
Nie prowadzono oficjalnych statystyk, co do ilości odtwarzania tego tytułu na siatkarskich parkietach, ale z pewnością częstotliwość była znacząca, a właściwy rytm muzyki sprawia, że jest ona odpowiednia i dla siatkarzy i kibiców.


Najlepsze efekty specjalne na trybunach: "14 na boisku – 15 w drużynie"
W szczególny sposób PGE Skra Bełchatów postanowiła okazać wsparcie swojemu zawodnikowi Michałowi Winiarskiemu. Szacunek to jedno słowo wyraża więcej niż cały elaborat.
Fot. Pawel Piotrowski (C) www.skra.pl

Najlepsze stroje: Lotos Trefl Gdańsk
Stroje, w których podziękowano kibicom za ich doping, a gdańszczanie mają komu dziękować, bo jest to najliczniejsza publiczność w PlusLidze, dlatego też na meczowych koszulkach siatkarzy  pojawił się element graficzny, na którym przedstawiono kibiców Lotosu Trefla podczas jednego z meczów w Ergo Arenie. Nagrodę przyznano za docenienie kibiców i znalezienie dla nich miejsca na koszulce, które jest nad wyraz widoczne i nie ginie w gąszczu reklam sponsorów.
Fot. Lotos Trefl Gdańsk

Najlepszy scenariusz: Mecz 16. kolejki pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów a PGE Skrą Bełchatów
Chciałoby się oglądać i oglądać. Spotkanie rozegrane na wysokim poziomie sportowym i emocjonalnym, a kiedy jedno i drugie idzie w parze to mamy, to co kibice lubią najbardziej!
Fot. SportoweFakty.pl

Najlepszy trener: Andrea Anastasi
Statuetka wędruje do włoskiego szkoleniowca po raz drugi z rzędu. Za utrzymanie nadal wysokiego poziomu Lotosu prowadzonego przez ekipę Anastasiego, pokazując, że ubiegłoroczny wynik nie jest działem przypadku. A praca szkoleniowa Anastasiego  uwidaczniająca się w rozwoju zawodników i wprowadzeniu młodych siatkarzy do podstawowego składu.
Fot. Cyfrasport

Najlepszy zawodnik niepolskojęzyczny: Benjamin Toniutti i Kevin Tillie
Kapitaua konkursu postanowiła nagrodzić francuski duet ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Rozgrywający i przyjmujący wspaniale wkomponowali się i w swój zespół jak i całą otoczkę PlusLigi nadając jej francuski rys.
Fot. Fanpage Kevin Tillie

Najlepsza postać drugoplanowa: Michał Masny
Rozgrywający Jastrzębskiego Węgla pozostał na tonącym okręcie, choć zdawał sobie sprawę, że wraz ze zmniejszonym finansowaniem klub nie będzie odgrywał pierwszoplanowej roli w Pluslidze, niemniej Masny, choć z drugiego szeregu nadal pozostaje wybijającą się postacią w całych rozgrywkach.
Fot. Tomasz Wantula/Newspix / News

Najlepszy zawodnik: Bartosz Kurek
W tym sezonie Bartosz Kurek jest wiodącą postacią swoje zespołu, a ostatnio przekroczył granicę 2500 punktów w rozgrywkach ligowych. Jest najlepiej punktującym, najskuteczniejszym zawodnikiem w PlusLidze. Nagrodę przyznano za wielkie umiejętności i sportową klasę przejawiającą się w braniu odpowiedzialności za zdobywanie punktów w kluczowych akcjach meczów.
Fot. Maciej Goclon Fotonews

wtorek, 23 lutego 2016

O Bednorzu, który z gimzjalistami gra w siatkówkę

Sportowcy są idolami dla wielu ludzi, a radość mogą sprawiać nie tylko swoją dobrą grą i sięganiem po kolejne medale, ale także, a może przede wszystkim przez bliski kontakt z fanami i nie chodzi tu o wspólne zdjęcie czy podpisanie kartki po meczu, zawodach.

W tym poście chciałbym zwrócić uwagę na szczególne zachowanie siatkarza olsztyńskiego AZS-u Bartosza Bednorza. Wszystko zaczęło się od pewnego ucznia gimnazjum Katolickiego Zespołu Edukacyjnego im. Świętej Rodziny w Olsztynie, który za sprawą jednego z portali społecznościowych napisał do siatkarza wiadomość następującej treści: "Organizujemy zawody klasowe w siatkówkę. Czy możemy liczyć na Pana pomoc? W składzie IIIm mamy luki. Proszę o szybką odpowiedź. Mecze będą rozgrywane w olsztyńskiej hali OSiR przy ulicy Głowackiego". Siatkarz szybko odpisał: "Będę, szykuj formę na czwartek".

I tak o to 18 lutego, przyjmujący akademików z Olsztyna zawitał na halę i zagrał z gimnazjalistami. O sprawie zrobiło się dość głośno i dobrze! Uważam, że trzeba docenić takie zachowanie skądinąd również młodego siatkarza. Okazuje się, że marzenia i radość można sprawiać nie tylko dzieciom, których los nie oszczędzał i cierpią z różnych powodów. Do spotkania z profesjonalnym sportowcem może dość także w codziennych warunkach, a uśmiech goszczący na twarzy tych młodych adeptów siatkówki jest bezcenny.

Fot. Instagram Bartosza Bednorza
Spontaniczna decyzja 21-letniego zawodnika z pewnością wyszła mu na dobre. Pod kątem wizerunkowym to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Bednorz wyłonił się jako człowiek dostępny, mający czas na spotkania z kibicami. Mógł olać tę wiadomość, nie zająknąć się sprawą, nie brać jej poważnie. I tak naprawdę nic by się nie stało, no bo przecież to sportowiec i on nie ma czasu na takie tam błahostki.

A jednak! Bednorz ma gest! I Bednorz wie, jak się zachować! Zapewne Bednorz składając obietnice przyjścia nie rozmyślał nad wpływem tego działania na jego image, dlatego tym bardziej jest to świetna sprawa, ponieważ na pierwszym miejscu było spełnienie czyichś marzeń, zadowolenie fanów. To się chwali, bo w dzisiejszych czasach bezinteresowność jest w cenie.

Z pewnością Bednorz nie spodziewał się takiego rozgłosu, ale sytuacja naprawdę okazała się być jedyna w swoim rodzaju. Spójrzmy prawdzie w oczy mało znaczące zawody sportowe, nieoficjalne zaproszenie pozbawione utartych frazesów i oficjalnej drogi. Za to odpowiedź przyszła na luzie, w młodzieżowym stylu i co najważniejsze szczera i prawdziwa, albowiem złożona obietnica została spełniona. A przyjmujący wykazał się  przy tym olbrzymim taktem, poczuciem humoru i odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością za tą młodzież, dał im impuls, motywację do działania. Bez dwóch zdań, dla uczniów największym przeżyciem była możliwość odbicia piłki czy też przybicia piątki z siatkarzem.

Pochwalić też trzeba klub i sztab szkoleniowy Indykpolu Olsztyn, ponieważ dzień później przyjmujący rozgrywał mecz w PlusLidze, a wszelki uraz nie byłby mile widziany, a profesjonalne kontrakty rządzą się swoimi prawami. Przyczepie się jednak do mało sportowego stroju siatkarza – jeansy i bluza na parkiecie siatkarskim nie jest dobrym pomysłem i tego wzorca młodzież nie powinna utrwalać. Czynię z tego zarzut jedynie w kontekście budowania wizerunku Bednorza. Niemniej to jednak obrazuje bezpretensjonalność, młodzieńczość i swobodę w działaniach zawodnika.

Wielka klasa i wielka brawa dla Bednorza. Nie wiem jak wielkim siatkarzem zostanie Bartosz Bednorz, wiem natomiast, że już jest WIELKIM CZŁOWIEKIEM!

środa, 17 lutego 2016

Lotos nie siegnął Zenitu, a Zenit sięgnął nadiru

FC Barcelona przyjeżdża do Polski na mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów? Może kiedyś, kiedy poziom sportowy polskich zespołów futbolowych będzie ich do tego predestynował. Na szczęście, szczęście mają siatkarscy kibice, którzy posiadają sposobność oglądania takich spotkań. Przyznaję bez bicia, we wtorek 16 lutego kibice volleya w Polsce mieli prawdziwą ucztę. Do Ergo Areny na granicy Gdańska i Sopotu przyjechał ubiegłoroczny triumfator rozgrywek Ligi Mistrzów – Zenit Kazań.

Spotkanie Lotosu Trefla z Zenitem mogłem oglądać na własne oczy. Na żywo, poczuć atmosferę siatkarskiego święta, (choć to z kolei nie był mój debiut, jeśli chodzi o mecze w LM) bądź co bądź nie zdarza się to często, baa przecież to debiut gdańszczan w Lidze Mistrzów, tym samym sympatycy na Pomorzu spragnieni są klubowej siatkówki na światowym poziomie (aczkolwiek spodziewałem się, że kibiców będzie więcej).
W starciu Lotosu Trefla z rosyjskim potentatem nie trudno jest o wskazanie zwycięzcy. Zenit jest nie tylko faworytem starcia z podopiecznymi Andrei Anastasiego, ale też całych rozgrywek.

Nie ukrywam, że na spotkanie jechałem, by z bliska przyjrzeć się konstelacji gwiazd grających w rosyjskim klubie. Nie na co dzień można zobaczyć w akcji graczy pokroju Michajłowa, Andersona czy Leona. Trzeba przyznać, że gdańszczanie nie przestraszyli się, dzielnie walczyli i z pewnością robili co mogli, by zaprezentować jak najlepiej. Starczyło tylko na jednego seta, co myślę i tak było dobrym wynikiem, przynajmniej dla kibiców, którzy trochę dłużej mogli pozostać w hali.

Dużo mówiło się składzie Lotosu, który pojawił się w czwartym secie. Anastasi desygnował do gry rezerwowych, czy chciał zaskoczyć rywala? A może chciał dać odpocząć podstawowym graczom z uwagi na ważne mecze w PlusLidze? Nie wiem, choć na pewno nikt porażki z Zenitem roztrząsać nie będzie, ale brak medalu mistrzostw Polski będzie sporym poletkiem do dyskusji, więc.. odpowiedź nasuwa się sama. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Teraz trochę o pozameczowych wydarzeniach. Niewątpliwie atrakcją tego meczu były popisowe akcje Wilfredo Leona – siatkarza z polskim paszportem, a być może już niedługo także reprezentanta naszego kraju. Przyjmujący zamienił kilka słów z Antigą. Nie wysuwałbym jednak daleko idących wniosków, albowiem nasz szkoleniowiec już wcześniej przecież zapowiadał, że jeśli będzie mógł to Leona powoła. Więc sprawa tak naprawdę nie leży w gestii Antigi i Leona, ale działaczy PZPS-u, a przede wszystkim FIVB.
Warto docenić pomeczowe zachowanie Leona, który jako jedyny gracz Zenitu został na parkiecie i rozdawał autografy i pozował do zdjęć z polskimi fanami. Niestety, pozostali siatkarze z Kazania bardzo szybko udali się do szatni. Przyglądając się temu z boku odniosłem wrażenie, że była to nawet jakieś klubowe rozporządzenie. Choć Leon się wyłamał. Czy to tylko kurtuazja Leona i dbanie o dobry wizerunek wśród polskich fanów? Bo nie chcę myśleć, jaka fala komentarzy przetoczyłaby się, gdyby i on udał się do szatni. „Prawie” reprezentant Polski nie ma czasu na spotkania z polskimi fanami? Byłaby to z pewnością niezła pożywka dla mediów i przeciwników gry Leona w biało-czerwonych barwach. Jaki jest powód, że gracze z Kazania tak prędko uwinęli się przed kibicami? Trudno powiedzieć, ale tak naprawdę poza gorzkim przyjęciem Spiridonowa (co nie jest zaskakujące) pozostała część drużyny została przyjęta ciepło. Na samolot też się raczej nie spieszyli, bo Leona nikt nie popędzał do wyjścia. Meczu też nie przegrali, wiec przyczyn do zdenerwowania też nie było. Może i się czepiam, ale niektórzy fani przyjechali do Ergo Areny także po to, aby zobaczyć z bliska złotych medalistów Ligi Mistrzów. Siatkarze z Kazania może i prezentują formę sportową na najwyższym poziomie – sięgającą zenitu; to z formą grzecznościową i szacunkiem do kibiców jest daleko w lesie, nadirem – posługując się nomenklaturą z astronomii.

wtorek, 9 lutego 2016

Tie-break dla Niemczyka!

Siatkarską rodzinę ogarnęła smutna wiadomość. Andrzej Niemczyk ponownie walczy z nowotworem. Utytułowany szkoleniowiec, trener dwukrotnych mistrzyń Europy po raz kolejny musi stanąć do walki z tym paskudztwem! Mam nadzieję, i gorąco wierzę w to, że wykurzy go ze swoich płuc.

Za sprawą wydawnictwa SQN, które zorganizowało akcję #tiebreakdlaniemczyka można wesprzeć byłego trenera reprezentacji Polski.

"Przed Trenerem kolejna batalia, która ze względu na zaawansowany wiek zapowiada się na najtrudniejszą. Pomóżmy wspólnie Trenerowi w walce z nowotworem, okazując mu wsparcie!

Wystarczy zrobić sobie zdjęcie z kartką, na której napisane będzie #tiebreakdlaniemczyka, a następnie opublikować je na stronie tego wydarzenia lub na swoich profilach w social mediach (Facebook, Twitter, Instagram, itd.). Z przesłanych zdjęć stworzymy album, który przekażemy Andrzejowi Niemczykowi.

Prowadząc reprezentację Polski do dwóch tytułów mistrza Europy dostarczył nam niezapomnianych emocji. Odwdzięczmy mu się, pokazując, ile osób kibicuje mu w powrocie do zdrowia! Razem pomożemy Trenerowi wygrać kolejny życiowy tie-break!"

Dołączam się do akcji i trzymam kciuki za trenera Niemczyka! Walcz trenerze!


#tiebreakdlaniemczyka

Akcja zorganizowana została na Facebooku w formie wydarzenia: dołącz!